wtorek, 6 sierpnia 2013

LoVVe rower

"Wake me up in July
lick the snow from my eyes
underneath a blue sky
all I need is my bike"

Refren piosenki Moniki Brodki, za którą nigdy nie przepadałam, nie odmawiając jej ani talentu muzycznego ani ciekawego głosu - nie moja bajka. "Varsovie" usłyszałam jakiś czas temu w radiu Roxy (ulubiona stacja radiowa Ironmana, do której i ja się przekonałam) i często pogrywa mi w głowie, gdy jadę na rowerze albo biegam. Jest w niej energia i jest "bike". (nawiasem mówiąc, coraz częściej podobają mi się piosenki z innej bajki - droga redakcjo, co to znaczy??)

A ten bajk jest o tyle ważny, że dni bez Srebrnej Strzały uważam ostatnio za dni niepełne. Nie pamiętam, kiedy tyle radości, co teraz, sprawiała mi jazda na rowerze. To nie tak, że zmieniam dyscyplinę, bo związek Hanka & Bieganie jest związkiem z historią, z momentami, z zakrętami i czym tam jeszcze chcecie. Choć czasem mam dreszcze obrzydzenia na widok swoich butów biegowych, a dźwięk włączanego Garmina sprawia mi tyle radości, co pikanie budzika o 5 rano, bieganie kocham i tyle.

Co nie znaczy, że nie mogę lubić roweru. Zwłaszcza teraz, gdy drepcę sobie niezobowiązująco, w oczekiwaniu na prawdziwy wycisk podczas obozu oraz pracę pod maraton w Lozannie, nie ma nic przyjemniejszego niż rowerowa przejażdżka w dni wolne od biegania. Mam od razu dwie korzyści - radochę (tak, nawet przy dzisiejszych 33 stopniach) i rozgrzane mięśnie, gotowe do codziennej porcji rozciągania. I, o ile bieganie przy 33 stopniach wydaje mi się wyższą formą samoudręczenia, pęd powietrza (no dobra, przesoliłam - ruch powietrza) niweluje niedogodności płynące z rozpalonego asfaltu, nagrzanych blach karoserii mijanych samochodów oraz prażącego słońca.

Na rowerze nie trzymam się planu, nie mam Garmina, nie interesuje mnie, ile przejechałam i w jakim tempie. Ubieram się po trzepacku. Miła memu sercu anarchia.

Niemniej jednak jest w rowerze coś, co mnie przeraża - zjazd z górki.

I (na razie) to by było na tyle.

Grafika ze strony www.architettiroma.it

8 komentarzy:

Świder Las Życia Polska pisze...

Rower jest bardzo przydatny w treningach biegowych, rusza te mięśnie co podczas biegania nie pracują . Rowerem można więcej zobaczyć , ale jest jeden minus trudniej się zmęczyć :)
Bieganie i rower to wspaniałe połączenie :)

borman pisze...

I tyle? I już?
Ej! Tak nie można!
Dziś odwiedzam stare śmiecie, zaraz wychodzę pobiegać po ścieżkach, które wydeptywałem dwadzieścia kilka lat temu, wpadłem w nastrój mocno sentymentalny, a ten wpis tak dobrze mi się czytało, aż do: "I (na razie) to by było na tyle". Tak się rozsmakowałem w lekturze, a tutaj drastyczny koniec. Aż zabolało. Tak się nie robi! Proszę o więcej :) !

Adam pisze...

Też planuję więcej roweru w ramach regeneracji pomaratońskiej. Garmina używam, ale z czysto kronikarskiego obowiązku, bo swojej jazdy treningiem nazwać nie mogę.
A jak sobie radzisz ze zjazdami? Na hamulcu, na nogach, czy z zamkniętymi oczami ;) ?

Ava pisze...

Rower jest super - w pełni się z tobą zgadzam. A co do zjazdów to zauważyłam że nastolatką będąc kompletnie się nie bałam długich krętych zjazdów, a teraz to głowka pracuj, wyobraźnia podpowiada i ręka sama ląduje na hamulcu :)

Mauser pisze...

Ja codziennie dojeżdżam nim do pracy. Teraz 4km a potem będzie trochę więcej. Czuję, że to fajne uzupełnienie biegania.

Hankaskakanka pisze...

@Mateusz Świderski, zgadzam się - to połączenie idealne :) Pamiętam, że kilka razy "rozjeżdżałam" na rowerze bóle mięśni po maratonach i innych biegach. Działało zawsze bez pudła :)
@Borman, więcej będzie pewnie po obozowej wycieczce rowerowej w Górach Izerskich, na której obiecałam sobie (cytując Bo) nie wypierdzielić się, jak podczas pierwszego obozu, 3 lata temu. Koło wpadło mi w rowek do odprowadzania wody i po-le-cia-łam :)
@Adam, zjazdy? Emmm.... Hamulec od tylnego koła zaciśnięty i zsuwam się w tempie 6 min/km albo i wolniej ;) Na rower Garmina nie zabieram - ma być zabawa, jak w dzieciństwie, na osiedlu z wielkiej płyty, gdy z bandą dzieciaków objeżdżało się rewir -naście razy w ciągu dnia :)
@Ava, mhm, hamulec i moim przyjacielem. Mąż tylko przytomnie mi doradził, żebym nie używała tego od przedniego koła na zjazdach :D
@Mauser, przewspaniałe :) Przed odejściem na macierzyński / wychowawczy zdążyłam trochę pojeździć do pracy na Srebrnej Strzale. O ile podróż komunikacją albo samochodem często powodowała nabuzowanie zanim weszłam do roboty, o tyle po jeździe na rowerze odbijałam kartę z uśmiechem po siódemki :)

Unknown pisze...

Zgadzam się, rower jest świetny. Ostatnio raz w tygodniu jeżdżę do pracy (jakieś 9 km w jedną stronę). Może po maratonie będę jeździć więcej. I zawsze zjeżdżam z górki na hamulcu!

A tę piosenkę Brodki bardzo lubię.

Hankaskakanka pisze...

@Emilia, rower jest też fajny w okresie roztrenowania. W ogóle na wszystko jest dobry. Tylko w górach wolę dwie nogi od dwóch kółek ;)