Jedziemy:
Zasady kulturalnego biegania wg Blogaczy
- Nie startuj w zawodach jeśli nie jesteś do tego uprawniony. Organizatorzy muszą zapewnić przestrzeń, bezpieczeństwo i inne świadczenia każdemu uczestnikowi. Właśnie temu służą zapisy i opłaty startowe.
- Respektuj strefy startowe przygotowane przez organizatora.
- Jeśli nie wyobrażasz sobie biegania bez muzyki, słuchaj jej po cichu, by słyszeć co się dzieje wokół.
- Jeśli biegnąc w tłumie chcesz zmienić „pas ruchu”, zasygnalizuj to ręką. Jeśli ktoś inny chce zmienić, zrób mu miejsce. Biegaj w miarę możliwości prawą stroną, lewą zostawiając dla szybszych od siebie.
- Jeśli w trakcie biegu musisz się zatrzymać – najpierw zbiegnij do krawędzi jezdni, nigdy nie zatrzymuj się nagle na środku drogi.
- Zachowaj ostrożność na punktach odżywczych. Jeśli z nich nie korzystasz, obiegnij je po zewnętrznej. Jeśli korzystasz – nie zatrzymuj się nagle, bo ktoś z tyłu może na Ciebie wpaść.
- Nie śmieć. Odpadki wyrzucaj tylko w miejscach do tego przeznaczonych, a jeśli takowych nie ma, schowaj do kieszeni. Nie rzucaj kubeczków/butelek pod nogi innych biegaczy.
- Nie pluj i nie wydmuchuj nosa bez upewnienia się, że Twoja wydzielina nie trafi w kogoś innego.
- Nie ścinaj zakrętów, nie skracaj sobie trasy.
- 10) Na zawodach uśmiechnij się (choć czasem!) do kibiców i wolontariuszy. Dzieci kochają przybijanie piątek!
- Nie rzucaj się na darmowe – niech napojów na mecie wystarczy dla wszystkich.
- Prysznic i pralka przyjaciółmi biegacza. Perfumy lepiej zostawić na inne okazje niż bieg.
- Jeśli na treningu inny biegacz Cię pozdrawia – odpowiedz. Podniesienie ręki nic nie kosztuje.
- Jeśli biegasz z psem pamiętaj, że nie każdy kocha czworonogi. Trzymaj go na smyczy tak, by inni czuli się bezpiecznie.
- Trenując na stadionie pamiętaj, że do truchtania, schłodzenia i odpoczynku między odcinkami bieganymi szybciej służą zewnętrzne tory. Nie blokuj wewnętrznego toru.
- Dziel się doświadczeniem, ale nie próbuj leczyć ani trenować nie mając odpowiednich kompetencji.
- Szanuj innych biegaczy bez względu na poziom jaki reprezentują.
Noto teraz rozwinę kilka punktów:
Pkt. 2 - pisałam o tym tyle, choćby przy okazji kwietniowej dyszki paliwowej albo Biegu Niepodległości AD 2011, że już więcej mi się nie chce. Nie wiem, nie rozumiem, nie ogarniam.
Pkt. 3 - pani z paliwowej dyszki, która była tak zasłuchana w douszną muzykę, że trzeba było do niej wydzierać się chóralnie, żeby przepuściła finiszującego wózkarza, miała dużo szczęścia, że wózkarz w nią nie wjechał. Wyhamował w ostatniej chwili. Ekiden sobotni - wyprzedzam truchtającą panią, pochłoniętą obsługą swojego ajfona. Kiedy pani zauważa mnie kątem oka, reaguje nerwowo i rzuca mi się pod nogi, próbując wyprzedzić biegnącego przed nią pana. Dobrze, że miałam, gdzie uskoczyć i że umiem zredukować bieg pod górkę, a następnie docisnąć gazu, bo mogłabym zaliczyć bliskie spotkanie z chodnikiem, a już na pewno mieć ajfona pani wbitego pod żebra. Ponieważ sama nie biegam z muzyką (nie lubię), może nie potrafię zidentyfikować się z upodobaniami melomanów na trasie. Noale na coraz tłoczniejszych biegach, odcinanie się od świata przy pomocy decybeli, wydaje mi się naprawdę słabym pomysłem.
Pkt. 7 - znów - nie wiem, nie rozumiem, nie ogarniam.
Pkt. 12 - zilustruję anegdotą. Na pewnym biegu doganiam kolegę, który twardo trzyma się za 3 czy 4 dziewczynami. Pytam go po chwili "A co Ty tak za dziewczynami ganiasz?". A on na to "Mniej śmierdzi". Nie ma jak biec przez dłuższy czas w okolicy bomby biologicznej - ja przyspieszam, bomba przyspiesza, ja zwalniam - bomba zwalnia. Wszystko traci sens - bieg, ściganie się, nawet życie. Pozostaje tylko walka o jedno "wyjść ze strefy rażenia". Albo paść. Z wrażenia. [PeEs Wiem, że koszulki techniczne z czasem przestają się dopierać.]
