poniedziałek, 18 października 2010

Jak przemycić tofu

Przeczytałam na blogu Quinoamatorki o akcji oswajania tofu. Co prawda nie mam ani talentów kulinarnych ani fotograficznych takich jak wyżej wymieniona, ale postanowiłam zmierzyć się z tematem tofu. O tym za chwilę.

Niedziela dniem kabackim, zatem świętowaliśmy na nogach (ja) i na rowerze (mąż). Zrobiłam spokojne 12.2 km w średnim tempie 5:56 min /km. Pierwszy kilometr podreptałam aż nadto ostrożnie (6:30 min / km), drugi w 6:18 min/km, a później już trzymałam tempo poniżej 6 min / km i wyszło tak jak wyszło. Mężowi pikało w kolanie, więc zrobił terapeutyczną przejażdżkę rowerową.

Ubrałam się na tę wycieczkę mało rozsądnie - głównym błędem było założenie spodni 3/4 i nowych skarpetek. Czułam mroźne powiewy na łydkach, co spowodowało, że zmarzłam "po całości", a skarpetki zdążyły zmajdrować dwa bąble. Zaczęłam bieg w trzech warstwach, bo na Moczydłowskiej hulał przenikliwy wiatr. Pierwsze kilometry pokonałam w koszulce z krótkimi rękawami, ocieplanej bluzce z długimi rękawami, cienkim polarze, czapce, szaliku, rękawiczkach i tych nieszczęsnych przykrótkich gaciach. Po paru kilometrach odważyłam się na zdjęcie polara, który powędrował do torby rowerowej. Szalik i rękawiczki dotrwały ze mną do końca Tu widać mnie jeszcze w charakterze znikającej żarówki, czyli w pełnym opakowaniu:


Trening, mimo zimna, zaliczam do przyjemnych.

W domu zabrałam się do robienia dania, które dostarczyłoby węglowodanów i białka oraz było jadalne dla całego naszego domostwa, czyli mnie i męża. Jedno z nas (nie ja) nie lubi tofu, a drugie (czyli ja) je toleruje. Wymyśliłam na szybko makaron (z mąki ryżowej z dodatkiem mąki z dyni, ale można użyć jakiegokolwiek innego) z brokułami, tofu, czosnkiem, chili i prażonymi pestkami z dyni. Robi się to bardzo szybko i łatwo - na oliwie podsmażamy parę ząbków czosnku, posiekaną papryczkę chili, tofu pocięte w kostkę i brokuły w różyczkach. Dodaje się ugotowany makaron i uprażone pestki z dyni. Przygotowanie zajęło około 15 minut, jedzenie - mniej niż 5. Tofu zostało przemycone i zaaprobowane.

I dobrze.

12 komentarzy:

stas pisze...

Z tym "zaaprobowaniem" to bym jednak nie przesadzał ;)

quinoamatorka pisze...

Danie brzmi bardzo smakowicie :) Haniu, a tofu zamarynowałaś wcześniej? Jeśli nie, to szkoda. Wystarczy skropić tofu sosem sojowym i sokiem z cytryny (można jeszcze dodać tartą skórkę z cytryny) i odstawić na trochę. Bardzo poprawia smak. Marynatę na koniec też dodać i odparować. Niektórzy w kwestii tofu są bardzo oporni - mój mąż niestety miłośnikiem tofu nie jest ;D

Midi pisze...

Mężowie tak już chyba z natury mają, że nie są miłośnikami tofu...
Mąka z dyni? Pierwsze słyszę! Ale nie robisz jej własnoręcznie? :)

Unknown pisze...

A ja zupełnie nie rozumiem tej niechęci do tofu. Zaszufladkowanie go jako produktu dla wegan bardzo mu szkodzi (konia z rzędem temu, kto znajdzie niewegański przepis z tofu).
Fakt, smakuje jak tektura, ale przecież surowe jajko, czy mąka też są ohydne - bo to półprodukty. Wyższość tofu nad tekturą polega jednak na tym, że świetnie chłonie smak tego, z czym jest przyrządzane.
quinoamatorko - fajny ten patent na marynowanie, wypróbuję.
Ja obecnie w lodówce mam coś takiego: tofu z cebulą, czosnkiem, kminkiem, cukinią i ryżem ze sporą ilością curry i kuminu. Nie jest to kulinarne mistrzostwo świata, ale może być.

Hankaskakanka pisze...

Quinoamatorko, dziękuję za pomysł z marynowaniem :)
Midi, nie, co Ty! Kupiłam gotowy makaron w sklepie ze zdrową żywnością. Wczoraj próbowałam gryczanych świderków - bardzo dobre.
Emilio, a ja rozumiem, bo sama przyzwyczajałam się do tofu. Dla mnie ma ono wyczuwalny posmak soi, której nie lubię. Doceniam jednak to, że, jak sama napisałaś, świetnie chłonie smak tego, z czym jest przyrządzane.

Pola pisze...

Ja tam lubię tofu wkrojone do zupki miso :) ale szczerze mówiąc moje eksperymenty kulinarne z tym produktem często nie wychodzą... Grunt to się nie poddawać :)

LidKa pisze...

Ja na razie do tofu się nie przymierzam, nie odczuwam zupełnie takiej potrzeby:P Twoje danie brzmi jednak dość sympatycznie. A co z mięsem? I ubieraj się lepiej na przyszłość:)

Ironwoman pisze...

brzmi ciekawie, lubię różne kulinarne eksperymenty :)

Hankaskakanka pisze...

Polu, witaj! No właśnie - grunt to się nie poddawać. Miso też lubię :)
LidKo, niestety wróciłam do mięsa, choć staram się jeść je jak najrzadziej. Mam nadzieję, że za jakiś czas znów je porzucę :)
Ironwoman, ja też, ale i jestem trochę jak inżynier Mamoń ;)

zinow pisze...

Ha, czyli nie ja jedyny ubrałem się w niedzielę w sposób nierozgarnięty. Nie tylko tempo mieliśmy identyczne. Dobór stroju takoż ;)

Ewelina Majdak pisze...

Lubie tofu tylko mi się go nigdy nie chce robić ;)
Haniu zaczęłam spisywać swoje siłowe postanowienia... Teraz nie mogę się już wykręcić :)
Jeszcze raz dziękuję Dobra Duszyczko!

Hankaskakanka pisze...

Poleczko, nie ma za co. Kibicuję Ci :)