Uwaga, bieganie może być zaraźliwe.
Mąż pojechał dziś z naszym dotychczas niebiegającym kolegą do sklepu Jacka G. I kolega wrócił z pierwszymi w życiu butami biegowymi oraz paroma ciuchami.
Przed chwilą przyszedł sms o dwóch pierwszych kilometrach w nowym sprzęcie.
Spokojnie oczekuję dalszego rozwoju jednostki chorobowej, czyli zapisania się na pierwszy zorganizowany bieg. I cieszę się jak głupia!
A wszystko zaczęło się od tego, że kolega rzucił palenie.
piątek, 15 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarzy:
Jak udaje mi się namówić kogoś do biegania to cieszę się jak scientologowie ze zwerbowania Toma Cruisea ;)
Mamy go!;)
A jakże!
Mój małż po 5 latach zerowego zainteresowania moim bieganiem i zdecydowanego oporu w kwestii "spróbuj przynajmniej raz, jak to fajnie" nagle w zimie sam z siebie nieoczekiwanie dołączył do mnie, po jakimś czasie dał sobie kupić buty, z własnej woli wystartował w biegu na 5 km, a nawet pojechał na obóz do Szklarskiej.
Co prawda teraz solidarnie nie biega i raczej nie widać, żeby mu to przeszkadzało, ale myślę, że został zarażony na stałe :)
mnie ten wirus nie grozi,
ale podziwiam takich, co sa podatni ;)
A kolega niebiegający i od razu się tak obkupił? Żeby tylko to nie był słomiany zapał. 3mam za to i za niego kciuki!
Cholera... jeszcze jeden, który może mnie wyprzedzić na trasie ;-)
@Mateusz, no właśnie!
@DrProctor, mam nadzieję.
@Midi, a kiedy będziesz mogła wrócić do biegania?
@Anoushka, zobaczymy, zobaczymy :)
@Kuba, zaczęło się od butów, a potem... no czasem tak bywa :)
Prześlij komentarz