niedziela, 22 sierpnia 2010

Upał, tętno, 5 tygodni

30 stopni w cieniu, samo południe - wbiegamy do Lasu Kabackiego. Cel: 12 km z rytmami 100m x 100m x 10  na zakończenie treningu.

Do Polany Powsińskiej pilnowanie pierwszego zakresu było bajecznie łatwe. Na Polanie, najpierw przyspieszyłam, żeby nie wdychać dymu z niezliczonych grilli i ognisk. Potem, żeby jak najszybciej dobiec znów do lasu i do cienia. Tętno skoczyło do 170, w cieniu zeszło do 160 i na tym się zawiesiło. Nie wiem, czy to Gacek zgłupiał z gorąca (wcale mu się nie dziwię), czy ja jestem tak zmęczona. Gdybym słuchała tylko swoich nóg i wewnętrznego przekonania, biegłabym znacznie szybciej, bo było mi ogólnie dobrze. Biodro nie strzykało, do gorąca w cieniu nawet się przyzwyczaiłam, od czasu do czasu powiewał lekki wietrzyk. Niestety Gackowy ekran działał deprymująco i spowalniająco.

Rytmy wyszły całkiem ładnie, choć męcząco. Większość poniżej 3:40 min / km. Nie wiem, jak można w takim tempie przebiec maraton albo nawet 5 km. To nie na moje kości :)

Do Maratonu Warszawskiego zostało 5 tygodni. Przestałam snuć plany co do wyniku. Wstanę rano 26 września, wyjrzę przez okno, zrobię szybką autoanalizę i wtedy stwierdzę, czy mam ochotę powalczyć, czy potraktować imprezę turystycznie. Po przyjrzeniu się swoim wynikom z dwóch wiosennych sezonów stwierdzam, że zima i wczesna wiosna są dla mnie znacznie lepszym okresem treningowym niż lato.

Z kroniki kulinarnej: wczoraj zrobiłam bakłażany w pomidorach. Dziś zjedliśmy je na zimno z dzikim ryżem. Nieskromnie powiem, że wyszły wspaniale.

8 komentarzy:

Midi pisze...

Aaaa!!! - bakłażanów też tu nie ma :(

Hankaskakanka pisze...

Midi, to ja już nie wiem, co Ci powiedzieć :( Przysłać paczkę?

Midi pisze...

Dzięki, roślin i zwierząt chyba nie wolno paczką :)
No jak nic sobie zamówię wałówkę u znajomych, co mają we wrześniu przyjechać... Ech, ciężkie życie...

Hankaskakanka pisze...

Nie masz tam w okolicy sklepów imigranckich, żeby jakoś przetrwać od wizyty do wizyty?
A co do paczki - woziło się już wędzone makrele, twaróg i krakowską, to by się parę bakłażanów pocztą przemyciło :)

Ava pisze...

A tak z pytań okołobiegowych - A te bakłażany to z pieca? I czy z czosnkiem? :-))
Uwielbiam bakłażany i w ogóle całą śródziemnomorską kuchnię ze wskazaniem szczególnym na grecką.

A co do biegania to w sumie tak z ciekawości (o ile jeszcze pamiętasz) - jaki czas miałaś w swoim 1-szym maratonie?

Hankaskakanka pisze...

Ava, kroję w kostkę, smażę z cebulą i czosnkiem na oliwie, a kiedy zmiękną, dodaję pokrojone w kostkę pomidory "bawole serca" (bez skórki). Wszystko razem się dusi, aż sos zgęstniej. Doprawiam solą, pieprzem i niezbyt ostrą papryką (mam jeszcze papryczki z Espelette, więc dodałam czubatą łyżeczkę).

Pierwszy maraton? Pamiętam, a jakże :) 4:57. Z postojami na zdjęcia i z kryzysem w Wilanowie (siedziałam na krawężniku i czekałam na samochód z napisem "Koniec maratonu", ale nie nadjeżdżał, więc poczołgałam się dalej ;)).

Ava pisze...

He, he, może Cię zobaczyli, staneli za rogiem i stwierdzili "jak się nie pojawimy to się w końcu zbierze i dobiegnie" :-))

Hankaskakanka pisze...

Może :) Od tego czasu, ilekroć przejeżdżam obok tamtego miejsca, przechodzą mi po plecach ciarki.