niedziela, 5 grudnia 2010

Zamiastowo

Mija tydzień zamiastów. Zamiast wrócić do biegania, radziłam sobie z różnymi aspektami nagłego uderzenia zimy. Na przykład, dzięki pewnym niedociągnięciom komunikacji miejskiej (a to korki, a to zamarznięte zwrotnice), zamiast treningów biegowych zaliczyłam parę dłuższych wycieczek pieszych w nieomal kopnym śniegu. Chodniki mają u nas dość niski priorytet odśnieżania. Były jeszcze odwołane treningi i wymyślanie czegoś - no właśnie - zamiast. A zamiast łydki, która wreszcie ozdrowiała, pojawił się problem na drugim końcu. Comeback zapchanego nosa i cementu w głowie.

W końcu wykombinowałam, że im dłużej będę się nad sobą rozczulać tym więcej mój organizm znajdzie powodów dla pozostania w ciepłym domu i obrastania mchem i paprociami. Jednym słowem: wnerwiłam się.

Z tego wszystkiego wstałam w sobotę, wypiłam duszkiem gorącą herbatę z cytryną i miodem, zjadłam 2 wafle z kozim twarogiem i, niespodzianka, miodem, ubrałam się ciepło i ruszyłam na mały rozruch. Towarzyszył mi mąż, który nie biegał od Biegu Niepodległości.

Nogi same poniosły mnie w stronę Parku Saskiego, w którym początkowo za jedyne towarzystwo mieliśmy stroszące pióra kaczki, gołębie, jednego biegacza i parę osób wyprowadzających psy. A potem spotkaliśmy Avę (pozdrowienia!), zrobiliśmy we troje honorową rundkę wokół parku, pożegnaliśmy się i wróciliśmy do domu.


No i kto by się spodziewał, że w parku w centrum Warszawy mogą czekać mnie przygody w stylu Animal Planet, względnie filmów Hitchcocka? Przy okazji próby zrobienia zdjęcia kaczkom, zaatakowały mnie gołębie, które chyba myślały, że trzymany przeze mnie telefon jest kawałkiem chleba lub innego przysmaku.

Przygody, przygodami, a tempo treningu było spokojne,  żeby nie powiedzieć: leniwe (7 min / km), bo to i chodniki nieodśnieżone i moje pierwsze wyjście w plener biegowy od ponad 2 tygodni. Prawdę mówiąc, było ślisko, nawierzchnia do luftu, zimno, szaro, ale wróciłam uśmiechnięta od ucha do ucha. Strasznie brakowało mi biegania!!

Nawiasem mówiąc, trochę za ciepło się ubrałam: podkoszulek termalny z długimi rękawami, ocieplana bluza do biegania i cienka bluza na wierzch, ocieplane legginsy, szalik polarowy, polarowa czapka, rękawiczki. Tę ocieplaną bluzę trzeba było zastąpić cienką koszulką z długimi rękawami i byłoby znacznie lepiej.

No i wreszcie niedzielę spędziliśmy jak przykładna rodzina - zapakowaliśmy torbę z rzeczami na zmianę, termos z herbatą z malinami i pojechaliśmy do lasu. Sam widok szlabanu przy wejściu od ul. Moczydłowskiej wyzwolił we mnie taką dawkę endorfin, że z trudem powstrzymałam się przed zrobieniem większej pętli (12 km) i poprzestałam na skromnych 8 km z przerwą na ćwiczenia ogólnorozwojowe. Zrobiliśmy trochę wymachów nogami, ramionami, wykroków, skłonów, coś niby trikonasana.

Było prześlicznie - skrzący się śnieg, słońce, kilka stopni mrozu. Próbowałam trzymać się udeptanych ścieżek, aż jadący z naprzeciwka narciarz niezbyt miło zwrócił mi uwagę, że biegnę po "torze". Emmm.... Akurat "torów" na tej samej ścieżce było chyba 5 i nawet trudno było zaklasyfikować którykolwiek jako ślad, którego (nawiasem mówiąc) na pewno bym nie zadeptywała swoimi buciorami.

Dzisiaj ubrałam się idealnie. Temperatura nie rozpieszczała: -8, ale za to było prawie bezwietrznie. Nastawiałam się na wolny bieg (wyszło 6:45 min / km), więc próbowałam wypośrodkować wczorajszą wersję polarną z pokusami bardziej tropikalnymi. W końcu założyłam cienką koszulkę biegową z krótkimi rękawami, ocieplaną bluzę biegową z kapturem i cienką bluzę na wierzch, a oprócz tego ocieplane legginsy, polarowy szalik, polarowa czapka i polarowe rękawiczki. Warto też nadmienić, że moje trailówki (Saucony Xodus) sprawdzają się na śniegu jak marzenie - nie ślizgają się, nie namakają, świetnie trzymają stopę.

