środa, 28 września 2011

Czekoladopodobnie

Ostatnio kilkakrotnie rozmawiałam z osobą urodzoną w 1991 roku. Obydwie jesteśmy pełnoletnie, ale wychowałyśmy się w dwóch różnych światach. Ja pamiętam kartki na wszystko, kolejki po wszystko, przysłowiowy ocet na półkach, dwa programy telewizji i smród gazu łzawiącego w przejściu podziemnym pod rondem przy warszawskim hotelu "Forum" (obecnie Novotel przy rondzie Dmowskiego). Moja interlokutorka uczyła się o tym na historii, a teraz pyta, czy miałam na studiach zaliczenia przez internet, co sprawia, że czuję się jak Wilma Flinstone. Myślę też, że nie jadła nigdy potwornego świństwa pod nazwą "Wyrób czekoladopodobny".

A wyrób czekoladopodobny będę miała w weekend. Plany były piękne: półmaraton na tajemniczy czas (Autorka Planu miała przekazać mojemu mężowi, na ile ma mnie prowadzić, ale tak, żebym nie wiedziała, bo moja głowa nie pozwoliłaby mi odpowiednio szybko przebierać nogami), trasa w pięknym Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie, rodzinna wyprawa (nasza trójka plus mój brat) i... ech.

Niestety, niedzielne perturbacje żołądkowe okazały się preludium do przygody z wirusem. Wieczorem rozbolało mnie gardło i przez dwa dni czułam, że mam w nim paczkę żyletek. Kiedy gardło trochę ustąpiło, dostałam giga-, hiper-kataru, który dzielnie się mnie trzyma. Na wszelki wypadek poszłam do lekarza, który mnie osłuchał, obejrzał, zapytał ponuro, czy znowu biegłam w maratonie i stanowczo zakazał aktywności fizycznej do końca tygodnia, jeśli nie chcę wyhodować sobie infekcji do leczenia antybiotykiem.

No i zamiast tego, co, patrz akapit drugi, wystąpię tylko w roli kibica i fotografa. Niby fajnie, niby też będzie wyprawa, ale... to nie tak miało być (że pożyczę sobie cytatu z bloga DrProctora). Czyli będzie trochę czekoladopodobnie.

Daję swojemu fatum startowemu jeszcze jedną szansę - Bieg Niepodległości. Zapiszę się, opłacę i chyba gdzieś zapalę jakąś świeczkę na intencję odpędzenia ewentualnej zarazy. Czy ktoś ma jeszcze jakieś pomysły zapobiegawcze?

Post dedykuję Avie, która z fatum przedstartowym zmaga się od roku. Avo, za to przyszły rok będzie nasz!

PS. Jeśli mogę, zwracam delikatnie uwagę na akcję prowadzoną przez DrProctora - przebiegnie Maraton Poznański, aby zebrać pieniądze na rehabilitację swojego kuzyna. Pomożecie?

11 komentarzy:

dadziap pisze...

pomożemy !!!!

ps. to też powiew przeszłości.
Ja ostatnio wspominałam "czyny społeczne" i ich wpływ na (nie)chętnych do wolontariatu obecnie.

drproctor pisze...

Dzięki Haniu!

Z atrakcji, które wymieniłaś, nie pamiętam tylko gazu (wychowałem się na prowincji) i (nie wiem jak to się stało) smaku wyrobu czekoladopodobnego. Ale mam gdzieś jeszcze książeczkę zdrowia dziecka z adnotacją " Wydano masło, ser" oraz "Wydano półbuty". Pamiętam też dobrze dialog z pewnego kabaretu (jakże wówczas prawdziwy a dziś abstrakcyjny):
- Kto wie, może za kilka lat w każdym polskim domu będzie komputer...
- Komputer?! Może najpierw papier toaletowy?
A ze smaków pamiętam jeszcze jeden - płyn Lugola...

Smak "fatum przedstartowego" również przyszło mi w tym sezonie kilka razy poznać, więc wspieram Cię w bólu.
Z pomysłów zapobiegawczych może wizualizacja?

Tola Luka pisze...

Będę w weekend w Chorzowie jako pstrykacz i kibic.Może się spotkamy ? :)

Ava pisze...

