piątek, 13 maja 2011

Z życia rekonwalescentki

Na początku sprawy porządkowe: coś się stało temu blogu (oby mu się oczko nie urwało). Zniknęło parę komentarzy i od wczoraj nie mogłam się zalogować. Hm.

A teraz o treningach. Hura!

W środę byłam na Agrykoli. Zabrałam Ironmana, który zaliczył debiut na tartanie. Byli i wujkowie, i ciocia, i tata, i mama - sporo osób do opieki! Dzięki temu zrobiłam trening rekonwalescenta, tzn. 2 km z tętnem poniżej 140 bpm, 1 km raźnego marszu i znów 2 km z tętnem poniżej 140 bpm. Zapomniałam jakie trudne jest powstrzymywanie się przed biegiem w takim tempie, w jakim by się chciało, więc trening kosztował mnie dużo wysiłku psychicznego. No ale teraz tak trzeba, bo antybiotyk to jednak nie przelewki. Na zakończenie zrobiłam 3 maleńkie przebieżki, pchając przed sobą wózek z Ironmanem, choć wózek nie jest biegowy. Skorzystałam z równiuteńkiej nawierzchni na bieżni i z tego, że Ironman wydawał się zadowolony ze zmiany tempa. Rozciągnęłam się, odganiając jednocześnie chmary żarłocznych muszek i wróciliśmy do domu.

Niestety Achilles odezwał się w czwartek rano, ale (na szczęście) miałam umówioną wizytę u Cudotwórcy. I wiecie z czego ten Achilles? Z totalnie zablokowanej (Cudotwórca użył nawet określenia "zabetonowanej") kości krzyżowej. To z niej te bóle w prawej nodze w ogóle i w ścięgnie Achillesa w szczególności. Odblokowywanie przyniosło ulgę, dostałam ćwiczenia do robienia w domu i prikaz rozciągania. I umówiłam się na jeszcze jedną wizytę.

W czwartek spotkałam się też z Ironwoman, zaglądając do jej świetnej knajpki. Choć wpadłam tylko na pół godziny, było tak fajnie, że mam ochotę wrócić. I to nie raz.

Dzisiaj po południu, w związku z tym, że Achilles ucichł, poleciałam do pieczarkarni na trening alternatywny: 20 minut na orbitreku (tętno poniżej 140 bpm), 20 minut na wiosłach (tętno poniżej 130 bpm) i 20 minut rozciągania. Wierzcie lub nie, ale zmachałam się nieziemsko, za to samopoczucie mam wręcz euforyczne. I oczy mi się kleją.

Dobranoc i miłego weekendu!

11 komentarzy:

Unknown pisze...

Tak, blogspot na chwilę oszalał, ale już powinno być ok.
A ten trening alternatywny w ogóle brzmi fajnie, to bardzo dobry pomysł od czasu do czasu zaskoczyć organizm inną niż zazwyczaj aktywnością fizyczną, nawet bez kontuzji.

Aniaha pisze...

tak, brzmi bardzo sympatycznie i az ma sie ochote sprobowac.
wiem na pewno, ze przyjezdaajc do Bolandy na pewno wyciagne od Ciebie namiary na Cudotworce, autorke planow biegowych... zastanowie sie co tam jeszcze.

A Ironman niech sie przyzwyczaja.

Midi pisze...

A ode mnie proszę przy najbliższej okazji Cudotwórcę serdecznie pozdrowić - okazało się jakiś czas temu (dzięki Avie), że to ten sam Cudotwórca, co strzelał z mojego kręgosłupa rok temu :)
Nie wiem, czy to świat taki mały, czy cudotwórców tak niewielu ;)

tete pisze...

u mnie też blogspot się obraził ;)Haniu zdrówka życzę :) "zapakuj" te wszystkie dolegliwości i wyrzuć do kosza ;) przecież teraz masz swojego osobistego zawodnika i wspólny trening to dopiero wyzwanie ;)pozdrowionka

Hankaskakanka pisze...

@Emilia, to prawda, tylko bez kontuzji wolę jednak biegać niż wiosłować w pieczarkarni ;)
@Ania, a kiedy będziesz w Bolandzie?
@Midi, oj, świat jest rzeczywiście mały! Wybieram się do Cudotwórcy z Achillesem i Ironmanem w następnym tygodniu, więc nie omieszkam pozdrowić :)
@Tete, chyba blogspot zastrajkował po całości ;) Pozdrawiam również!

Aniaha pisze...

pazdzierniku dopiero
celuje na poznanski maraton ;)

Hankaskakanka pisze...

Aniu, gdybyś zahaczała o Warszawę, koniecznie daj znać. Gdzieś sobie pohulamy :)

Ava pisze...

Mi też! Mi też - cudotwórca odblokował kość krzyżową :-) I też chyba się do niego przejdę za 2-3 tyg. więc też mogę go pozdrowić ;-)
A jaki Haniu bieg planujesz w najbliższej przyszłości? Może na lajtowo Samsung Irena Run 4 czerwca? Bo ja chyba się tam wybiorę

Hankaskakanka pisze...

@Ava, będziemy wtedy z Ironmanem w Pieninach :) Chłopak musi trenować przed obozem biegowym! Zapisałam się na Bieg Ursynowa i przyjdę kibicować Blogaczom 29.05 :)

Anonimowy pisze...

Podoba mi się Twój trening alternatywny. Zastosuję go jako odmianę na najbliższym treningu pod dachem.

Hankaskakanka pisze...

@Ultrasetko, cieszę się! Zaskoczyło mnie to, jak fajnie jest poćwiczyć na urządzeniach, które zazwyczaj omijałam ;)