poniedziałek, 13 grudnia 2010

Pocieszacze

Przeziębienie mnie polubiło, choć na wzajemność nie ma co liczyć. W każdym razie, nie możemy się rozstać. Nie wiem, czy powinnam narzekać - leżenie na kanapie, pod ciepłym kocem, z pocieszaczami (o nich za chwilę), książką albo laptopem, trudno uznać za wielką mękę. Gdybym jeszcze nie miała kataru ani napadów suchotniczego kaszlu... Swoją drogą, czy ci, którzy chodzili do podstawówki przed 1989 rokiem pamiętają jeszcze Broniewskiego "Elegię o śmierci Ludwika Waryńskiego"? "Ach, płuca wyplute nie bolą" - dość upiorne, ale ten wers często do mnie wraca, gdy sobie tak od serca pokaszlę. Czy Broniewski jest jeszcze przewidziany w programie szkoły podstawowej czy gimnazjum?

Moje gorące chęci do ćwiczenia w domu spełzły na niczym, kiedy okazało się, że najprostsze czynności domowe męczą mnie bardziej niż wystarczająco. Wczoraj popatrzyłam z zazdrością na nieznośnie promiennego męża, który wrócił z biegania, wyciągnął matę i chyba z godzinę się rozciągał. Próbowałam udawać, że go nie widzę i że bardzo wciągnęła mnie książka. 

Tak czy owak, o sporcie napiszę, kiedy już do niego wrócę. Na razie będzie o pocieszaczach, czyli łatwych do przyrządzenia smakołykach, poprawiających humor i samopoczucie nawet najbardziej zasmarkanej osoby (ja! ja! ja!).

Pocieszacz pierwszy: napój rozgrzewający. Gotujemy litr wody. Pół cytryny kroimy w plasterki. Kawałek imbiru wielkości, powiedzmy, damskiego kciuka, obieramy i również kroimy w plasterki. Wrzucamy razem do dzbanka i zalewamy gorącą wodą. Czekamy kilka minut i dodajemy solidną łyżkę miodu. Mieszamy i pijemy póki ciepłe. Napój fantastycznie rozgrzewa, pomaga odetchnąć przez zapchany nos, łagodzi ból gardła. I jest bardzo smaczny.

Pocieszacz drugi: wykładamy na talerz ogórki kiszone i zjadamy je, patrząc na padający za oknem śnieg. Ogórki kiszone mają smak, który pobudzi nawet najbardziej otępione katarem kubki smakowe. Jeśli bierzemy jakiekolwiek leki, szczególnie, nie daj Boże, antybiotyki, kiszeniaki pomogą osłabionej florze jelitowej. Smacznym zamiennikiem ogórków kiszonych jest kapusta kiszona ;-)

Pocieszacz trzeci: domowy kisiel (bardzo dziękuję niedawno przeziębionej Ewie, za przypomnienie mi o tym specjale). Bierzemy jakąkolwiek mrożonkę z mieszanką owocową. Mnie chyba najbardziej smakuje mieszanka Hortexu: truskawki, maliny i czarna porzeczka (witamina C!!). Wrzucamy mieszankę do garnka, zalewamy litrem wody i gotujemy. Jeśli ktoś boi się kwaskowego smaku, można dodać cukier (ja dodałam 1 łyżkę cukru trzcinowego). W międzyczasie rozrabiamy 3 czubate łyżki mąki ziemniaczanej z odrobiną zimnej wody na jednolitą ciapę. Kiedy owoce zaczną się gotować, dodajemy ciapę z mąki ziemniaczanej, mieszamy, gotujemy jeszcze chwilę i gotowe. Kisiel można zjeść z następującymi dodatkami: pocięte w paski suszone figi lub morele, orzechy laskowe, starte jabłko, cząstki mandarynki - co kto lubi. Można go sobie polać jogurtem albo śmietaną. Robi się po nim ciepło i błogo. Nawet zatkany nos wydaje się mniej zatkany.

Pocieszacz czwarty: zalewajka. Jeśli ktoś nie wie, jak się ją robi, polecam łatwy i klarowny przepis z, rzecz jasna, Kaszaprodżekt.

Z gromkim APSIK, udaję się po kolejną porcję pocieszacza nr 3.

PS. Chętnie przeczytam o Waszych pomysłach na chorobowe pocieszacze. 

13 komentarzy:

Midi pisze...

Bidulka, mam nadzieję, że Ci przechodzi.

