sobota, 28 sierpnia 2010

Prostownik i trzynastka

Wiecie, gdzie macie prostownik grzbietu? Ja już wiem. Mówiąc skrótowo - od bioder po żebra, wzdłuż kręgosłupa. Moje prostowniki są przeciążone. Mam też napięte pasmo biodrowo-lędźwiowe. I co z tego? Z tego wychodzą wygięte kostki i latające na boki stopy, którym nie pomogą żadne wkładki ani żadne buty dla pronatorów.

Od czwartku robię ćwiczenia tzw. krótkiej stopy. Jeśli ktoś chodził kiedykolwiek na jogę, przypomni sobie może pierwsze sesje i ustawianie stóp do podstawowych asan, takich jak np. tadasana (góra). Ustawiamy stopy na szerokość bioder, równolegle (pomagają np. linie parkietu albo płytek) i szukamy trzech punktów oparcia - dwóch na "poduszkach" pod dużym palcem i najmniejszym palcem i jednej pod piętą. Kolana ustawiamy nad stopami, biodra nad kolanami. Niby łatwe, a jednak trudno mi ustać - taka jestem pokręcona. Najwyższym stopniem opanowania sprawności krótkiej stopy będzie stanie na jednej nodze bez chwiania się na wszystkie strony. A z osteopatą będziemy widywali się znów w miarę regularnie.

Dziś, po raz pierwszy od paru ładnych miesięcy, pojechaliśmy z mężem na zawody. Zostaliśmy zaproszeni do jednej z drużyn Obozów Biegowych, które, z kolei, zostały zaproszone na pierwszy bieg sztafetowy Accenture. Impreza odbywała się na terenie Wojskowej Akademii Technicznej, ze startem i metą na stadionie. Ale dawno nie byłam w tamtych okolicach i ile tam się zmieniło! Kiedyś WAT był na końcu świata, do którego zjeżdżało się przez prowadzącą wśród drzew, ul. Lazurową. A teraz? Budowa trasy ekspresowej, nowe osiedla - miasto rośnie, rośnie, rośnie. Nie mówię, że to źle. Tylko jest inaczej niż zapamiętałam.

Wracając do imprezy: była zorganizowana perfekcyjnie i bawiłam się świetnie, choć miałam na koncie bardzo trudny tydzień i kiepsko przespaną noc.

Biegły 22 drużyny, po 4 zawodników każda. Teoretycznie sztafety miały do przebiegnięcia 2 razy dystans 5 km i 2 razy dystans 2.5 km. Praktycznie 5 km miało równo 5.5 km, a 2.5 km - 2.75 km. Jeśli jeszcze doda się, że trasa była szalenie malownicza, lecz i niezwykle kręta, miejscami błotnista, a miejscami wzbogacona o atrakcje typu piaszczysty pagóreczek lub nagły podmuch wiatru prosto w nos, moje marzenia o wyniku poniżej 11:30 min zostały zweryfikowane do minut 13. Finiszowałam na stadionie, po którym kolega holował mnie do samej mety. Ostatnią prostą pokonałam w tempie 3:41 min / km i przekazałam pałeczkę mężowi. Mąż miał na swojej zmianie przygody, bo ledwie uniknął czołowego zderzenia z kolumną wojskową w pełnym rynsztunku. Na szczęście padła komenda o ustąpieniu drogi i mąż dokicał bezpiecznie do mety. Nasza drużyna zajęła 9 albo 10 miejsce.

Po biegu, na zawodników czekał poczęstunek - grochówka, owoce, soki, woda, cola lub, za dodatkową opłatą, karkówka i kiełbasa z grilla. Dla osób towarzyszących, szczególnie dla dzieci, zostały zorganizowane dodatkowe atrakcje - trampoliny, ściana wspinaczkowa (z tej, jednak, częściej korzystali dorośli), boisko do siatkówki, różne gry i zabawy.

Nie wiem, czy to zasługa organizatorów, ale poszczęściło nam się nawet z pogodą. Deszcz przylutował, kiedy już wróciliśmy do domu.

Czekam z niecierpliwością na wyniki i zdjęcia. Odpoczywam, szykuję się na jutrzejsze czterokilometrówki, po cichu marzę, żeby weekend trwał co najmniej tydzień.



2 komentarze:

Midi pisze...

13 minut na takiej trasie to przyzwoity wynik.
Co do prostowników, to warto je wzmocnić. Na początek właśnie joga się do tego przydaje, a jak minie stan przeciążenia, to można na siłowni albo w domu ze 2 razy w tygodnie je trochę pomęczyć :)

Hankaskakanka pisze...

Midi, przeciążone prostowniki trzeba zostawić w spokoju i pozwolić im się "odciążyć", a wzmocnić, to co przejmie ich pracę czyli pupę :)