Zimę polubiłam dzięki sportowi, choć serdeczne uczucie pomiędzy mną i tą niewdzięczną porą roku rodziło się powoli, a nawet teraz trudno mówić o w pełni harmonijnym związku.
Jest tak:
Uwielbiam zimę poza miastem. Wystarczy, że spadnie śnieg i pojadę do Lasu Kabackiego albo Bielańskiego i wracam parując endorfinami. Nic to, że w śniegu umęczę się znacznie bardziej niż na "suchym lądzie" - myślę o tym, jak lekko będzie mi się biegać na wiosnę, jak pięknie i czysto wygląda las i cieszę się jak dziecko. A już śnieg w górach to radocha potrójna, bo do biegania dochodzą narty (a może bieganie dochodzi do nart), bo widoki zapierają dech w piersi, bo nie ma czystszego powietrza, niż to mroźno-śniegowe na wysokości, a poza tym człowiek jest ciągle głodny i może jeść dużo więcej niż na nizinach, czyli same plusy. Bo o oczywistych oczywistościach: ćwiczymy siłę, stabilizację i blablabla, nawet nie będę się rozpisywać.
Śnieg w mieście? Hm... To już trudniejsza sprawa. Fajnie jest wybiec o ciemnym poranku i przecierać ślad na chodniku, w padającym cicho śniegu. Trudno jednak o zrobienie porządnego szybkiego treningu - trzeba przesiąść się na bieżnię elektryczną i liczyć na to, że trafi się w Eurosporcie na relację z jakiejś imprezy narciarskiej. Jeśli nie - błe... Dochodzą jeszcze inne atrakcje - chodniki zwężone pryzmami śniegu i zaparkowanymi z ułańską fantazją samochodami, wychodzące zewsząd psie kupy, pety. Niemiło i trudno się w tym biega, a jeszcze gorzej, gdy przedzieramy się z wózkiem lub dwuletnim ciekawskim, który na peta lub kupę mówi "patyk" i próbuje wziąć do ręki. Choć tu też ćwiczymy - refleks i koordynację oko-ręka.
No i wychodzi na to, że, z której strony nie spojrzeć - same plusy.
A co Wy sądzicie o zimie?
Podbieganie w śniegu po łydki - czysta radocha!
8 komentarzy:
Ja lubię zimę, nawet mimo tego że trzeba palić w kominku żeby mieć ciepło w domu :) Nie lubię biegania po ciemku po zaśnieżonym chodniku ale po lesie za dnia w śniegu - bardzo!
Leszku, właśnie, kominek to kolejny plus zimy :) Ja nawet lubię te zaśnieżone chodniki, eksplorowane po ciemku, pod warunkiem, że nie ma wtedy tłoku. No i nie na szybkie treningi.
Ja generalnie lubię zimę, ale odkąd zaczęłam biegać w śniegu lubię ją jeszcze bardziej, niezależnie od terenu ;) Za to tej topniejącej brei za oknem, którą mamy teraz zdecydowanie NIE lubię...
Uwielbiam zimę:) bieganie po białym, zimowe kąpiele... Chociaż szczerze przyznaję jeszcze dwadzieścia lat wstecz byłem zmarzlakiem marzyłem by na zimę odlecieć do ciepłych krajów;)Od kilku tygodni we wtorki biegamy w ciemnościach z czołówkami po okolicznych bezdrożach jest rewelacyjnie:) Pozdrowaśki;)
@Gohs, ta breja jest po prostu straszna! I zacinający deszcz :( Fuuuu.
@Tete, oj, domyślam się, że bieganie z czołówkami po bezdrożach musi być świetne!
Ja lubię zimę od zawsze, ale faktycznie kiedyś głownie poza miastem, najlepiej w jakimś miejscu gdzie da się posmigać na nartach. W mieście zimy nie lubiłam. Odkąd biegam jakoś mi się udało z nią zakumplowac, a patrząc na to co widzę za oknem dziś (chlapa) to nawet powiem że taka prawdziwa zima w mieście jest super ;-) Wystarczy mieć odpowiedni obuw i strój i można szaleć :)
W zimie najlepsze jest to, że czasem nie trzeb czołówki by biegać po ciemku :-)
@DrProctor, to prawda! Kiedy świeci księżyc i leży śnieg, wszystko widać jak na dłoni.
Prześlij komentarz