Tydzień zaczął się wielce atrakcyjnie: w poniedziałek było zimno, ponuro i listopad, a mnie rozbolało gardło. To już chyba tradycja, która wiele mówi o tym, jak bardzo mój organizm nie lubi startów i jak mocno się przed nimi broni. Skoro tradycja, to wiadomo:
Pomogło leczenie domowe, w szczególności resztka, ach, jakże pysznej, nalewki pigwowej nastawionej jesienią przez męża. Oraz moja ratunkowa gorąca zupa pomidorowa z soczewicą. Tzn. pomogło jak pomogło, bo we wtorek, co prawda deszcz nie padał, zrobiło się cieplej, a gardło przestało boleć, za to zmagałam się z zapaleniem pęcherza. Rozkosznie.
W środę obudziłam się w miarę zdrowa i cała, ale przez cały dzień było znów szaro, zimno i deszczowo.
I tak dalej, i tak dalej.
Do czego zmierzam? Chyba do tego, że w tym tygodniu nie przebiegłam jeszcze ani jednego kilometra. Nie bardzo dociera do mnie, że w niedzielę wystartuję w maratonie. Mam jeszcze pierdylion rzeczy do zrobienia przed piątkiem, kiedy wreszcie wsiądziemy w samolot i ruszymy do krainy sera, czekolady i zegarków, jako że z niej do Annecy najbliżej. No i fajnie, bo przynajmniej nie mam czasu bawić się w tremę przedstartową. Aha, wygląda na to, że się troszkę zgrillujemy na trasie - pogodynki pokazują 17 stopni (odczuwalna 21) i "brilliant sunshine". Co do reszty - się zobaczy.
No to: au revoir (choć wolałabym "arrivederci") i do przyszłego tygodnia!
PS. Deszczowa środa miała miły akcent - spotkanie z Avą. Było bardzo, bardzo fajnie :)
środa, 13 kwietnia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
11 komentarzy:
z tymi "atrakcjami" przed startowymi to normalka. Organizm to cwana bestia czuje co go czeka ;) Wie, że będzie bolało i próbuje się wykręcić od startu ;)Tu coś strzyka, tam wlazł jakiś ból... :)hi hi mam to samo! Ale przekonuje go, że polecimy tylko do Nowej Huty i z powrotem, a potem laba!!! Do poniedziałku hi hi..
pozdrowaśki - powodzenia - super wrażeń :)
Ja mam to samo. W niedzielę maraton, a wczoraj wszystkie oznaki grypy: osłabienie, niemożliwość dogrzania ciała, ból stawów i kości. Jakoś się doprowadziłem do względnej normalności, ale ze złamania 4h już psychicznie zrezygnowałem :(
@Tete, można nawet podśpiewywać "O Nowej to Hucie piosenka" :) Powodzenia!
@Kuba, może jak odpoczniesz do niedzieli, nogi same Cię poniosą na ładny wynik. Tego Ci życzę :)
Będzie dobrze, kciuki będą trzymane - załatw tylko fotoreportów do fotorelacji na blogu :-) No i poproszę też troszkę krajobrazów znad jeziora Annecy.
Zaczęłam czytać książkę (@niezorientowani - Hanka pożyczyła mi Running For Women napisaną przez ex-red. naczelną Runner's World) i bardzo fajnie się to czyta. Motywująco pisze kobieta i tak po ludzku :)
I dzięki Hania, że znalazłaś w tym chaosie przedstartowym czas na spotkanie :-)
Powodzenia na starcie. Może jeszcze pogoda się nad Wami zlituje ;)
Haniu, trzymamy mocno kciuki:)
@Ava, trzeba spotkanie powtórzyć :)
@Zinow, ciepło będzie, na bank ;)
@Kaiserka, :-*
Powodzenia na francuskiej ziemi:)
Bonne Chance!
Kochani, 3:56 :))) Relacja - wkrótce!
Brawo Haniu ! Gratuluję i pozdrawiam :)Goniłem Cię cała drogę ;)
Prześlij komentarz