wtorek, 5 lutego 2013

Ładne buty (i nie tylko)

Trailówki zawsze traktowałam jako buty stricte utylitarne - miały charakteryzować się dobrym bieżnikiem, który radziłby sobie z trudnym terenem - ze śniegiem, z zimowymi ślizgawkami (oczywiście, do momentu, w którym bez kolców ani rusz). Biegałam w różnych modelach New Balance, Saucony i Mizuno, a mąż namawiał mnie na swoje ukochane Brooksy Cascadia. Niestety - stety, moje serce zostało zdobyte wyglądem (tak!) Nike Air Pegasus 29.

Zdjęcie ze strony nike.com

Oglądałam je w sklepie na Myśliwieckiej, ale nie śmiałam przymierzyć. Dlaczego? Bo drogie, bo jakoś nie mogłam uwierzyć, że takie ładne buty mogą być funkcjonalne, bo w domu miałam jeszcze Mizuno, które można było tej zimy dojechać i New Balance, które kupiłam z myślą o śmiganiu po górskich kamieniach i nie biegałam w nich ani razu.

Zbliżało się Boże Narodzenie i mąż pisał list do św Mikołaja. Poprosiłam, żeby szepnął Mu o moich butach, jednak nawet On potrzebował mojej pomocy, tzn. przymiarki. Pojechaliśmy do sklepu na Myśliwiecką i założyłam te ładne buty. Od razu wiedziałam, że nie mają żadnych udziwnionych podparć, które zetrą mi skórę z podbicia (takiego psikusa zafundowali moim stopom projektanci Saucony Xodus - już nie dla nich te fantastyczne trailówki). Weszłam na bieżnię. Wolno, szybciej, szybciej, szybko - o, rany! Nigdy nie miałam na nogach butów trailowych o tak elastycznej podeszwie. Obejrzałam jeszcze podejrzliwie bieżnik, dopytałam po raz enty (choć wiedziałam to po przymiarce), czy buty są neutralne i nie mają żadnych podparć dla supinatorów czy pronatorów, po czym dałam znać świętemu Mikołajowi, że może dorzucić do swojego wora pudełko z "łyżwą" na wieczku.

Pierwsze wyjście w nowych butach przypadło na drugi dzień Bożego Narodzenia, o którym pisałam tutaj <klik>. Potem przegoniłam je po śniegach i lodach Podlasia, po różnych nawierzchniach w Warszawie, po kopnym śniegu po łydki w Dolomitach oraz po wodzie i lodzie znów w Warszawie. Wrażenia?

To chyba najwygodniejsze trailówki jakie miałam. Nie mogę nic zarzucić ich przyczepności na śliskim podłożu, jestem zachwycona tym, że nie przemakają (chyba, że woda albo śnieg dostaną się wierzchem), że jest mi w nich ciepło. Nie mam po nich żadnych obtarć, bąbli, żadnych dziwnych bóli w piszczelach lub kolanach.

Jeżeli dam radę biegać w najbliższych tygodniach (dlaczego - zraz napiszę, chyba że już ktoś wie z FB), sprawdzę jeszcze jak będą się sprawowały na tatrzańskich szlakach. Obóz biegowy coraz bliżej.

No to tak: żeby nowej tradycji, związanej z zamiarem biegania w górach, stało się zadość oraz, aby moje jedyne postanowienie noworoczne z hukiem wylądowało w koszu, dzisiaj nadziałam się na drzwi we własnym mieszkaniu i złamałam sobie (cytując z pamięci diagnozę Pana Doktora od Stóp) podstawę paliczka V palca prawej stopy (tak, tej, która dopiero co się zrosła i z której 4 tygodnie temu wyciągałam śrubki). RTG pokazało, że rzeczony paliczek złośliwie się uśmiecha, ale był na tyle miły, że złamał się bez przemieszczenia. PDoS pokazał, jak mam sobie sklejać piąty palec z czwartym, przepisał sprej z ketonalem i jakieś proszeczki przeciwbólowo / przeciwzapalne, gdyby bolało bardzobardzo, oraz zalecił moczenie palucha w roztworze soli iwonickiej. Jeśli nie będzie bardzo przeszkadzał, mogę biegać, a za maksymalnie 4 tygodnie powinien być zrośnięty.

