sobota, 31 lipca 2010

3x2xWarszawa

Sobota zaczęła się od zachmurzonego nieba i budzika wyjącego o 7 z minutami. Korzystam z luksusów ochłodzenia i nie chce mi się wstawać w sobotę jak do pracy albo jeszcze wcześniej. 

Wybiegliśmy z domu, potruchtaliśmy rozgrzewkowo krótszą wersją trasy wokół centrum (dłuższa zakłada okrążenie Łazienek). W okolicach Zachęty przyspieszyliśmy do drugiego zakresu, bo plan na dziś przewidywał 3 x 2 km w drugim zakresie, kończone możliwie blisko trzeciego, z 3-minutowymi przerwami w truchcie. Teoretycznie miło, w praktyce trochę gorzej, bo pupa i czworogłowe jeszcze pamiętały, co im w czwartek uczyniłam. Tak więc dziś odgrywały się jak mogły. Tempo z pierwszej dwukilometrówki wyszło, jak na mnie, całkiem ładnie: około 4:40 min / km. Druga dwukilometrówka była wolniejsza (około 4:55 min / km), ponieważ obejmowała m.in. podbieg ulicą Myśliwiecką, która pięknie pachniała sianem użytym do zabezpieczenia słupków i wytyczenia trasy slalomu dla deskorolkowców. A podczas trzeciej kilometrówki czworogłowe wzięły ostateczny odwet i nawet bez podbiegów nie pozwoliły poprawić tempa. Znów wyszło około 4:55 min / km. Pod koniec był już tylko trucht w stronę domu, wody i śniadania. 

Piszę wyżej "około", ponieważ jeszcze ani razu nie użyłam garminowej funkcji ustawiania pomiaru czasu z okrążeń i zliczam średnie tempo z wykresów. No więc wychodzi "około", "na oko" i w ogóle mało precyzyjnie, ale nie spędza mi to snu z powiek. Najważniejsze, że wróciłam z treningu przyjemnie zmęczona, mocno głodna i naładowana energią na resztę dnia. I odbyłam pierwszą z dzisiejszych wycieczek po Warszawie. 

Potem były rozmaite obowiązki, a po nich przyjemne popołudnie spędzone z przyjaciółmi i ich małym, wesołym pieskiem. Obejrzeliśmy postępy w remoncie jezdni na ul. Mokotowskiej, makabryczny korek spowodowany zamknięciem tejże oraz paru innych ulic (Myśliwiecka, Al. Ujazdowskie od Placu Trzech Krzyży w stronę Mokotowa), przeczekaliśmy oberwanie chmury. To była wycieczka numer dwa.



Wycieczkę numer trzy zainicjował mój mąż. Zapytał, czy nie chciałabym pójść z nim na otwarty dziś dla wszystkich chętnych nowy stadion Legii. To mąż jest zagorzałym kibicem, który w najgorszą pluchę albo mróz jechał na stary stadion i wracał z niego zgryziony, żeby za dwa tygodnie zrobić to samo. Bo o tym jak dalece jestem (nie)zainteresowana piłką nożną pisałam już przy okazji Mistrzostw Świata. Kibicowanie kibicowaniem, ale stadion, nowy stadion, ze słynnymi krzesełkami projektu Herzoga & de Meurona - tak, to bardzo chciałam zobaczyć. 

Cóż mogę napisać? Stadion, w porównaniu ze starym, na którym byłam raz, wydaje się szczytem luksusu. Mąż ze wzruszeniem odnotował "Wreszcie będą normalne ubikacje!". Słynne krzesełka podobały mi się, a w dodatku są wygodne. Zwiedzających i stojących w kolejkach po karnety - masa. I dużo surowego betonu, który bardzo lubię. 






Jednak nie mogłam nie zauważyć i nie posmutnieć na widok tego, co stało się z dawnym basenem Legii. Basenem, o którym pisał i Tyrmand, i Osiecka, i który był jednym z warszawskich mikrokosmosów towarzyskich. Oto jak wyglądają dziś modernistyczny pawilon (proj. A. Kodelski, 1928 r.) i wyjątkowej urody wieża do skoków, a raczej ich duchy straszących pośród chaszczy, w cieniu nowego stadionu. 




Długo już nie postraszą. Wiosną zapadła decyzja o rozbiórce pawilonów. Wieża mogłaby ocaleć, lecz na jej remont brakuje funduszy, a poza tym ma zostać przeniesiona w inne miejsce. Tam, gdzie stoi dziś, ponoć będzie parking. 

7 komentarzy:

Zielenina pisze...

szlag mnie trafia jak czytam coś takiego. Parking. Taki piękny budynek aż się serce kraje :/

Hankaskakanka pisze...

Ano tak. Basen jest zamknięty od ponad 20 lat i przez cały ten czas nie było pomysłu ani pieniędzy na jego zagospodarowanie.

Midi pisze...

Chociaż pewnie byłby to jakiś ułamek ogólnych kosztów remontu stadionu... Ech, typowo po polsku :(

drproctor pisze...

Widać budowa stadionu się kalkulowała. A remont basenu już nie. Ech, życie...

Hankaskakanka pisze...

Stadion jest bardziej medialny niż basen :( Prawda jest taka, że przydałoby się i to (czyli nowy stadion) i to (czyli odremontowane i zmodernizowane baseny na Legii). Z ciekawości sprawdziłam, ile basenów odkrytych działa obecnie w Warszawie. DWA. Jeden na Inflanckiej, drugi na Moczydle. Baseny nad Wisłą są nieczynne do odwołania.

Marta pisze...

Ach, podziwiam za bieganie! Tak bym chciała... ale na chceniu się kończy. Brak kondycji i nadwrażliwość na wiatr mnie skutecznie zniechęcają. Może kiedyś, jak zmądrzeję i złapię te przeciwności za nos ;-)
Pozdrawiam!

Hankaskakanka pisze...

Marto, kondycja - rzecz nabyta. Wszystko jest do wypracowania! Pozdrawiam zwrotnie :)