Antybiotyk skończony, kaszel ma się dobrze. Po 20 dniach postu wreszcie pobiegałam. Mamma mia, jak dobrze.
Było tak: przyjechaliśmy do Lasu Kabackiego z Ironmanem, który, oczywiście, zasnął już w samochodzie. Przełożyliśmy go do wózka, mąż zostawił mi swoje cieplejsze ciuchy i poleciał. A my z Ironmanem poturlaliśmy się statecznie po ścieżkach leśnych. Kiedy mąż skończył swoją pętlę, ja zostawiłam wierzchnie ciuchy i ruszyłam. Po paruset metrach stwierdziłam, że biegnę trochę za szybko jak na pierwsze wybieganie po długiej przerwie i chorobie (poniżej 5:00 min/km). Zwolniłam, ale nogi nie słuchały. Wystarczała chwila nieuwagi i przyspieszałam. To było niesamowite, bo jednocześnie czułam, że biegnę za szybko w stosunku do swoich obecnych możliwości i za wolno w stosunku do tego, co chciałyby moje nogi. No i tak sobie biegłam, truchtałam, biegłam, truchtałam. Wyszło raptem 4.75 km w średnim tempie 6:07 min/km i ze średnim tętnem 152 bpm, co jest granicą mojego pierwszego i drugiego zakresu. Tętno stanowczo za wysokie - świadczy zarówno o rwanym tempie jak i o osłabieniu. Ale ta energia w mięśniach...
Oj, mam dobre przeczucia co do jesiennych startów! Byle tylko już więcej nie chorować i poprawić odporność.
Na Ironmanie jego pierwsza wycieczka do lasu nie zrobiła żadnego wrażenia - spał jak zabity jeszcze długo po powrocie do domu. Mąż przywiózł pamiątkę - kleszcza. Trzeba się mocno pryskać przed leśnymi wycieczkami, a Ironmanowi opryskać wózek i zakładać moskitierę.
Dla mnie to malutkie wybieganie było jak najlepsza odżywka, izotonik i dzień w spa. Dobrze było poczuć rytm nóg odbijających się od ziemi, skupić nad techniką, posłuchać swojego organizmu, poczuć podwyższone tętno. Jejku, jak strasznie, strasznie się za tym tęskniłam!
Dostałam dwa miłe prezenty - włoski "Runner's World"i "Correre". Podczytuję po parę stron - nawet zakręciła mi się łezka w oku przy wywiadzie z dzielną Paolą Mariotti, która śmiga 5 km w 17:19, 10 km w 35:50, a półmaraton w 1:17:35. Paola pracuje w supermarkecie i marzy o maratonie nowojorskim (planowany wynik 2:46) oraz szuka sponsora, który umożliwi jej zrealizowanie tego marzenia.
Mnie maraton nowojorski na razie nie grozi, ale od przyszłego tygodnia może zacznę trenowanie skonkretyzowane, czyli z nowym planem. Poważnie myślę o dobrej życiówce w półmaratonie w Katowicach.
sobota, 7 maja 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
8 komentarzy:
hi hi... trochę Ci pozazdrościłem regeneracji ;)... pozdrowaśki dla całej Rodzinki :)
przymusowa regeneracja chyba nie jest taka fajna, szczególnie 3-tygodniowa.
ja bym się na nią nie pisał ;)
czekam już na opis treningów, bo Twoja pani trener ma bardzo inspirujące pomysły
A czy my się doczekamy na jakieś fotki Irona..?
@Tete, gdyby nie potępieńczy kaszel i kilka dni bez głosu, nie byłoby źle ;)
@Zinow, przymusowa - nie, ale regeneracja tak w ogóle zła nie jest ;) To prawda, pani trener jest niesamowita!
@DrProctor, na razie nie :( Mam duże opory przed umieszczeniem jego zdjęcia na otwartym blogu. Proszę o chwilę wyrozumiałości :)
Nawiasem mówiąc, Ironman zaczadził się leśnym powietrzem - przespał porę kolacji i obudził się dopiero o 5:30 ;)
No to ładnie chłopak pospał. Świeże powietrze tak działa. Z własnych doświadczeń pamietam że moje dzieci spały bez przerwy po 4-5 godz a) na plaży, b) w górach na tarasie. No i we wczesnej fazie na dzwięk suszarki lub odkurzacza ;-)
Super że tak cię niesie, te 3 tyg. dla osoby z takim stażem to nieduży krok w tył, który pewnie zaraz nadrobisz. A masz już na oku jakiś wózek biegowy?
@Ava, jeszcze nie kupiłam RW z artykułem o wózkach, więc wstrzymuję się z wyborem ;) Tak na serio, będę mogła biegać z Ironmanem w wózku, kiedy zacznie siadać, więc nie spieszy mi się do ustawiania drugiego wózka w domu ;) Zwłaszcza, że obecny pojazd czekał na swojego pasażera przez rok i fantastycznie łapał kurz.
No proszę, nowy styl treningowy - wzmocnią się Wam mięśnie rąk od pchania wózka, no i będziecie na powietrzu 2 x dłużej, same zalety :)
Młody wyrośnie w przekonaniu, że spacery służą zasadniczo do biegania, a chodzenie jest dla mięczaków i rodziców z niemowlętami...
Kleszcze na początku maja??! W strasznym klimacie mieszkacie ;)
@Midi, przecież spacery są nuuuuudne :))) Klimat się zrobił więcej tropikalny, co o robactwo chodzi.
Prześlij komentarz