Moje prywatne święto zdarzyło się już wczoraj wieczorem - po 7-tygodniowej przerwie (aż sprawdziłam wpisy blogowe, żeby się upewnić i nie chce być inaczej), dotarłam na trening klubowy. Padał zamarzający deszcz, temperatura nijaka, bo coś około 0, ale to nic. Było cudownie.
Biegaliśmy bardzo powoli, lecz trudno mi stwierdzić jak bardzo, bo Gacek odpoczywał w suchej szufladzie. Niech odpoczywa, bo ciężki sezon przed nim. Po rozgrzewce dostałam 2 podejścia i dwa zbiegi z Agrykoli + 2 podbiegi i dwa zbiegi. I wtedy, podczas kolejnej nawrotki obok kawiarni "Na Rozdrożu", doznałam tego jedynego w swoim rodzaju uczucia, kiedy biegnie się w deszczu, zimnie, a człowieka ogarnia rozkoszne ciepło i rozpiera go wewnętrzna radość. Tak wielka, że nie pozostaje nic innego jak szczerzyć się do siebie w mglistych ciemnościach.
Stadion jest teraz przykryty jednolitą czapą śniegu, więc ćwiczenia z piłkami lekarskimi robiliśmy na ulicy. Najpierw rzucaliśmy piłkami w przód, a każdy wyrzut miał być robiony z wyskokiem (takim jak przy żabkach). Później było déjà-vu z podstawówki - rzut piłką lekarską w tył. Po rzucie w przód i rzucie w tył, zostało już tylko rzucanie do góry (z wyskokiem). Trening zakończyliśmy kilkudziesięciometrowymi podbiegami (mniej-więcej od latarni do latarni) z piłką pod pachą, a następnie relaksującym truchtem. Wszystko pięknie, tylko do domu wróciłam ubłocona i przemoknięta jak Wodnik Szuwarek.
A teraz najważniejsze: Święta Bożego Narodzenia już tuż tuż. Zatem wszystkim Wam życzę po prostu, abyście spędzili je tak jak najbardziej lubicie i żeby wszelkie smutki i troski omijały Was szerokim łukiem.
Świątecznie dedykuję Wam przepiękny utwór Haendla "Lascia la spina" (dosłownie: porzuć udrękę lub, jeszcze bardziej dosłownie, cierń), w wykonaniu niesamowitej Cecilii Bartoli. Nawiasem mówiąc, początek tego utworu nieodmiennie kojarzy mi się z jedną z najbardziej znanych polskich kolęd.
Jeszcze raz: Wesołych Świąt, a ja uciekam do robienia kolacji i ubierania choinki.
PS. Wspólnie z Avą i Zinowem umówiliśmy się na świąteczny trening. Czy ktoś ma ochotę dołączyć?
czwartek, 23 grudnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
8 komentarzy:
Dziś też ogarnęła mnie wielka radość. Biegło się świetnie i tylko to błoto pośniegowe trochę denerwowało.
Również Tobie życzę Wesołych Świąt! Niech będą niezapomniane!
ja chętnie, możemy ustalić godzinę...
boli w krzyżu od piłki lekarskiej...
Pieśń prześliczna, brzmi rzeczywiście bardzo świątecznie.
Dołączam do życzeń - przyjemności i odpoczynku, a w 2012 zrealizowania najważniejszych zamierzeń, w tym, oczywista, biegowych.
ups, pognałam w przyszłość. Pisząc o 2012 miałam na myśli 2011
:D
@Kuba, dziękuję :)
@Ania, niech będzie i 2011 i 2012 ;) Spotkamy się przy szlabanie o 10? :)))
Dobre - miałam dziś składankę Haendla do zmywania, w tym "Lascia la spina". Mi się nigdy świątecznie nie kojarzyła, bo to moja muzyka do biegania na Kabatach...
Wszystkiego najlepszego, niech Ci się biega lekko i rączo, a wszystkie inne sprawy niech się układają po Twojej myśli w przepiękne wzorki :)
Wesołych Świąt, Haniu, i dużo radości z biegania! :)
Tak, to niesamowite, kiedy jest zimno, mokro i ohydnie, a biega się fantastycznie :-)
Wszystkiego najlepszego i dużo radości z biegania!
@Midi, a mnie zaczęła się kojarzyć, kiedy w zeszłym roku, podczas tradycyjnego, kolektywnego lepienia pierogów, stwierdziliśmy (również kolektywnie), że pierwsze takty przypominają do złudzenia "Lulajże Jezuniu" :) Zresztą Haendel jest dobry na wszystko, a na Święta i tak mieliśmy Bacha ;)
@Quinomatorka, :-*
@Emilia, dziękuję!
PS. Świąteczny bieg był bardzo fajny - relacja już wkrótce.
Prześlij komentarz