czwartek, 15 września 2011

Szklanka w połowie pełna

Melduję posłusznie, że wyrobiłam 50% normy treningowej na ten tydzień. Jutro mam dzień odpoczynku (zastrzegając, że odpoczynek to tylko takie hasło, bo Ironmanowi wychodzą trzy zęby i... noce bywają trudne), a w sobotę i niedzielę machnę pozostałe 50%.

Co się działo? Wczoraj byliśmy na kolejnym clubbingu na Agrykoli. Wszyscy robili tzw. piramidkę, a ja odrabiałam swoją pańszczyznę, którą wyrażę następującym wzorem: 8 x (2 min po 4:30 min/km, 1 min przerwy, 1 min po 4:30 min/km, 30 sek przerwy, 30 sek po 4:30 min/km, 30 sek przerwy). Cóż mogę napisać? Znowu biegałam za szybko. Moja głowa zakodowała sobie, że 4:30 min/km to dla mnie duży wysiłek. Ponieważ nie chcę biegać z nosem przy ekranie Gacka (choć i tak patrzę na niego nałogowo), biegnę na wyczucie, czyli mocno. I okazuje się, że średnie tempo z 2-minutówki wychodzi poniżej 4:15 min/km. Chyba tylko jeden odcinek przebiegłam "jak trzeba". Może trzeba przestawić wreszcie głowę?

Obserwacja z Agrykoli - 45 minut po rozpoczęciu naszego treningu startowały Przedbiegi Akademickie - treningi przygotowujące do imprezy Biegnij Warszawo. Myślę, że przyszło ponad 100 osób, w większości bardzo młodych. To miłe. Niestety, okazało się to przekleństwem dla innych biegających. Otóż, dlaczego jedna z trenerek udzielała wywiadu dla telewizji, jednocześnie blokując bieżnię na nieomal całej szerokości, co spowodowało, że uczestnicy treningu PA również rozeszli się po całej szerokości bieżni? Tego wieczoru korzystały z niej dwie inne grupy treningowe, tzn. nasza i grupa prowadzona przez Wojciecha Staszewskiego, a oprócz tego, co najmniej kilkunastu "niezrzeszonych" biegaczy. Zdecydowana większość nie przyszła potruchtać sobie po tartanie, tylko robiła treningi szybkościowe, w których ważne jest utrzymywanie stałego tempa (chy, chy, chy, Haniu) w oznaczonym czasie lub na oznaczonym dystansie. Tymczasem musieliśmy przebijać się na każdym okrążeniu przez gęsty tłum, prosić ludzi, żeby zeszli z drogi i zostawili wolny chociaż wewnętrzny tor. W końcu trenerzy Przedbiegów zebrali ludzi w grupy i ruszyli z rozgrzewką. Trzeba przyznać, że wtedy zaczęli zwracać uwagę swoim podopiecznym, żeby Ci nie blokowali pierwszego toru. W życiu nie widziałam takich tłumów w tym miejscu.

Przy okazji refleksja - czy Warszawa jest wyjątkiem wśród innych polskich miast, jeśli chodzi o małą ilość powszechnie dostępnych obiektów sportowych? Ile stadionów ma porządną tartanową bieżnię? Z ilu może korzystać każdy biegacz "z ulicy"? O ile wiem (lecz może się mylę), te kryteria w Warszawie spełnia tylko Agrykola, bo bieżnia przy ul. Koncertowej nie ma tartanu (to prawda?). Czy to nie mało, jak na tak duże miasto i rosnące zainteresowanie bieganiem? Powstały boiska dla Orlików, bo nasza piłka kopana, narodowa świętość, stoczyła się poniżej poziomu dna. Być może lekkoatletyka nie jest tak atrakcyjna medialnie jak futbol, ale czy to usprawiedliwia praktyczny brak przyzwoitych obiektów sportowych?

Proszę, napiszcie jak to wygląda w Waszych miastach. Czy korzystacie bezpłatnie i bezproblemowo z bieżni tartanowych? A może Warszawiacy podpowiedzą, czy można znaleźć odpowiednik Agrykoli w naszym mieście?