Pkt. 14 - Biegniemy z mężem po lesie, a z naprzeciwka leci owczarek niemiecki. Jego pani woła z daleka "proszę się nie bać, on nie gryzie!". Owczarek skacze na męża i przyładowuje mu kagańcem w splot słoneczny. Pani twardo "on się tak tylko bawi, pan się nie boi!". Zeszłej zimy bardzo chciał się ze mną bawić młody labrador, puszczony samopas pod Zamkiem Ujazdowskim. Wołam do właściciela, żeby zabrał psa, bo cuś dziwnie skacze do mojej ręki. W końcu czuję zaciskające się na niej zęby i wrzeszczę "pan podejdzie i weźmie tego psa, bo mnie właśnie ugryzł". Właściciel, nieporuszony, odpowiada mi, że nie podejdzie, bo pies musi się nauczyć przychodzić na zawołanie. Dobrze, że było naście stopni mrozu i na ręce miałam ze 3 warstwy. Skończyło się na obolałych kłykciach.
Pkt. 16 - ostatnio widziałam skipy w wykonaniu kogoś, kto, nie mając ku temu żadnych uprawnień ani kompetencji (poza tym, że sobie amatorsko biega) poprowadził trening, na którym pokazywał innym, jak robi się m.in. skipy właśnie. Ta osoba nakręciła jeszcze filmik i wrzuciła go do sieci. Nie jestem instruktorką LA, ale widziałam w życiu trochę poprawnie zrobionych skipów. To, co zostało zaprezentowane na filmiku, nadawało się raczej do archiwum Ministerstwa Głupich Kroków. Znów - nie wiem, nie rozumiem, nie ogarniam. Chwila moment - wiem jedno: nieprawidłowo robione skipy bardziej szkodzą niż pomagają.
Pkt. 17 - od czasu do czasu na forach biegowych pojawiają się wątki, w których miano prawdziwych maratończyków przyznaje się tylko tym, którzy przebiegli cały maraton (tzn. nie zrobili przerwy na marsz), przy czym zawsze powstają wątpliwości co z przerwą na siku lub poważniejsze biznesy na boku bądź zwolnieniem na parę łyków picia przy bufetach. Z drugiej strony, widuje się wątki lub posty, w których biegający wolniej nabijają się z biegających szybciej, pisząc, że nie potrafią cieszyć się biegiem, są spięci i w ogóle nie czują bluesa. W sumie dochodzę do wniosku, że ani jedno ani drugie mnie nie wkurza, tylko znowu - nie wiem, nie rozumiem, nie ogarniam.
Dodalibyście coś do listy?
5 komentarzy:
No i masz, okazuje się, że z moim (z którego nomen omen jestem bardzo dumny i w ogóle, ale akurat nie piszę tego, żeby się chwalić) złamanym 3:15 w maratonie wcale nie jestem maratończykiem, bo na siku stawałem ;-)
Mam też dziwne wrażenie, że wiem kto nauczał anty-skipów. Wiem, ale nie powiem...
To Ty to 3:15 z sik-stopem? Kurde-blacha, to jeszcze większy szacun Ci się należy...
Haniu, a historia z labradorem boska! ;)
ojej, ja się zgadzam ze wszystkim! i jako ten biegacz z muzyką staram się być bardzo uważna! Ale nawet bez muzyki ludzie potrafią się nagle zatrzymać podczas biegu, nawet się nie oglądając, w ubiegłą niedzielę miałam takie zdarzenie i ledwo co wyhamowałam! Co do zapachów, to prawda, nie ma nic gorszego od biegu obok lub nawet minięcia się z osobą, której ciuchy dawno nie widziały pralki. Niestety na siłowni też spotykam ludzi, którzy od miesiąca zakładają ten sam dres. Uciekam i czasem rezygnuję z pewnych ćwiczeń, jest tak źle. Jeszcze bym dodała prośbę do innych biegaczy, żeby przed startem nie opowiadali jak to biegają po górach, jak śmigają i sprzedają głośno swoje mądrości za trzy grosze. Dla każdego bieg jest wyzwaniem i nawet jeśli półmaraton robi w trzy godziny należy się podziw, że się ruszył, a nie gnije przed tv!
Mnie przerażają ludzie, którzy mają w uszach słuchawki a słuchawki są przyklejone taśmą, żeby nie wypadły. Zero szans, żeby usłyszeć kogoś z tyłu.
Na półmaratonie w Kanadzie, gdzie biegłam przed startem organizator oficjalnie poprosił o bieg bez lub z jedną słuchawką w uchu.
@DrProctor, widzisz, nigdy nie dotarłam do ostatecznego orzeczenia w sprawie sik-stopu, jak to ładnie ujął Krasus :) Więc nie wiem, czy jesteś maratończykiem, czy nie. Ja na pewno nie, bo w Lozannie przeszłam kilka kroków przy ostatniej stacji z piciem - wiatr wyrywał kubeczek z ręki i jakoś musiałam się skoordynować, a w biegu było już trudno ;) Noale mistrz z Ciebie - taki wynik z przerwą!
@Krasus, tia, mąż i znany Ci z biegów na orientację kolega pobiegli szukać pana, ale znaleźli tylko pannę z pitbullem, który sobie biegał bez kagańca i bez smyczy, a panna nadawała przez telefon i miała psa oraz jego harce głęboko gdzieś ;)
@Kamila, wiesz, może Ci biegacze tak rozładowują stres? Ostatnio przed Półmaratonem Warszawskim, już na linii startu, zgadaliśmy się z jakimś obcym biegaczem na temat Maratonu Gór Stołowych, życia i biegania w ogólności :) Było bardzo miło, towarzysko, a mnie przeszedł zwyczajowy stres przedstartowy :)
@Ava, jakto: przyklejone taśmą?? Tkoboska...
Prześlij komentarz