Dzięki serdeczne Hanka!!! Walczę, nie poddam się, o nie :) bo nie zamierzam zgromadzić kolekcji koszulek z kolejnych edycji biegu "Biegnij Warszawo" w których nie wzięłam udziału.

Tak wyroby czekoladopodobne mam w pamięci (smakowej), a oprócz nich jeszcze parę innych ersatzów z tamtych czasów. Teraz ma to swój urok :)
Hanka, widzimy sie na Biegu Niepodległości !!!!! Nie może być inaczej (czy wszystkie wirusy i bakterie mnie słyszą, czy mam powtórzyć?)

Hankaskakanka pisze...

@Dadziap, coś w tym jest!
@DrP, też mam książeczkę zdrowia z ciekawymi adnotacjami o wydaniu towarów deficytowych typu odżywka "Humana".
@Tola Luka, stosunkowo łatwo będzie mnie wyhaczyć z tłumu - chuda, zakatarzona, z wózkiem dziecięcym ;) Do zobaczenia!
@Ava, dobra, umawiamy się, że mobilizujemy wszystkie siły na BN i nie ma wymówek. Wszystkie wirusy, bakterie i kontuzje - precz! A na razie trzymam kciuki za Twoją walkę o niedzielny bieg :)

Adam pisze...

Mam nadzieję, że kolejne podejście do startu zakończy się sukcesem.

Swoją drogą, mimo, że na wspomnienia kolejek, octu i gazu łzawiącego jestem za młody, to pytanie o internet na studiach zwaliło mnie z nóg. Było zadane żartem czy na serio?

tete pisze...

No to dziewczyny (Hanka i Eva:) żarty się skończyły dość tych wirusów, kontuzji;) Na BN zasuwacie jak w czasach PRL-u kiedy "rzucili" papier toaletowy;)Haniu zdrówka życzę:)A swoja drogą już niedługo będzie można się "zaszczepić" ;)w przerębli

Hankaskakanka pisze...

@Zinow, wiesz, to chyba było upewnienie się. W sumie rozumiem, bo mówimy o osobie, która była na początku podstawówki, gdy ja kończyłam studia i wychowała się w epoce powszechnie dostępnego internetu, bankowych kont internetowych, adresów e-mailowych, itp.
@Tete, dobra, będziemy zasuwały jak po papier albo wołowinę bez kości :) Dziękuję za życzenia zdrowia i, zupełnie na serio, rozważam różne opcje hartowania się. Nie mam zdrowia do chorowania ;)

Anonimowy pisze...

Oj tak,pamiętam wyrób czekoladopodobny, pamarańcze raz w roku i parę innych rzeczy, które trudno wytłumaczyć młodszym.
Ta czarna seria przedstartowa musi się kiedyś skończyć, tak wynika z rachunku prawdopodobieństwa :)Życzę zdrowia.

Unknown pisze...

Produktu czekoladopodobnego jakoś nie pamiętam, ale kolejki w sklepach, puste półki, i to, jakim wyjątkowym wydarzeniem było pojawienie się bananów i pomarańczy tak :-) Kiedyś nawet jak byłam chora i miałam wysoką gorączkę moja siostra podobno powiedziała do mamy: "jakie to szczęście, że Emilka jest taka chora, będę mogła zjeść wszystkie banany". Do dziś jej to wypominam :-)

Szkoda, że półmaraton będzie czekoladopodobny, wiem, że liczyłaś na ten start. Życzę więcej startowego szczęścia w 2012.

I mam nadzieję nie dołączyć do waszego klubu pechowców, bo łapie mnie ból gardła i mam wielką nadzieję, że przejdzie do maratonu...

Hankaskakanka pisze...

@Ultrasetka, dobrze, będę wierzyć w rachunek prawdopodobieństwa ;-)
@Emilia, uważaj na siebie i płucz gardło wodą z solą. Będzie dobrze :)

Relacja z Silesia Półmaratonu wkrótce. Napiszę telegraficznie, że: bardzo fajna impreza, trudna trasa, mąż z marszu zrobił 1:40 i wróciliśmy w dobrych humorach :)