Wczoraj zdążyłam jeszcze pójść na crossfit, poskakać na skakance i się nie połamać, za to przyczynić do zajęcia przez naszą 3-osobową drużynę (kolega, mąż i ja) II miejsca. I nie ma głupich - jutro idę na clubbing.

No i jeszcze zrobiłam dziś badania wydolnościowe.

Aha, jestem zapisana na Maraton Gór Stołowych i ogromnie liczę na to, że dzisiejszą przygodą wyczerpałam już limit kontuzji na 2013 rok. Czy ktoś mógłby na tę intencję choćby przez 5 sekund potrzymać kciuki?

Z góry dziękuję!

PS. Poprzedni tydzień treningowy był dla mnie nieprzyjemny, ciężki i przez to dołujący. Pominę go milczeniem, gdyż akuratnie staram się nie dołować.

7 komentarzy:

Mauser pisze...

Ja nadal ubóstwiam moje Nike Pegasus 26 WR. Teraz są na biegowej emeryturze i używam ich na piesze wędrówki. Rzadko biegam w terenie dlatego zakup dedykowanych trialówek zostawiam na zimę. W tym sezonie zwyciężyły Asicsy Gel Trabuco z GoreTexem jako, że były w bardzo atrakcyjnej cenie.

Gohs pisze...

A czy owe buciki się nadadzą latem do lasu? Nie ugotuje się w nich noga?? Pytam, bo piękne są i ja takie chcę, ale generalnie ja wszystko co Nike ubóstwiam :P

Hankaskakanka pisze...

@Mauser, zadowolony z nich jesteś?
@Gohs, myślę, że będą za ciepłe na lato. Może zamysł producentów był inny, ale dla mnie to fajny obuw na zimę. Wygląda na to, że wystarczą mi jeszcze przynajmniej na kawałek następnej :)

Dota Szymborska pisze...

Ty to umiesz się łamać:(
a przez Ciebie jestem grubsza o milion kalorii ale też szczęśliwsza więc się nie gniewam!
to prawda Cafe Helenka w Szczawnicy wymiata!!!! ale ciacho tam dziś wcięłam! czekam na inne polecenia:) Bereśnik (czy jakoś tak) pod górkowy rzeczywiście...
pozdrowienia z Pienin
Dota
ps. a musi byc to udawadnianie ze nie jestem komputerem przy komentarzach??? nie cierpię tego!!!!

Gohs pisze...

Kurcze, to muszę poczytać o nich jeszcze... A masz wersję po prostu 29 czy trail, czy z shieldem czy coś? Bo jest ich chyba z pięć ;)

Adam pisze...

A jaki masz pomysł na trenowanie na MGS? Góra - dół w kółko przez godzinę np. na Agrykoli czy może bieżnia mechaniczna?

Hankaskakanka pisze...

@Dota, przez 3x lat nie złamałam nic, a w ciągu 8 miesięcy doskonalę umiejętności w zastraszającym tempie ;) Cieszę się, że i Cafe Helenka i Bereśnik Ci przypasowały. Na trening trochę bardziej light polecam Ci Rezerwat Białej Wody (za Jaworkami) oraz karczmę w Jaworkach - w szczególności rosół i placki ziemniaczane bez dodatków, aczkolwiek pstrąg też jest bardzo dobry :)
@Gohs, mam wersję trailową z shieldem (nie goretexem).
@Adam, na razie próbuję biegać jakkolwiek, co od Nowego Roku jest coraz trudniejsze - wyciąganie śrubek, przeziębienie i teraz jeszcze złamany paluch (spoko, da się biegać!). Jadę za 10 dni na obóz biegowy do Zakopanego, mam w planie jeszcze jeden wyjazd w góry, a potem zobaczymy. Wierzę w inwencję Agnieszki :) W zeszłym roku do Maratonu Karkonoskiego przygotowywałam się trenując pod Maraton Sztokholmski i robiąc treningi obwodowe, crossfit, Myślę, że siłownia choć raz w tygodniu jest nieodzowna. Czytałam kiedyś wywiad z Izabelą Zatorską, w którym mówiła, że siłownia jest stałym elementem jej treningu do biegów górskich. Myślę, że z treningami wycelowanymi w MGS ruszę dopiero po Półmaratonie Warszawskim.