niedziela, 2 grudnia 2012

Podbiegi - amore mio

Prawie oddychać nie mogłam z emocji, gdy w środowy upalny (no tak: +12 C pod koniec listopada?!), wilgotny wieczór wbiegałam pod Agrykolę. Lubię ten podbieg, mam do niego sentyment, żałuję, że został zamieniony na Belwederską przez orgów Półmaratonu Warszawskiego, ale, cytując Ryszarda O., "trudno, co zrobić!".

W środę był clubbing i niby miałam biegać coś ze swojego planu (spokojne 7 km), ale zdecydowałam się zostać - nie żałuję. Były podbiegi długie, podbiegi krótkie i szybkie, były różne ćwiczenia na siłę nóg i zwykłe bieganie. Gdybym miała więcej czasu i więcej przespanych godzin na liczniku, mogłabym biegać codziennie, codziennie meldować się na jodze (nic tak skutecznie nie usuwa zakwasów!) i co drugi dzień machać ciężarami. 

Nie wiem, skąd tyle siły. Wieczorami jestem tak zmęczona, że padam nieprzytomna. Rano budzę się niewyspana - jak tu się wysypiać, kiedy Ironman postanowił wykluć ostatnie zęby, a za oknem o 7 rano ciemna noc? A jednak mam wrażenie, że zasoby mojej energii są nieograniczone, że mogę mobilizować się do nie-wiadomo-czego. 

Dodam jeszcze, że na clubbingu pomykałam na hiper-zakwasach po poniedziałkowym siłowaniu. Serio. Np. w ramionach miałam takie zakwasy, że w środowy poranek ledwo pokroiłam warzywa na zupę i o mało się nie popłakałam przy krojeniu i obieraniu dyni. Po clubbingu było trochę lepiej, a resztki zakwasów odpłynęły w zapomnienie po czwartkowej jodze. Poszłam na zajęcia dla początkujących i przeszłam twardą szkołę podstawowych asan z prowadzącym, który co chwila podchodził i podciągał mi bark albo odpychał biodro, względnie pytał "a co ta noga tak lata?". Fajnie było. 

No a potem nastał cięższy czas - mężowi dowaliło pracy, a mnie czepnął się jakiś wirus, skutkiem czego od czwartku nie miałam ani czasu ani zdrowia, żeby zrobić cokolwiek sportowego. Dzisiaj nafaszerowałam się czosnkiem, opiłam herbaty z imbiru (przepis niżej) i liczę na cudowne ozdrowienie już jutro. Bo bardzo ciągnie mnie do poniedziałkowego machania ciężarami.

Z braku osiągnięć sportowych, dzielę się trzema przepisami: na rozgrzewającą herbatę z imbiru, na obiecanego już dawno indyka w warzywach i na genialną zupę z pieczonego kalafiora.

Herbata z imbiru

1 litr wody
Kawałek imbiru wielkości kciuka

Imbir obrać i pokroić w plasterki. Wrzucić do wody i gotować 10 minut. Pić gorący napój aż do wystąpienia potów. Unikać przy gorączce, bo imbir ma działanie silnie rozgrzewające. Można stosować profilaktycznie przy wyziębieniu albo po ciężkostrawnym posiłku.

Indyk w jarzynach

Pierś z indyka
3-4 marchewki
2 pietruszki
Kawałek pora
Łyżka oleju
Woda
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
1 łyżeczka lubczyku
Kilka ziarenek ziela angielskiego
Sos sojowy

Indyka pokroić w niewielkie kawałki lub paseczki i zamarynować na kilka godzin w sosie sojowym. W dużym rondlu lub na głębokiej patelni rozgrzać olej i wrzucić pokrojonego w plasterki pora. Dodać indyka i smażyć około 2 minut mieszając. Zalać wodą tak, żeby przykryła dno na wysokość nie więcej niż 1 cm. Dodać marchewkę i pietruszkę, starte na tarce o grubych oczkach oraz ziele angielskie. Dusić pod przykryciem aż wszystko zmięknie. Gdyby było za dużo wody, odkryć i odparować. Przyprawić pieprzem ziołowym i lubczykiem. Podawać z brązowym ryżem albo kaszą jęczmienną lub jaglaną. Wersja wegańska: indyka zastąpić tofu albo tempehem.