Wracając do spowiedzi treningowej - dzisiaj pojechałam do Lasu Bielańskiego, bo czekała mnie moja ulubiona jednostka treningowa (poza regeneracją), czyli cross. Pohulałam sobie po leśnych pagóreczkach i wyszło tego w sumie 11.2 km. Miało być 12 km, ale musiałam skończyć o określonej porze, a sama sobie zabrałam kilka minut treningu tym, że straciłam orientację i chwilę dumałam nad tym, gdzie jestem i dokąd zmierzam. W sensie dosłownym, a nie filozoficznym. Było bardzo fajnie, bo w zasadzie pusto (choć spotkałam kilkunastu biegaczy), a poza tym udało mi się przestraszyć pana z fajem i piwem. Biegłam sobie spokojnie ścieżką, gdy zobaczyłam dużego pana z puszką i papierosem. Kiedy podbiegłam bliżej, pan podskoczył i krzyknął "O, Jezu! Ale mnie pani przestraszyła!!". Przez następne kilkaset metrów zastanawiałam się, czy coś mi wyrosło na głowie albo czy przypadkiem nie zmieniłam się w Yeti.

Wracam do odpoczywania. Czego i Wam, rzecz jasna!


9 komentarzy:

dadziap pisze...

W moim mieście (choć daleko mu do Wa-wy)żadnej bieżni nie ma, choć tradycje lekkoatletyczne jak najbardziej. W miasteczku obok z liczbą mieszkańców mniejszą o 3/4 otworzono ostatnio piękny stadion lekkoatletyczny z taką zaj... niebieską bieżnią ( nie wiem niestety czy ogólnodostępny). No i wreszcie stadion AWF w Katowicach z którego korzystam podczas treningów BBL w soboty(otwarty dla wszystkich)

tete pisze...

hi, hi... Hania straszy ludzi;) U nas jest bieżnia na stadionie CKS Budowlani. Można skorzystać nieodpłatnie w soboty i niedziele 17:00-19:00 W innych terminach 3,00 zł/h dzieci młodzież studenci 1,00zł/h
Też lubię cross :) Ostatnio "wynalazłem" Orlika z bieżnią ;) tylko mała okrążenie=200m
pozdrowionka

Anonimowy pisze...

Ja tam się cieszę że jakikolwiek stadion mam dostępny. Jakikolwiek w moim wykonaniu to stary zarośnięty stadion zespołu szkół. Kiedyś był żużel, a teraz się biega po ziemi. Wydeptany (ale całkiem ładnie wydeptany) w trawie jest jeden tor i to mi wystarczy. W sumie maksymalnie raz na tydzień potrzebuję stadionu więc jest OK.

A tartanowy stadion? No cóż, u mnie nie ma. Jest na świecie tylko jeden stadion tartanowy na który zaglądam - na olsztyńskim Kortowie.

Nie wiem od której tam otwierają ale można biegać do woli. Tyle że to 200 kilometrów od mojego domu:( Ale jak tylko jestem w Olsztynie to obowiązkowo zaglądam :)

Mauser pisze...

W mojej okolicy na Woli są dwie możliwości. Bieganie w Parku Kusocińskiego (na tyłach stadionu Polonii) nietypowa bieżnia z jedną prostą 100m i nienajlepszym oświetleniem. Druga to bieżnia przy Gimnazjum 48 na Deotymy o długości 160m. Tej drugiej lokalizacji jeszcze nie wypróbowałem. Ciekawe czy będzie konieczna zgoda dyrekcji..

drproctor pisze...

W Poznaniu na pewno można biegać (z wyłączeniem pierwszego toru) na bieżni AWF. Kojarzę jeszcze co najmniej dwa, ale jak na razie nie próbowałem. Kiedyś pytałem kogoś o możliwość biegania na Olimpii, to się dowiedziałem, że wieczorem, gdy już nie ma zawodników i nikomu nie będę przeszkadzał, to mnie w sumie nikt nie wygoni...

Unknown pisze...

Ja kojarzę jakąś maleńką bieżnię w okolicach obiektów olimpijskich przy Moście Gdańskim, ale to za małe! A na Agrykolę niestety mam trochę za daleko.

Poza tym czasem biegam w Łodzi i nic mi nie wiadomo o dostępności jakiegokolwiek stadionu dla biegaczy w tym mieście. Co więcej, kiedyś moja podstawówka i liceum miały fajne bieżnie, z których poza godzinami lekcyjnymi wszyscy mogli sobie korzystać do woli, a teraz przy obu szkołach bieżnie zlikwidowano.

Hankaskakanka pisze...

Dziękuję Wam za odpowiedzi :)

@Emilia, jak to - zlikwidowano? To gdzie dzieci / młodzież mają w-f? Czy na w-fie już się nie biega?

Unknown pisze...

Nie wiem, na miejscu bieżni jest ogrodzone siatką boisko (jedna z tych szkół ma klasy o profilu sportowym) ale bieżni ani śladu. Może po parku biegają chociaż...

Hankaskakanka pisze...

@Emilia, klasy o profilu sportowym, a bieżni niet... Za to jest boisko, czyli potwierdza się moja teoria o polskim kulcie futbolu ;-)