Zapomniałam już jak męczące jest bieganie po śniegu, ale i ile radości potrafi sprawić. Zwłaszcza w tak piękną niedzielę, jak dziś i zwłaszcza zamiast uczestniczenia w zbiorowej hipnozie, pt. zakupy świąteczne :)




9 komentarzy:

Ironwoman pisze...

myślę, że zimą szybkie bieganie można sobie odpuścić. w śniegu nie da się biec szybko, więc ja nawet nie sprawdzam tempa :)
co do ciuchów - ja mam zasadę (zarówno w górach jak i podczas biegania) - "kiedy jest mróz - ubrać się ciepło na dole, a lekko na górze). podczas wysiłku najbardziej pocimy się na plecach - i wtedy, jeśli nas przewieje, to robi się jeszcze zimniej. A tak naprawdę sporo ciepła ucieka przez nogi. Dlatego przy około minus 10 zakładam dwie pary ocieplanych spodni, a na górę - cienką bluzkę i jeden cieplejszy polar.

Hankaskakanka pisze...

Podoba mi się Twoja zasada ubiorowa! I zgadzam się z tym, że zimą szybkie bieganie można odpuścić. Zima ma dużo innych zalet :)

Tempo sprawdzam tylko z ciekawości, bo i tak wiem, że będzie wolne :) Dlatego ze sceptycyzmem podchodzę do bieganie według tabel tempowych - np. jeśli w/g Danielsa powinnam robić bieg easy w tempie, bodaj 6:10 min/km (piszę bez sprawdzania, więc mogłam się pomylić o parę sekund), po ubitym śniegu to tempo będzie mnie kosztować przynajmniej 10 uderzeń na minutę więcej, czyli to nie będzie bieg easy :))

Midi pisze...

Ej, to rzeczywiście tego śniegu sporo macie!
Ja się najlepiej czuję w 3 cienkich warstwach na górze: cienka bluzka z dł. rękawem, na to - zależnie od temp. - t-shirt albo kolejna cienka bluzka i na wierzch kurtka demisezonówka (taka windstopperowa, ale nieocieplana). W polarze próbowałam w zeszłym roku biegać 2 razy i było mi za ciepło. Ale tu może ma to sens...

Wojtek 'Bob' bobrowski pisze...

Ja biegam w 4 warstwach. Wolę, gdy płonę ;-) I zgadza się, zimą można sobie odpuścić cięższe treningi. Ciekawsze za to są treningi zbiorowe, bo nikt nie szarżuje i można sobie porozmawiać.

zinow pisze...

W 4 warstwach jeszcze nie biegałem, ale w 3 regularnie - koszulka termiczna, bluza biegowa, wiatrówka.
Faktycznie danielsowskie tempo na śniegu ma się średnio do zimowej rzeczywistości, ale ja mam momentami tak, że nawet jeśli próbuję biec Easy to wychodzi szybciej, bo nogi same z zimna niosą. Natomiast szybszych akcentów na razie sobie nie wyobrażam, ale będę kombinować ;)

Hankaskakanka pisze...

@Midi, sporo, oj sporo. Dzisiaj w nocy jeszcze dopadało, ale teraz temperatura w okolicach 0 i robi się chlapa ohydna. W polarze chyba nigdy nie biegałam. Najgrubsza warstwa, jaką miałam na sobie na treningu, to soft shell :)
@Bob, no właśnie. Zimą można biegowe życie towarzyskie pouprawiać :)
@Zinow, no tak, mnie też w zeszłym roku nosiło, ale pulsometr był bezlitosny ;)

Ava pisze...

Naprawdę miałaś na sobie tyle rzeczy w sobotę? Wyglądało że masz cieniutką kurteczkę i już chudziaku ;-)
No ja się właśnie nie do końca mogę zdecydować co z tym ubiorem w zimę ale zestaw - koszulka z długim rękawem, cienki t-shirt dry-fit + softshell działają b. dobrze przy mrozie. Za to ostatnio ciepło się zrobiło, więc chyba zmniejsze ilość - i znów trzeba będzie kombinować co wybrać, żeby się nie spocić

Unknown pisze...

To prawda, mój plan treningowy oparty na metodzie Danielsa legł w gruzach. Szybkie biegi da się robić na siłowni, ale długich wybiegań żadną miarą. Na powietrzu z kolei bieg szybki odpada. Ale też kombinuję, jak temu zaradzić :-)

Hankaskakanka pisze...

@Ava, łatwiej mi jest ubrać się na mróz niż na takie wilgotne niewiadomoco jak teraz :-/
@Emilia, długie wybiegania zimą daje się robić, byle nie w największe mrozy. Powodzenia :)