Biegam!
Jestem na wakacjach.
Po 3 latach przerwy (1,5 godziny w międzyczasie nawet nie liczę) przypięłam się do latawca, założyłam deskę i - wbrew swoim mało optymistycznym przewidywaniom - nie wyskoczyłam przy pierwszym starcie, zarabiając po drodze łupnięcie krawędzią deski w głowę lub piszczele, aby przez chwilę być szarpaną po wodzie przez szalejący na splątanych linkach latawiec. Onienienie. Wystartowałam, pohalsowałam i szykuję się na kolejną wyprawę na płaską wodę, bo do pływania po tutejszych falach nie namówi mnie nikt.
Ćwiczę.
Nie mogę w to wszystko uwierzyć!
Wracając do punktu pierwszego - historyczny moment nastąpił w piątkowy poranek. Ironman obudził nas przed 6 rano, więc wykorzystałam okazję. Założyłam ciuchy biegowe, buty, soczewki, swojego Gacka (wyładowana bateria), zdjęłam swojego Gacka, założyłam Gacka mężowego (działał i szybko złapał satelitę) i ruszyłam spod drzwi ostrożnym truchcikiem. Z braku leśnych duktów, potruchtałam w stronę plaży, licząc na połacie piachu ubitego po odpływie. Przeszłam w kopnym piachu przez wydmę i wróciłam do truchtu już na brzegu. Miałam rozpaczliwie powolne tempo, bo to pierwszy bieg (nie licząc rozgrzewki na siłowni) od 15 tygodni i 5 dni, a poza tym biegłam pod wiatr, który codziennie nagradza miłośników sportów wodnych prędkością oscylującą wokół 30 węzłów. Zgodnie z zaleceniami Pana Doktora truchtałam przez 5 minut, po czym przechodziłam do 5-minutowego marszu. Wracałam z wiatrem, osiągając tempo o minutę na kilometr lepsze i wkładając dużo wysiłku w to, żeby nie odfrunąć. Po drodze spotkałam dwóch biegaczy i jedną rowerzystkę. Wróciłam do domu po 27 minutach, w szampańskim nastroju.
Kolejny trening biegowy zrobiłam dziś - tym razem 32 minuty truchtomarszu lub marszotruchtu. Nie wiem, jak daleko pobiegłam - patrząc na punkt orientacyjny w postaci wraku na wydmie, pewnie kilkaset metrów dalej niż w piątek. Biegło mi się, mimo wiatru, znacznie lepiej. Może dlatego, że wzruszenie nie dławiło gardła ;)
Po powrocie zrobiłam sobie jeszcze domorosłą siłownię na trawniku. Pożyczyłam gumę do ćwiczeń od kolegi, więc mogłam poćwiczyć i siłowo i stabilizacyjnie, a nawet użyć tej gumy zamiast taśmy do rozciągania. Rozciąganie było więcej niż porządne - wczorajsze pływanie, dzisiejsze bieganie i siłowanie - wszystko upominało się o dobry stretching.
A skoro o stretchingu mowa, przed samym wyjazdem zdążyłam jeszcze polecieć na zajęcia z rozciągania dla maratończyków (i nie tylko), prowadzone przez Agnieszkę i Olka. Jak zwykle było ciężko, ale owocnie.
Noga do tej pory nie bolała, ale dzisiaj chyba trochę przeholowałam, więc siedzę grzecznie, stukam w klawiaturę, ciesząc się na jutrzejsze pływanie, pojutrzejsze bieganie i w ogóle - z tego, że już nie jestem taka połamana.
Miłego tygodnia!
wtorek, 9 października 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
11 komentarzy:
Fajnie że noga wraca do formy, trochę to trwało ale najważniejsze że już jest coraz lepiej!
Super wieści Hanka! Rewelacja że możesz pływać, biegać i ćwiczyć bez bólu stopy. Teraz już będzie z górki :) ps. Uprzejmie proszę o fotki z akwenu, bo chętnie zobaczę jak spot wygląda.
Haniu brawooooooo;)pomalutku i do przodu;)pozdrówka:)
No no, był rower, teraz bieganie, pływanie - to może będzie z tego jakiś triathlon? :-)
Bardzo się cieszę, super wieści!
A na zajęciach u Agnieszki i Olka wczoraj byłam po raz pierwszy (trening funkcjonalny) - fakt, ciężko ale owocnie!
Aż miło się czyta. Super. Teraz już może być tylko lepiej.
Oby tak dalej!:)
@Leszek, trwało to strasznie długo, ale poprawa przyszła dosłownie z dnia na dzień. Coś niesamowitego!
@Ava, szykuję post z fotorelacją specjalnie dla Ciebie :)
@Tete, pozdrawiam wzajemnie :)
@Emilia, jeśli w triathlonie zamienią pływanie na narty, rozważę zmianę dyscypliny :) Zazdroszczę treningu funkcjonalnego i mam nadzieję, że jeszcze będą się one odbywały po moim powrocie. Pominę tylko stację ze skakanką (brrrrr ;)).
@Ultrasetka, oby, oby! :)
@Krasus, jak wyżej ;)
Teraz już z górki :)
Haniu, fantastycznie. Ciesze sie razem z Toba.
i nie przetrenuj
Brawo i ciesze się z Toba ze znowu możesz biegać! :)
@Adam, aż boję się zapeszać!
@Aniaha, na razie jestem wcieleniem rozsądku ;)
@Miami, radocha niesamowita!
Prześlij komentarz