wtorek, 31 sierpnia 2010

238

Znów o cyfrach. 238 - takie tętno maksymalne wymierzył mi dziś rano mój kosmiczny-cyfrowy-dżipiesowy przyjaciel Gacek. Co prawda wstałam o 5:30, co raczej nigdy nie nastawia mnie dobrze na resztę dnia, było zimno i szaro i plan znów pokazywał drugi zakres, ale czy to wystarczy, droga Redakcjo? Przypuszczam raczej, że Gacek zwariował.

Drugiego zakresu było, a jakże, 4 km. Na szczęście tylko raz, bo więcej bym raczej nie przeżyła. Nie wiem, czy ktoś podstępnie wlał w moje nogi beton, który przez noc pięknie się związał? Mam wrażenie, że gdyby z cokołów zeszły rzeźby i rozbiegły się po Parku Saskim, miałyby w sobie więcej żwawości i energii niż ja dzisiejszego poranka. Najpierw trucht na rozgrzewkę, która przeciągnęła się do 4 km, potem ta nieszczęsna czterokilometrówka (5:30, 5:25, 5:22, 5:12) i powrót do domu. Truchtem, noga za nogą. Razem 9.3 km.

W międzyczasie z sierpnia zrobił się listopad.

7 komentarzy:

Zielenina pisze...

238?A może osiągnęłaś prędkość światła i nie zauważyłaś? :D

Hankaskakanka pisze...

Myślisz, że biegłam z tą prędkością śpiąc? Możliwe. Tylko dlaczego akurat TEGO mój kombajn pomiarowy nie odnotował? :(

Ava pisze...

No 238 - piękny wynik ;-)No własnie tu mi się pojawia pytanie - jak często trzeba brać poprawkę na błędy pulsometru? I być mądrzejszym od niego. Hesus, biegałaś wczoraj o 5:30? a nie lało już przypadkiem? Ja dziś idąc za twoim przykładem skończyłam na 40 min. biegu po bieżni mechanicznej.

Midi pisze...

238?! ło matko, to tak można? Garminy jednak mają chyba czasem jakieś narowy, to niemożliwe...

Hankaskakanka pisze...

Midi, oczywiście, że niemożliwe :) Moje tętno maksymalne to najprawdopodobniej coś około 195 uderzeń na minutę.
Avo, trudno odpowiedzieć, bo i Polar miewał swoje narowy i Garmin je miewa. Zdarzało mi się, że pokazywał tętno 110 uderzeń / min pod koniec biegu w tempie narastającym :) Po ponad roku regularnego biegania z pulsometrem wiem mniej-więcej jakiego tętna spodziewać się przy danej intensywności treningowej. Wiadomo, że lekkie odchylenia w dół albo w górę mogą być wynikiem lepszego lub gorszego dnia, postępów w treningu albo zmęczenia materiału. No ale opisywane wyżej odczyty to już nic innego tylko gorszy dzień pulsometru :)
O 5:30 we wtorek jeszcze nie lało. Zaczęło lać po 7, kiedy kończyłam rozciąganie :)

PS. Wczoraj wróciłam z zapchanym nosem i drapiącym gardłem, więc trening zamieniłam na picie herbaty i nalewki malinowej :(

quinoamatorka pisze...

Haniu, mam nadzieję, że mnie nie udusisz i zapraszam Cię do zabawy:
http://kaszaprodzekt.blogspot.com/2010/09/wasciwie-to-kilka-rzeczy-lubie.html

Hankaskakanka pisze...

Quinoamatorko, nie uduszę :-*