Moje chorowanie dzieli się na dwie kategorie:
(1) chorowanie w trupa, kiedy mi wszystko jedno i nie mam siły wstać po żadne pocieszacze (ani nawet unieść się na poduchach);
(2) chorowanie delikatne, kiedy pocieszają mnie rzeczy niezdrowe i zakazane na co dzień; oczywiście mam na myśli lody czekoladowe, czekoladę na gorąco (w ostateczności może być gorące kakao z odrobiną miodu), pudding czekoladowy itp. W Finlandii na użytek takiego chorowania mają szeroki wybór mrożonych bułeczek z cynamonem do "samodzielnego" ;) upieczenia...

A generalnie na zapchany nos dobrze robi gorąca herbata z imbirem, grzane wino z goździkami albo najbardziej prozaicznie - glogg.

Hankaskakanka pisze...

Chyba się przeprowadzę do Finlandii. A na razie może będzie prościej, jak sobie upiekę jabłko z cynamonem ;)

Unknown pisze...

Ten napój z imbiru jest też świetny po jesiennym lub zimowym bieganiu, ze względu na działanie rozgrzewające. Ja go robię w wersji hardcorowej, tzn. biorę znacznie mniej wody i znacznie więcej imbiru - wychodzi mocne w smaku jak diabli (+ sok z cytryny i miód).

Co do innych pocieszaczy, to będę mało oryginalna, i wymienię najzwyklejszą w świecie, ordynarną czekoladę: mleczną, lub gorzką, chętnie z całymi orzechami laskowymi (dozwolona tylko np. przy chorobie, na co dzień zakazana, gdyż pochłaniam ją w zastraszającym tempie).

Spodobał mi się bardzo pomysł na ten kisiel - chętnie wypróbuję.

Wracaj do zdrowia, oby pocieszacze w tym pomogły :-)

Hankaskakanka pisze...

Czekolada z orzechami - jak najbardziej!

Aniaha pisze...

pocieszacze grypowe: kiszona kapusta, ogory, mleko z miodem, cytryna z miodem
rakowe: gorzka czekolada 70 proc., zielona herbata, chlodna woda tymiankowozielonocytrynowa i rozne lokalne soki.
A ponadczasowy to - kieliszek dobrego czerwonego wina

Midi pisze...

O tak, kieliszek dobrego wina w dobrym towarzystwie jest 100-procentowo skutecznym pocieszaczem :) A jeśli stan nozdrzy wyklucza towarzystwo, to w towarzystwie dobrej książki przynajmniej...

Ava pisze...

Chyba niewiele mogę dodać bo wszystkie fajne poprawiacze humoru-pocieszacze zostały wymienione.
Z "zakazanych" bo kaloryczne ale bardzo pocieszających wymienię jeszcze słoik z nutellą (no może nie cały na raz ;-). A jeśli chodzi o mocniejsze specyfiki na szybką rozgrzewkę to polecam "wściekłego psa" czyli 50-tkę z malinowym i tabasco. Robi się gorąco. A tak w ogole to zdrówka życzę, żeby Cię już mąż nie denerwował treningami na których Ciebie nie ma :-)

Aniaha pisze...

ava, zadumalam sie, czy wsciekly pies pociesza.. raczej wprawia w...
i nie uciecha ten stan bym nazwala

Ava pisze...

Nie napisałam że wściekły pies pociesza, tylko że rozgrzewa - tak jak większość rzeczy z tabasco albo chili :-)
Np. chili con carne, czekolada z chili, papryczki chili jako snack, itp.
ps. wyszłam na pijaczkę ;-)

Hankaskakanka pisze...

Wściekłe psy? Mam do nich uraz po Sylwestrze sprzed kilku lat. Byliśmy z mężem i sporą grupą znajomych na Mazurach - tęgi mróz, śnieg. Któregoś wieczoru tak się rozgrzewaliśmy wściekłymi psami, że z koleżanką zaczęłyśmy do jednego znajomego mówić "siostro" :) Następnego dnia czułam się bardzo kiepsko ;)

Aniaha pisze...

no wlasnie, podjelam temat chiens sovages, jak TO sie tu zwie, bo podobnie jak Hanka mam zle wspomnienia z nim zwiazane :D

pewnie jako rozgrzewacz sie sprawdza, ale moze lepiej dwa w jednym pod inna postacia? Co powiecie na czekolade z chili?

LidKa pisze...

Wszystkie ostre potrawy polecam gorąco.
Kisiel z żurawin chyba jest wg. najlepszy polany odrobiną słodkiej śmietanki.
A na kaszel woda z miodem, imbirem, kurkumą i czarnym pieprzem - przepis aurvedyjski.
Kuruj się Haniu
:*

Hankaskakanka pisze...

@Aniaha, czekoladę z chili bardzo lubię.

@Lidka, mam wszystkie składniki do napoju i będę go sobie robić na rozgrzewkę.