poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Święta, święta

Niedziela dniem Szosta - biegowe święto. Kibicowałam mu, złorzecząc TVP2 (tak, to świetny pomysł, żeby przerwać relację z maratonu, w którym biegnie Polak, na 200 metrów przed znacznikiem 5 km, a w zamian puścić relację z piłki ręcznej Węgry - Chorwacja /czy jakoś tak/), instalując wtyczkę do oglądania relacji w internecie, przeskakując na Eurosport i przerabiając jednocześnie 5 litrów jagód na zimowy kompot. Cud, że nie oparzyłam się przy wygotowywaniu słoików, ani nie dosypałam soli zamiast xylitolu (o xylitolu będzie w innym odcinku). A, jeszcze symultanicznie wysyłałam sms-y do męża, który składał niedzielną wizytę swojej bardzo sędziwej babci, a bardzo chciał być na bieżąco z maratonem. Ufff...

Szost biegł wspaniale, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę wysoką temperaturę (komentatorzy Eurosportu mówili o 27 stopniach w cieniu) i słońce, oraz późny start (12:00). Czekałam z biciem serca na każde kolejne 5 km. Po pierwszej piątce był 36, po 10 km - 18, potem długo utrzymywał się między 12 a 14 miejscem i wreszcie wskoczył do pierwszej 10-tki i już jej nie opuścił. Przybiegł dziewiąty, najszybszy wśród Europejczyków (za nim na mecie zameldowali się Włoch, Szwajcar (Rothlin) i Ukrainiec - więcej Europejczyków w pierwszej dwudziestce nie było), wynik 2:12:28. Objęli się na mecie z Mebem Keflezighim, z którym wyprzedzali się nawzajem od 10 km, aż w końcu Meb, dla którego to były ostatnie Igrzyska Olimpijskie, przyspieszył i zdobył czwarte miejsce.

Zdjęcie z olimpiada.interia.pl

Piękny bieg! Bez szarżowania, bez porywania z motyką na słońce na 10 km. Cieszyłam się tak, jakbym sama dobiegła do mety 9-ta w generalce.

A propos szarżowania - na pierwszych kilometrach długo prowadził Brazylijczyk, którego widok kazał mi przetrzeć oczy i jeszcze raz skupić wzrok na ekranie. Dlaczego? W tym upale Brazylijczyk biegł w dzianinowej czapce.

Wieczorem, w duchu olimpijskim, pokuśtykałam na siłownię, odprowadzana przez męża i Ironmana. Ach, chyba będzie mi brakować powabnego sandała i min tzw. klubowiczów na jego widok! Za każdym razem mam zapewnione bezcenne wrażenia. Przez godzinę jeździłam po rolling hills. Pokonałam 23,5 km. Wybrałam rolling hills, bo są trudniejsze od mountain peaks, tzn. więcej się jeździ pod górkę, a mnie potrzeba obciążeń i fizycznego zmęczenia. Po wirtualnej wycieczce rozciągnęłam się porządnie. Wynalazłam nawet sposób na rozciąganie mięśni czworogłowych bez korzystania z kontuzjowanej stopy. Trochę to trudne, ale daje radę. A po czwartkowych męczarniach u Cudotwórcy mam wreszcie tak pięknie rozluźnione mięśnie w prawej nodze, że bez problemu leżałam w skłonie z czołem albo uchem na kolanie i było to tak łatwe, naturalne, że mogłabym w takiej pozycji zasnąć.

Dzisiaj byłam na pobraniu krwi przed jutrzejszą wizytą i odebrałam wyniki poprzedniego badania. Nie wykazały wtedy ani zakrzepicy, ani stanu zapalnego, więc, mam nadzieję, że nic się w tym względzie nie zmieniło na niekorzyść. I właśnie dziś mija 8 tygodni od złamania. Kawał czasu!

Jej, żeby tak jutro już był koniec niebiegania i wreszcie dobre wiadomości. To będzie święto!

Miłego tygodnia :)

Dla chętnych trochę lektury o wczorajszym maratonie i Henryku Szoście:

- bardzo fajna relacja (bieganie.pl);
- krótki wywiad (onet.pl)

7 komentarzy:

Dota Szymborska pisze...

to 3mam kciuki bo to już chyba całkiem blisko do treningów....
nie ogladalam calego maratonu ale tak od 20K na BBC ONE bo tam lepiej komentuja, jest przyjemniejsza atmosfera realacjonowania...

Adam pisze...

Życzę, żeby jutro lekarz powiedział, że wszystko ok i możesz zacząć machać nogą jak człowiek :)
Swoją drogą - godzina na rowerze na siłowni. Chyba bym nie dał rady.

drproctor pisze...

Z niecierpliwością czekamy na wieści...

Hankaskakanka pisze...

@Dota, nawet nie wiem, czy mam BBC1 ;)
@Adam, do wszystkiego można się przyzwyczaić :)
@DrP, wieści 50/50 - dobrze, bo mogę chodzić na obydwu nogach, zaczynam rehabilitację i pozbywam się powabnego sandała. Kiepsko, bo o bieganiu jeszcze nie ma mowy :(

Doogi pisze...

ja tam od razu na Eurosport włączam, nie mogę wytrzymać już przy samym komentarzu choćby meczów piłkarskich na tvp bierze mnie złość na tych speców od wszystkiego.
widzę że coraz lepiej z nogą - to fajnie :) zdrowiej!

tete pisze...

nasza tvp z premedytacją piszę z małych liter;)to masakra:( dają reklamy i np. spóźniają się z wejściem o czasie po przerwie meczu??? Kiedyś spóźnili się na odegranie hymnu!!!! Haniu niech najszybciej jak to możliwe będzie święto:))pozdrowionka

Hankaskakanka pisze...

@Artur Bednarek, tak rzadko oglądam cokolwiek w tv, że byłam zaszokowana nędzną jakością serwisu olimpijskiego.
@Tete, któregoś dnia dali 12-minutowy blok reklamowy, przerywając relację, bodajże, z eliminacji do 5000 m mężczyzn :-/ Dziękuję za życzenia!