Zupa z pieczonego kalafiora

1 kalafior
1/4 szklanki tahiny
2 łyżki soku z cytryny
skórka otarta z 1 cytryny
1/4 łyżeczki kuminu
1/4 łyżeczki kurkumy
1 łyżka oliwy
sól, pieprz do smaku
pestki dyni lub słonecznika albo ulubione orzechy do posypania

Kalafior umyć i podzielić na różyczki. Posmarować oliwą i piec przez około 30-35 min w temperaturze 180C. W garnku rozgrzać łyżkę oliwy, wrzucić kumin i chwilę smażyć. Dodać upieczonego kalafiora i zalać taką ilością wody, żeby przykryła kalafiora. Gotować dopóki kalafior nie zmięknie. Zmiksować na jednolitą masę, w razie potrzeby dodając jeszcze gorącej wody. Wlać tahinę, sok z cytryny, doprawić skórką z cytryny, kurkumą, solą i pieprzem. Podawać z uprażonymi pestkami lub orzechami. To najlepsza zupa kalafiorowa jaką jadłam w życiu i jedna z najlepszych zup wszechczasów. Na pewno powtórzę nie raz. Przepis pochodzi z pięknego bloga jadlonomia.com.

Zwracam na powyższy przepis uwagę tych z Was, którym zależy na diecie bogatej w wapń. Tahina jest robiona z sezamu, który zawiera aż 1160 mg wapnia w 100 g produktu i wapń ten jest łatwiej przyswajalny niż z nabiału.

Miłego tygodnia i niech Was omijają zarazy! Mam nadzieję, że za kilka dni będzie tu mniej pisania o jedzeniu, a więcej o bieganiu. 

8 komentarzy:

Ava pisze...

Zacznę od końca czyli od ... zupy strony ;-) Brzmi rewelacyjnie, dzięki za ten przepis - zrobię go w tygodniu. Super że masz tyle energii, myślę że to przez ten wymuszony rest kontuzyjny twój organizm teraz wyczuł że już może i szaleje. ps. a ja jednak trochę dziękuję orgom za Belwederską - Agrykola jest trochę za hardcorowa jak dla mnie jako element półmaratonu

Adam pisze...

"Gdybym miała więcej czasu i więcej przespanych godzin na liczniku, mogłabym biegać codziennie, codziennie meldować się na jodze (nic tak skutecznie nie usuwa zakwasów!) i co drugi dzień machać ciężarami." Miewam czasami podobne myśli.

A przepis na herbatę imbirową genialny. W razie potrzeby czuję, że podołam mu nawet z moimi zdolnościami kulinarnymi ;)

Hankaskakanka pisze...

@Ava, zachęcam do zupy, bo jest naprawdę genialna. Będę testować kolejne przepisy z podlinkowanej strony :) Jeśli chodzi o Agrykolę i Belwederską, nie wiem dlaczego, ale mentalnie lepiej biega mi się pod Agrykolę ;)
@Adam, polecam nie tylko przy pierwszych symptomach przeziębienia, ale i na rozgrzanie w zimny dzień. Choć przepis na indyka / tofu / tempeh wygląda na bardziej skomplikowany, zapewniam, że jest prawie tak samo prosty w wykonaniu :)

Unknown pisze...

Uwielbiam wszystko, co z kuminem. Fajny przepis, wypróbuję na pewno :-)

tete pisze...

Haniu dużo zdrówka:) Nie daj się zarazkom;)żebyś mieszkała bliżej zrobilibyśmy z Ciebie Foczkę i po takiej "szczepionce" żadne wirusy nie miałby szans;)Pozdrówka:

Hankaskakanka pisze...

@Emilia, bardzo gorąco polecam!
@Tete, dziękuję :) Muszę sobie poszukać morsów w okolicy, bo chętnie spróbowałabym tej formy hartowania. Na razie jestem zadowolona z kuracji: czosnek, herbatka imbirowa i herbata na ból gardła (z serii Yogi Tea) - obyło się bez odwiedzania apteki ;) Pozdrawiam zwrotnie!

Anonimowy pisze...

Hania, ja tez od zupy strony!
Zrobiłam, jest niezła, nie powiem, ale chyba za mało tahini dałam, bo bałam sie, że zepsuje.
Uwielbiam takie ciekawe połączenia:)

Minus: od wczoraj wali kalafiorem w całym domu..

Hankaskakanka pisze...

@42kmandmore, nie trzeba się bać :) Dodałam tyle, ile było w przepisie i nie zdominowała smaku. Plus minusa jest taki, że pieczony kalafior pachnie przyjemniej niż gotowany ;)