piątek, 23 lipca 2010

Mała awaria

Niniejszym dołączam do rzeszy narzekaczy - wykańczają mnie panujące ostatnio upały. Aby wyrazić się ściśle: upały i klimatyzacja, bez której, z drugiej strony, trudno byłoby mi wytrzymać w pracy. Lecz tej właśnie kombinacji zawdzięczam chyba, że dopadła mnie jakaś infekcja. Nie wygląda poważnie, ale jest upierdliwa. Skorzystałam zatem z pracowniczego przywileju pt. "urlop na żądanie" i zostałam w domu. Opuściłam wszystkie rolety, zaciągnęłam zasłony, pootwierałam okna na przestrzał, ustawiłam sobie dzbanek wody i czekam na zbawcze działanie witamin oraz ukochanej kanapy. Mam też nadzieję, że jutro będę już mogła biegać i zrobię zaplanowany na dziś drugi zakres, a w niedzielę - 20 km wolnego wybiegania. 

A tydzień zapowiadał się tak miło...

We wtorek poszłam na siłownię: 2 rozgrzewkowe kilometry na bieżni i godzina ćwiczeń plus rozciąganie. Ćwiczenia wydawały się delikatne (wykroki z ciężarkami, martwy ciąg, przysiady na odwróconej piłce bosu, itp.), ale następnego dnia czułam je tu i ówdzie. 

W środę mieliśmy wreszcie wspólny trening na Agrykoli. Co prawda bieżnia na stadionie jest znów zamknięta z powodu kolejnego remontu i mam nadzieję, że zdążą ją udostępnić przed pierwszymi śniegami, ale i tak było bardzo fajnie. Mimo 30 stopni. Najpierw pobiegliśmy do Łazienek na 4-kilometrową rozgrzewkę. Krążyliśmy głównie w cieniu i nad kanałami, bo tam wydawało się najchłodniej. A później wróciliśmy pod stadion Legii i zaczęliśmy jednominutówki wokół kanału biegnącego od Myśliwieckiej do Czerniakowskiej. Tam też był cień, a od wody nawet czasem powiewało coś względnie orzeźwiającego. Jednominutówek było 10, mieliśmy biegać je bardzo delikatnie, np. ja na 4:45 min / km (wychodziło raczej 4:35 - 4:45 min / km) i robić jednominutowe przerwy w truchcie. Przy dziewiątej kolejce nogi już same mnie poniosły i wyszło 3:58 ;-) Dziesiątą zrobiłam grzecznie, a cały trening skończyłam mile zmęczona, choć nie złomotana do imentu. W sumie przebiegłam trochę ponad 7 km, średnie tętno 132, najwyższe - 179 i być może jeszcze się podniosło, bo po treningu czekała mnie miła niespodzianka - koledzy i koleżanki mieli dla mnie prezenty urodzinowe: podręcznik fotografii i... kota. Nie, nie żywego, tylko zabawkę. Pomysł na kota powstał po tym, jak quiz na fejsbuku zawyrokował, że jedyne, czego brakuje mi do szczęścia to właśnie kot :) No i jest.


Po treningu i kąpieli spotkaliśmy się ze znajomymi. Spotkanie było urocze, a umiliły je dodatkowo takie frykasy jak proziaki, zrobione zresztą przez Mistrzynię - Quinoamatorkę :) To jedna z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek jadłam i tylko zwykła przyzwoitość powstrzymała mnie przed pożarciem wszystkich. Był też zrobiony przez gospodarzy znakomity makaron z... młodymi ziemniakami, brokułami, zieloną fasolką, bobem i pesto z bazylii i pomidorów oraz mnóstwo innych przysmaków. 

Wczoraj znów poszłam na siłownię. Tym razem po rozgrzewce była godzina dla górnych partii, ale pupa i nogi też dostały swoją porcję ćwiczeń. Wieczorem, w ramach odrabiania pracy domowej z ulubionego języka, obejrzałam po raz enty "Cinema Paradiso" i znowu spłakałam się w tych samych momentach co zawsze, choć rzadko wzruszam się filmami. Na kolację zrobiliśmy podpatrzony w gościach wynalazek - sałatkę z arbuza z fetą (u nas ser fetopodobny) i uprażonymi pestkami z dyni. W gościach były pistacje, których nie mieliśmy, więc szybko zrobiliśmy improwizowaną podmianę. Dobre, szybkie, nie rozgrzewa.

No i tak było miło a dziś... Tak jak pisałam - mała awaria, którą postaram się możliwie szybko naprawić. Bardzo chce mi się biegać!

10 komentarzy:

quinoamatorka pisze...

Bardzo mi miło, Haniu, że proziaki znalazły się się na Twoim blogu. Jeszcze milej, że smakowały :D
Haniu, czy nasza niedziela aktualna?
PS. Twój kot wygląda jak pies chow chow ;)

quinoamatorka pisze...

Twój blog, Haniu, ewoluuje w kierunku kulinarnym :) Czekam, aż zaczniesz zamieszczać szczegółowe przepisy ;D

Hankaskakanka pisze...

Quinoamatorko, czy niedzielę mogę jeszcze potwierdzić? Wszystko zależy od tego, czy się rozłożę na amen, czy skończy się tylko na jednym dniu snuja :(

Midi pisze...

Dziewczyny, a fee - znowu się lekko zaśliniłam przy czytaniu i zaburczało mi w brzuchu...
Odpocznij porządnie z 1-2 dni, wyśpij się, to przeważnie bardzo pomaga przy lekkich infekcjach. Dłuższe wybieganie bym odpuściła, lepiej odczekać kilka dni, żeby nie obciążać dodatkowo organizmu.
Twoje zdrowie (popijam zimny sok warzywny :))

Hankaskakanka pisze...

Spróbuję odpocząć, ale, jeśli jutro obudzę się zdrowa, nie mogę ręczyć za siebie i za swoje bieganie ;-) Dziękuję za toast (zimny sok warzywny - o, tak!!)!

drproctor pisze...

No jak nie zima, to klima... A kota to sobie spraw żywego, będziesz miała dodatkowe źródło małych radości na co dzień, jak Ci na przykład się wciśnie do zamkniętej szuflady. Znam nawet takiego jednego, który szuka nowego właściciela-przyjaciela. Reflektujesz?

Hankaskakanka pisze...

Oj, bardzo bym chciała mieć kota, ale mąż ma alergię na sierść psią i kocią :(

A o treningu nie było dzisiaj mowy. Może jutro choć na kilka kilometrów wyjdę, choć to też niepewne.

Przynajmniej wreszcie jest troszkę chłodniej!

drproctor pisze...

Troszkę chłodniej? Dwadzieścia stopni różnicy - ładne mi "troszkę" ;)
A ja dziś miałem trening siłowy - wynoszenie wiadrami wody z tarasu (taras poniżej terenu).

Ewelina Majdak pisze...

Hanka czy Ty kiedyś NIE biegasz? :)
I czy Ty kiedyś odpoczywasz? :) Twoje dni wydają się być wypełnione po brzegi zajęciami :)
Kobieto jak Ty to robisz że masz tyle energii i zapału??????

Hankaskakanka pisze...

@DrProctor, wczoraj po południu było jeszcze 26 czy 27 stopni, więc "troszkę" się ochłodziło ;) To u Was tak lało? W Warszawie rano było kilka kałuż na ulicy, a poza tym nic. Szkoda, bo jest bardzo sucho.

@Polka, no pewnie, że są takie dni, kiedy NIE biegam ;) A energia bierze się z biegania - takie małe perpetuum mobile :)