Trochę mnie Cudotwórca poodkręcał, kiwając przy tym mocno głową, bo podobno pozawiązywałam się na supełki. Kazał przyjść jeszcze raz przed półmaratonem. Noc z wtorku na środę przespałam wreszcie bezboleśnie i prawie bez przerw, bo zębowe koncerty nieco ucichły.
W środę znów mieliśmy agrykolowy clubbing. Mocno sfeminizowaną grupą, co z radością podkreślam.
Najpierw rozgrzewka, a po niej siła i technika. W ramach siły najpierw były wyskoki z przysiadami, potem wykroki, podwójne wykroki, a, kiedy moje nogi już wołały o litość, zmieniając się w kawałki drewna, zostały zaordynowane żabki. Żabki - moje przekleństwo, zmora i najbardziej znienawidzone ćwiczenie. No ale zrobiłam 3 serie. Potem bawiliśmy się w taczki, tzn. jedna osoba łapała drugą za nogi i ta złapana szła przed siebie na rękach. W ramach techniki robiliśmy wszystkie skipy.
W zasadzie mogłam już iść do domu, bo wszystko mnie bolało, ale - nienienie. To by było za łatwe. 4 x 1200 m po 4:35 min/km. Niby do zrobienia, ale mieliśmy wózek z Ironmanem, więc uzgodniliśmy z mężem, że będziemy biegali razem (zwłaszcza, że mężowi padła bateria w Gacku) i wymieniali się w prowadzeniu trójkołowca. Pierwsze 1200 m prowadził mąż z moim Gackiem, a ja pchałam Ironmana. Nie wiem, jak to zrobiliśmy, ale wyszło nam 4:24 min/km. W sumie nic dziwnego, że o mało nie wyzionęłam ducha, skoro pchałam wózek, a w nogach miałam te przeklęte żabki, kolekcję skipów i inne atrakcje. Drugie, trzecie i czwarte 1200 m prowadziłam ja, co jedynie nieznacznie wpłynęło na zbliżenie średniego tempa do założonego: 4:29 min/km, 4:35 min/km, 4:31 min/km. Dlaczego cały czas wydawało mi się, że biegniemy za wolno? Może przez te ciężkie nogi? Skończyłam trening mocno zmęczona, ale zadowolona.
Przy okazji chciałabym nadmienić, że tym razem Przedbiegi Akademickie zachowywały się bardzo kulturalnie i miło - trenerzy pilnowali, żeby zostawiać wolny wewnętrzny tor i w ogóle, w porównaniu z ubiegłym tygodniem, to była inna bajka. I jeszcze napiszę, że spotkałam Mausera, tzn. Mauser machał do mnie z grupy PA, kiedy akurat z obłędem w oku prowadziłam drugie 1200 m.
Schłodzenie, rozciąganie i wróciliśmy do domu.
Porozmawiałam z Autorką Planu o galimatiasie (pomylone treningi, jeden opuszczony, itp.) i dostałam modyfikację planu. Przy okazji z obniżeniem temp o kilkanaście sekund, bo tak szybko biegałam na zakwasach.
Ja to potrafię się podłożyć...
W czwartek każdy ruch był torturą. W piątek chciałam nawet pobiegać, ale w nocy budziłam się przy każdej próbie zmiany pozycji. Bolało. Przez cały dzień bardzo dużo chodziłam z Ironmanem, korzystając z prześlicznej jesiennej pogody. Wieczorem wyciągnęłam rower i trochę się przejechałam po okolicy, przy tym mało nie ginąc pod kołami jakiegoś babona, którego podejrzewam o brak mózgu albo zalanie w pestkę - przygoda, hej, przygoda! Niestety rower nie pomógł na obolałe mięśnie. Rozciągnęłam się porządnie, wypiłam malutkie piwo, wyspałam się (kochany Ironman obudził nas tylko raz, a potem spał do 8:40) - nic. Boli nadal. Najbardziej mięśnie skośne brzucha i, niestety, niestety, czworogłowe oraz prawy pośladek. Okropnie.
Jutro startujemy rodzinnie w Biegu Olimpijskim. Teoretycznie mam te 8 km przebiec w jakimś tam tempie, ale zobaczymy, co na to moje nogi. Jedno jest pewne: od listopada ruszam ostro z treningami siłowymi. Samo bieganie mi nie wystarcza, za to bardzo boli.
Miłego weekendu, a tym, którzy jutro startują w Warszawie - powodzenia! Ma być piękna pogoda, tzn. poniżej 20 stopni, słońce i bezwietrznie. Bawcie się dobrze!
sobota, 24 września 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarzy:
Uh, do waszych treningów klubowych to może owszem ale jako kibic mogę dołączyć. Niezły wycisk dostajecie :)
Powodzenia w Olimpijskim! Czy to bedzie pierwszy start Ironmana?
A co do Cudotwórcy - to spotykam go w AVI bo tam też jak się okazuje przyjmuje, ale akurat nie nade mną się znęca :)
Po ósmym kilometrze pewnie będziecie żałować że to już koniec;-) Mimo wszystko życzę całej trójce powodzenia i świetnej zabawy! Sam trochę żałuję że mnie jutro w "stolycy" zabraknie...
@Ava, przyjdź, przyjdź - to taki wycisk, do jakiego samemu trudno się zmusić ;) Tak, Ironman będzie startował po raz pierwszy. Dzisiaj odbieraliśmy pakiety startowe, a Ironman niespodziewanie zaprzyjaźnił się z jakimś panem, którego po prostu chwycił za palec i nie chciał puścić :)
@DrP, oj, dzisiaj przy odbiorze pakietów coś mnie podgryzało w serce, że to TYLKO 8 km ;-) No ale cieszę się, że chociaż tak weźmiemy udział w biegowym święcie warszawskim. Przyjedź w przyszłym roku na półmaraton - to zawsze jest fajna impreza :)
he, he ładna katorga ;)ten clubbing. Trzyma kciuki, szczególnie za Debiutanta :)pozdrowionka
Ten clubbing to taki w-f, tylko trudniejszy :-)
Ech no, dobrze Wam, że chociaż te 8 przebiegliście! No i biegowy debiut Ironmana zaliczony!
A pogoda rzeczywiście biegaczom dzisiaj dopisała.
@Tete, dziękuję za kciuki!
@Emilia, mhm, w-f ekstremalny :)
Prześlij komentarz