Tak zasuwa czas. Od 5 miesięcy nie chodzę do pracy. 5 miesięcy temu wybiegałam życiówkę w Annecy. Ten weekend był ostatnim weekendem lata. W sobotę zrobiłam ostatnie "długie" wybieganie przed półmaratonem. Ironmanowi wykluł się trzeci ząb i czekamy na trzy kolejne.
Uffff.
Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za wszystkie komentarze zostawione pod postem dotyczącym m.in. powszechnie dostępnych bieżni w Waszych miastach, dzielnicach. Może wspólnie stworzymy coś w rodzaju biegowego informatora?
Znowu trochę się biegowo zagmatwało.
W sobotę pojechaliśmy do Lasu Kabackiego. Nie, niestety nie startowaliśmy w Grand Prix Warszawy. Może zmobilizuję się do uczestniczenia w tych miłych imprezach w przyszłym roku. Z naciskiem na "może". Leń startowy wcale mi nie przeszedł. Jeśli chodzi o trening, miało być 16 km w pierwszym zakresie, było 16 km w coś około 1:34 h, więc chyba w pierwszym zakresie, ale trudno stwierdzić, bo odwykłam od pulsometru i nie zakładam go. Liczę, że dzięki temu się nie zgubi. Pogoda do biegania była znakomita, bo cudowne słońce i rześkie powietrze. Ironman został przejęty przez dziadków i wujków w celach spacerowych, więc biegaliśmy bez wózka.
A propos wózka, w środę spotkało mnie niezwykłe zdarzenie, tzn. jadący Alejami Ujazdowskimi samochód, zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, żeby mnie przepuścić. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Po czym okazało się, że miłym kierowcą był nikt inny tylko Ironwoman!
Noc z soboty na niedzielę była kolejną nocą koncertów z okazji klujących się zębów. Nie miałam siły na bieganie. W poniedziałek też nie. A dzisiaj wstałam tak pokręcona, że czekam na wieczór i awaryjną wizytę u osteopaty. Boli mnie cała prawa strona - od pięty, przez ścięgno Achillesa, kolano, biodro, pupsko, plecy, bark aż do karku. Super, bo w niedzielę jest Bieg Olimpijski, a tydzień później półmaraton.
Aha, jeszcze odkryłam, że niewiadomym sposobem zrobiłam jeden trening z tego tygodnia, a zeszłotygodniowego nie zrobiłam. Czyli galimatias w rozkwicie.
Za to zaszaleliśmy i zapisaliśmy się już na przyszłoroczny maraton. Już widzę swoje treningi...
I tym optymistycznym akcentem - miłego tygodnia!
wtorek, 20 września 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarzy:
Galimatias to mój mail do Ciebie :)
Koncerty z okazji "zubów" (zuby - tak na zęby mówią Gruzini)to jedna z tych nieprzyjemnych, męczących i bolesnych przeżyć, które się miło i długo wspomina.Trzymam kciuki za biegi :)
Współczuję tych nocnych koncertów!
Już na maraton na przyszły rok? to się nazywa planować z wyprzedzeniem!
@Tola Luka, dziękuję i witaj! :)
@Emilia, tak, bo już dwa razy zgapiliśmy się z zapisami na ten właśnie maraton i w listopadzie było pozamiatane ;-)
Jak w W-wie ktoś się zatrzymuje przed przejściem to musi być miła, zaprzyjaźniona biegaczka :)albo cud
Ultrasetko, niestety tak. A wczoraj uskoczyłam spod kół pani, która ruszyła z piskiem opon, gdy wyszłam na pasy, przeprowadzając rower. Naprawdę uskoczyłam, bo głupie babsko by mnie przejechało! Obawiam się, że była pijana, bo nie wiem, czy trzeźwa osoba zachowałaby się w ten sposób :(
Prześlij komentarz