Dziś zrobiliśmy 8 km po falenickich wydmach. Na początku czułam się zmęczona (wczoraj byłam na siłowni i troszkę intensywnie "przypakowałam" na nogi ;-)), ale ostatnie 3 km nieomal frunęłam nad piachem i korzeniami. Ostatnie kilkaset metrów, już po asfalcie, wyszło poniżej 4 min / km, co jest dla mnie pewnym osiągnięciem.
Trening w Falenicy nie byłby kompletny, gdybyśmy nie skończyli w tej samej cukierni co zawsze. Przed treningiem zjadłam baton energetyczny, więc poprzestałam skromnie na rurce z bitą śmietaną i czekoladzie na gorąco. Z bitą śmietaną.
W sobotę pobiegnę 2.5 km w sztafecie w I Biegu Accelerate na warszawskim stadionie WAT. Nigdy nie biegłam na tym dystansie, ale osoby doświadczone wyjaśniły mi, że mam biec jak na 5 km, tylko bez planowania i bez głowy. Kiedy zacznę się zakwaszać, akurat wpadnę na metę. Aha.
środa, 25 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarzy:
No, masz szczęście - już myślałam, że dasz opis jakichś wyrafinowanych wypieków cukierniczych i znów zaślinię monitor ;)
Trzymam kciuki za sztafetę, pewnie fajna impreza będzie.
Nieeee, bądź spokojna - rzadko piekę na słodko. Przeważnie, kiedy mamy gości, bo np. jedno ciasto czekoladowe na dwoje brzmi i kusząco i przerażająco, a z gośćmi jest rozpracowane od razu i mamy święty spokój od pokus cukierniczych ;) Poza tym wyżywam się co roku przed Wielkanocą, robiąc hurtowo mazurki i ciasta drożdżowe.
A to mnie ominęło! :-( Proszę Cię Hanka daj koniecznie znać, kiedy znów będziecie tam biegać, bo sama do tej cukierni nie trafię :)
@Ava: dobra! Pewnie jeszcze przed Maratonem Warszawskim choć raz przyjedziemy na cukry proste ;-)
tylko żebyś nie wpadła na metę zbyt kwaśna ;-) Lepiej z uśmiechem na twarzy i na pierwszym miejscu!
Na pierwsze miejsce szanse były marne, ale i tak jestem bardzo zadowolona z imprezy :) Dawno tak dobrze nie bawiłam się na biegu! I podoba mi się bieganie na krótszych dystansach - rzeczywiście zdążyłam skończyć, zanim poczułam porządne zmęczenie ;)
Prześlij komentarz