Wróciliśmy do Warszawy, która przywitała nas pięknym słońcem i mocnym wiatrem. Już wiem, gdzie schował się ten wiatr, który miał nam przez tydzień podnosić latawce!
Choć trafiliśmy bezwietrzne dni jak piątkę w totka, spędziłam naprawdę fajne wakacje i porządnie odpoczęłam. Nasłoneczniłam się, popływałam w ciepłym morzu, przeczytałam najnowszą część przygód komisarza Montalbano - "La caccia al tesoro", która jest znakomita, ale i, niestety, okrutna. Oraz parę innych książek. I wrześniowy numer włoskiego Runner's World (o tym za chwilę).
Przeciętny dzień wyglądał tak: pobudka, wyjście na balkon - woda jak lustro, najmniejszy powiew nie rusza kwiatkami z oplatających balustradę pnączy. Śniadanie, zabieramy ręczniki, książki, kostiumy / kąpielówki na przebranie i idziemy na plażę. Trochę czytania pod parasolem (cały czas nasłuchujemy, czy przypadkiem nagle, wbrew wszelkim prognozom, nie przybędzie wiatr), nur do wody, która ma 27 czy 28 stopni, więc wydaje się zimna. Znów pod parasol. Kiedy dopada nas głód, albo idziemy do najbliższej pizzerii albo przemieszczamy się do "centrum" na znakomite falafele i bakłażany w małym barku. Wracamy na leżaki i nie schodzimy z nich, dopóki nie robi się na tyle ciemno, że już nie widać druku w książkach. Po drodze do hotelu mijamy spacerujące rodziny, pary i jednego biegającego wariata :) I następnego dnia to samo.
W piątek zdecydowaliśmy się na jednodniowy wyjazd do Luksoru. Wracamy zmęczeni podróżą i straszliwym upałem, ale też zachwyceni świątynią w Karnaku i świątynią Hatszepsut oraz pod ogromnym wrażeniem rozmachu Doliny Królów. A także przygnębieni zetknięciem z prawdziwą trzecioświatową nędzą i syfem.
Sobota, niedziela - plan standardowy.
I wreszcie poniedziałek - spędziłam w sumie około 4 godzin na wodzie. Po południu przesiadłam się na większy - 12-metrowy - latawiec, który po maleńkiej "żabce" (7 metrów) początkowo zdawał mi się straszną krową. Ale tylko początkowo. Mam dziś zakwasy prawie wszędzie, na piszczelach ślady po spotkaniu z deską, w głowie niecną myśl "czy dałoby się w przewidywalnej przyszłości gdzieś wyskoczyć?". Chyba nie.
Jeśli chodzi o włoski "Runner's World" - trafiłam w nim na artykuł o regeneracji po maratonie, zatytułowany "Głód maratonu". Opisuje on optymalny, zdaniem autora (Fulvio Massini), program odpoczynkowo-treningowy po przebiegnięciu maratonu. Postaram się przedstawić go w skrócie.
Pierwszy tydzień po maratonie: Massini twierdzi, że swoim podopiecznym nie pozwala w tym czasie na zakładanie butów biegowych nawet w celu przejścia przez ulicę, a o bieganiu w ogóle nie ma mowy. Można jeździć na rowerze (ha!), podreptać na orbitreku albo popływać. Wszystko z umiarem, delikatnie, bez forsowania się.
Drugi tydzień: zaczynamy biegać, lecz treningi nie powinny przekraczać 6-7 km. Można włączyć 80-100-metrowe rytmy, a tydzień zakończyć 10-kilometrowym, bardzo spokojnym wybieganiem.
Trzeci tydzień: to samo, tylko kończymy 12-kilometrowym, również bardzo spokojnym wybieganiem.
Czwarty tydzień: to samo, ale włączamy siłownię.
Drugi miesiąc: włącza się ćwiczenia na szybkość (można wziąć udział w zawodach na 10 km, do treningu włączyć kilometrówki i dwukilometrówki, z przerwami 2-3 minutowymi, ogólny dystans nie powinien przekroczyć 8 km). Najdłuższe wybiegania robimy na dystansie 18-20 km.
Trzeci miesiąc: zaczynamy trening pod następny maraton.
Najbardziej podoba mi się część o tygodniowym odpoczynku i o tym, że od drugiego tygodnia zaczynamy biegać. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tęskniłam za treningami, dopóki nie spojrzałam dziś na rzeczy biegowe, które zdawały się machać do mnie z półki w szafie. Jutro, jutro, jutro. Jutro się zabawimy!
Dziś jeszcze odsypiamy wczesną pobudkę i dajemy wycisk pralce. Ona też miała tygodniowe wakacje.
wtorek, 5 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
8 komentarzy:
No, nie wiem.... zbyt leniwy jak dla mnie ten powrót do biegania. Chociaż ściganci bijący rekordy są bardziej wyczerpani i to pewnie dla Nich. Ja nawet po kaliskiej setce wracałem szybko. Ostatni z moich (10 maratonów) w tym roku w Jelczu (3:47:30) był sobotę. Niedzielę przełaziłem cały dzień po Wrocławiu:) Poniedziałek wolne, wtorek wolniutko dyszkę,środa godzinna gimnastyka, czwartek 15km wolno, piątek wolne i sobota cotygodniowe spotkanie biegowe 11km. Niedziela wolne i potem normalne bieganie co drugi dzień. Po czterech tygodniach start na 13km w Rudnikach:) Po drugim albo trzecim maratonie miałem kilka dni całkowitego postu od biegania to później zaczynałem jak na szczudłach ;) fajne wakacje :)
No trzeba przyznać że faktycznie trafiłaś z tym wiatrem a własciwie jego brakiem. Przerobilam to kiedys na Teneryfie - powiało ostatniego dnia ;-) Objechalismy wtedy wyspe z nudow dwa razy. No ale miałaś full relaks więc nie ma tego złego.
U nas przynajmniej pogoda piękna, wietrzyk wieje (he, he) i też nie mogę się doczekać biegania. A będzies startować w Biegu Niepodleglosci?
Aaaa, ja chcę do ciepłych krajów!!...
Tete, może to też kwestia indywidualna. Wiem, że po jesiennych maratonach miałam zawsze trochę odpoczynku i biegania w pierwszym zakresie, zanim wróciłam do intensywniejszych treningów. Wiosenne starty zaliczam do udanych. Po wiosennych maratonach miałam mało regeneracji, bo to zawsze jakieś dyszki, piątki, piętnastki, no i koniec lata / jesień były kiepskie. To są doświadczenia z zaledwie dwóch sezonów biegowych, ale jakąś regułę w tym widać :)
Avo, jeżeli nie wyjedziemy z Warszawy, pobiegnę w BN. W ciągu najbliższych paru tygodni plany powinny się wyklarować ;)
Midi, ja już też. Wczoraj chodziłam po domu w ocieplanych spodniach od dresu i dwóch bluzach, popijając gorącą herbatę z cytryną i miodem. Dobrze, że chociaż świeci słońce!
faktycznie nieco powolny powrót do biegania. z drugiej strony myślę, że wiele osób się przetrenowuje. Mój Bieg na Kasprowy 5 dni po maratonie przebiegłam bez spręża. Człowiek też się przecież męczy psychicznie!
Super wakacje! Tylko ozazdrościć tej ciepłej wody i słońca :)
Ironwoman, no właśnie!
zimna woda o temp. 28C :)))
Fajnie, ze juz jestescie. Teraz bierzcie sie za szukanie biletow!
Anoushko, zimna, bo w cieniu było 38 ;) Szukamy gorliwie!
Prześlij komentarz