niedziela, 26 października 2014

Czternaście, piętnaście, dziesięć

Czternaście dni zostało do maratonu w Rawennie. Może wreszcie przebiegnę 42,195 km w tym roku?  Oby! Włożyłam sporo pracy i czasu w treningi - nie chciałabym, żeby wszystko rozeszło się po kościach z powodu głupiego przeziębienia, kontuzji czy jakiejś innej atrakcji.

Ostatnie tygodnie były bardzo pracowite. Biegałam dużo i intensywnie. Rozbiegania od 10 km wzwyż przeplatały się z zawodami, biegami ciągłymi, biegami w tempie zmiennym, kilometrówkami, biegami z narastającą prędkością, i tak dalej. W międzyczasie Ironman wyszedł z ospy (choć wyglądał jak negatyw muchomora, trafiła nam się w miarę bezproblemowa wersja) z kaszlem, którym budził siebie i nas przez kilka nocy z rzędu. Przez 2,5 tygodnia byłam z nim w domu, wygospodarowując, z aptekarską precyzją, każdy trening czy inną pozadomową sprawę do załatwienia. Jeśli do tego dodać decyzję o fundamentalnych zmianach zawodowych - znów sporo się działo!

Ale nic to - tak już jest i nie chcę tutaj jędolić, że mi ciężko i źle, bo raczej mi dobrze. Tylko troszkę zmęczona jestem, a poza tym wysnułam rozmaite wnioski na przyszły rok.

Nowienc, w 2015 nie będzie maratonu. Na 100% nie pobiegnę w żadnym wiosennym maratonie, a nie sądzę, żebym skusiła się na jesienny, choć tutaj jeszcze nie stawiam zdecydowanego "niet". I co w zamian? Triatlon? Przepraszam - zebrało mi się na żarty. Ultra? Jeszcze czuję się na to za mało obiegana. Góry? Miło by było, ale nie sądzę. Bieżnia? Odpowiedź, jak na pytanie o triatlonie, a poza tym na bieżnię jestem za stara. No to co?

Otóż w 2015, namówiona przez Maestro, zamierzam wyspecjalizować się w dyszkach. Bo Maestro twierdzi, że to ostatnia chwila, zanim PESEL zacznie mi uniemożliwiać przyspieszanie, a poza tym uważa, że "mam warunki". Chyba kenijskie BMI, noale, będę ostrzyć prędkość, szlifować formę na siłowni (oj, jak mi się ostatnio zatęskniło) i startować, startować, startować.

Dlaczego tak? Zimą na pewno nie dam rady przygotować się porządnie do wiosennego maratonu. Poprawa wyników wiąże się z coraz intensywniejszymi i większymi objętościowo treningami. Widzę zasadniczą różnicę pomiędzy tym, co teraz, a tym, co rok temu, gdy przygotowywałam się do Lozanny. Zbliża się sezon chorób w przedszkolu, co może oznaczać spędzanie dni na budowaniu domków z Lego zamiast formy pod maraton, a poza tym fundamentalne zmiany zawodowe będą również wymagały ode mnie czasu i uwagi. Jak w tym wygospodarować czas na 5-6 treningów tygodniowo, na regenerację, na rozciąganie i ćwiczenia siłowe? I jeszcze ogarnąć tzw. codzienność domową? Słabo to widzę, zwłaszcza, jeśli nie będziemy mieli zimy w wersji light, tylko prawdziwy północnoeuropejski hardkor - z mrozami, śniegiem i lodem. Półmaraton? Eeee… No nie wiem. Ale te dyszki brzmią jakoś kusząco - może dlatego, że do tej pory ich nie lubiłam.

Konkluzja jest taka: za 14 dni pobiegnę w maratonie o chyba najbardziej płaskiej trasie na świecie (różnica poziomów między 3 a 5 m npm!!!), a w 2015 roku obstawiam 10. I zobaczymy, co z tego wyniknie. A jak już nabiorę tej prędkości, to… No, nie wiem co. Ale już zacieram ręce!

Na koniec mam pytanie (NIE konkursowe) - co zrobić, żeby picie w bidonie nie marzło, kiedy jest mniej niż 10 stopni na dworze? Dzisiaj robiłam ciężki trening praktycznie bez izotoniku, ponieważ w pół godziny leżenia w krzakach zrobił się tak zimny, że picie go na rozgrzane gardło oznaczało dla mnie ściągnięcie na siebie klątwy anginy czy innej zarazy. No i co robić?

7 komentarzy:

drproctor pisze...

Ooo, to koniecznie przyjedź na Maniacką do Poznania!

A co do marznięcia bidonu, to mozna zdobyć takie termo-pokrowce, zakładając, że mówimy o bidonie zostawianym w krzakach. Bo jest jeszcze jedno, sprawdzone przeze mnie rozwiazanie. Pas z małymi (125 ml) bidonami zakładany pod bluzę. Nawet przy minus dziesięciu dało się pić :-)

Unknown pisze...

Hybryda bidonu z termosem. 2h spokojnie wytrzyma w krzakach:
http://www.decathlon.pl/bidon-iceberg-650ml-biay-id_8203240.html

Hankaskakanka pisze...

@DrProctor, jeśli tylko Maniacka nie wejdzie w kolizję z nartami, już przebieram sznurowadłami z uciechy :) Termopokrowiec - dobra myśl! Dziękuję :) Pas z bidonami nie wchodzi w rachubę, bo bardzo mi z tym niewygodnie :(
@Marcin, ooooo, to jest pomysł! Dzięki :)

Ava pisze...

Myslę że to bardzo dobry pomysł te dyszki. Masz szybkość i budowę ciała stworzoną do szybkich biegów, a 10 km nie wymaga takiego zarzynania się kilometrażem więc i organizm podziękuje :) Powodzenia! Co do picia poniżej 10 st. to faktycznie termoso-bidon rządzi :)

Hankaskakanka pisze...

@Ava, no właśnie to zarzynanie się kilometrażem zaczęło mnie dobijać. Głównie psychicznie i logistycznie, ale przy większych objętościowo tygodniach czuję też znużenie fizyczne, że o nieustającym wilczym głodzie nie wspomnę ;) Dziękuję :-*

Maria pisze...

Podziwiam, ja mam awersję do dystansu 10km, czasami sama siebie nie rozumiem, czemu się na te dyszki w ogóle zapisuję ;)
I podtrzymuję to, co napisał wcześniej Bartek - trasa Maniackiej jest szybka ;)

tete pisze...

Cześć zostajesz nominowana do zabawy w odpowiedzi na biegowe pytania:)Szczegóły tutaj:http://tete-bieganiemojapasja.blogspot.com/2014/11/zabawa-liebster-award-czyli-pytania-i.html