Co u mnie?
W dniu wyjazdu na Hel byłam u pana dr, który pozbawił mnie szwów na nodze, zalecił moczenie jej w morzu i pozwolił na wszystkie sporty, w których nie przeszkadza sandał. Czyli na niezbyt dużo, ale zawsze coś.
Hel przywitał nas słońcem. Już następnego dnia było tradycyjnie. Czyli tak:
Kilka następnych dni upłynęło na przemykaniu się między falami deszczu - a to na kawę, a to na plażę, a to na spacer po lesie. Chodziłam coraz więcej, czasami pokonując w ciągu dnia 7-8 km. Wziąwszy pod uwagę wcześniejsze unieruchomienie oraz to, jak strasznie niewygodnie kuśtyka się "z pięty", to było naprawdę dużo.
Apetyt na ruch rósł z każdym dniem.
W końcu wymyśliłam sobie gimnastykę plażową i, w pierwszy słoneczny dzień, zafundowałam sobie coś takiego: brzuchy (bida z nędzą - mięśnie w zaniku!), motylki (leżymy na brzuchu, ręce zginamy pod kątem 90 stopni, z dłońmi na wysokości głowy i wyginamy się do góry), klęk podparty, w którym na zmianę wytrzymujemy 45-60 sek raz z lewą nogą i prawą ręką wyciągniętymi w linii pleców, a potem z prawą nogą i lewą ręką tak samo. A na koniec pompki, w których pomagał mi mąż, trzymając za nogi. I jeszcze solidne rozciąganie.
Czułam się po tej gimnastyce, jakby mi ktoś przypiął skrzydła.
Następne dni były bardzo ciepłe i słoneczne, więc plażę wykorzystywałam głównie do smażenia się pod osłoną wysokich filtrów oraz czytania książek. Oprócz stosu kryminałów, przywiozłam sobie nowe tłumaczenie "Il Gattopardo", czyli dawniej "Lamparta", a teraz "Geparda". Tłumaczenie jest znakomite, książka ponownie mnie urzekła i ponownie spowodowała potworną tęsknotę za Sycylią. Przeczytałam również świetną książkę Filipa Springera "Miedzianka - historia znikania" o maleńkim miasteczku położonym niedaleko Jeleniej Góry, słynącym niegdyś z przemysłu wydobywczego, później żyjącego jako kameralny kurorcik, aż wreszcie wykończonego rabunkowym wydobyciem złóż uranu na potrzeby ZSRR. Na następne wakacje zabiorę może kolejną książkę pana Springera, tj. "Źle urodzone" - o architekturze PRL. Poza tym miłą niespodzianką okazały się kryminały z serii "lubelskiej" autorstwa Marcina Wrońskiego ("Morderstwo pod cenzurą" i "Kino Venus"). Do tej pory byłam niezwykle rozczarowana współczesnymi polskimi "kryminalistami", zwłaszcza tymi, którzy silili się na kryminały historyczne (Krajewski, Lewandowski), a tu przyjemne zaskoczenie. Jeszcze dwie Sary Paretsky (detektyw V.I. Warshawski z Chicago) oraz jedna Janet Evanovich (Stephanie Plum z New Jersey) dla lekkiej zabawy. Księgozbiór zajął pół walizki i ledwo wystarczył do końca wakacji. Zastanawiam się nad pójściem w ślady Midi i zainwestowaniem w Kindle, choć nie wiem, jak pokonam swoją niechęć do czytania z ekranu.
Wracając do sportu, któregoś wieczoru Ironman buchnął jakimś chłopcom piłkę do koszykówki i urządziliśmy sobie rodzinne rozgrywki - mąż, Ironman, moi rodzice i ja. Jak się gra w koszykówkę w sandale? Wbrew pozorom nie przeszkadza AŻ TAK strasznie w dwutakcie (zwłaszcza, jeśli wybija się na koniec z lewej nogi) ani w "osobistych". Nieźle się zmęczyłam! Poza tym trochę się rozciągałam, dużo chodziłam po schodach, ganiałam za Ironmanem i robiłam nodze spa w zimnej wodzie Bałtyku lub ciepłej Zatoce Puckiej.
Wróciłam z mocnym postanowieniem powrotu na siłownię i wykorzystywaniu zazwyczaj zaniedbywanych urządzeń typu rowerek stacjonarny (pan dr pozwolił) czy wiosła. No ale na razie muszę się ogarnąć domowo, co po 2-tygodniowej nieobecności nie jest zadaniem łatwym.
Co z nogą? Są lepsze i gorsze dni. Zdecydowanie nie służy jej upał - puchnie w kostce i wygląda strasznie. Po dłuższym chodzeniu pobolewa. Jednak wszystko jest lepsze od gipsu i kul! Wczoraj minęło 6 tygodni od złamania. Jeszcze 2 tygodnie do kontroli z rtg. Jeśli wszystko będzie dobrze, sandał pójdzie w odstawkę, a ja zacznę naukę normalnego chodzenia na dwóch nogach. I, na co bardzo liczę, wrócę do biegania!
Tęsknię straszliwie.
PS. Ironman wykazywał zainteresowanie sportami wodnymi.
11 komentarzy:
Właśnie skończyłam czytać książkę Springera o Miedziance. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Już któryś raz okazuje się, że czytamy to samo :)
Ironman ma kapitalne portki!
@Ultrasetka, :) Podobno "Źle urodzone" też są świetne.
@Krasus, sama bym takie chciała ;)
tak samo podchodzilam do czytania z ekranu. bo przeciez przyjemnosc z czytania to nie tylko slowa, to ciezar tomu w dłoni, szelest przewracanych stron, dotyk kartki, zapach farby drukarskiej. nie mniej jednak ostatnimi czasy spedzalam sporo czasu w ciemnosci przy spiacym Tygrysie wiec o zapaleniu lampki nie moze byc mowy i zaczelam korzystac z aplikacji ibooks na ipadzie i... nie jest zle. nie zaspokoi to calkowicie glodu ksiazkowego ale na jakis czas wystarczy. no i fakt ze mozna miec nieskonczena ilosc ksiazek i w kazdej chwili przerzucic sie do lektury czegos innego bez koniecznosci grzebania w biblioteczce i zastanawiania sie komu pozyczylo sie ulubiona ksiazke
Widzę, że masz w sobie dużo optymizmu i uporu w powracaniu do zdrowia :) Tak trzymaj! Teraz to już będzie z górki. Szybkiego zdjęcia sandała życzę :)
Ale ekran Kindle w ogóle nie przypomina ekranu komputera, czy nawet iPada (z Kindle nie da się czytać bez światła), jest jak kartka. Można czytać godzinami i oczy nie bolą. Bardzo łatwo się do niego przyzwyczaić. Ja szczerze mówiąc, wolę czytać książki na Kindle, niż papierowe. Uwielbiam to urządzenie!
No wyobrażam sobie ten Twój głód sportu, ale skoro już tyle chodzisz i siłownia wchodzi w grę, to jest naprawdę super!
Kapitalny Wodniak:)wygląda na przyszłego Mistrza olimpijskiego:)pozdrowionka:) szybkiego powrotu na biegowe ścieżki:)
@Wiolqn, o, to Tygrys jest łaskawym zawodnikiem - Ironman lubi do tej pory, żeby cała uwaga była skupiona przy zasypianiu na nim :) Chyba, że akurat chce zasypiać sam.
@3chani, z tym optymizmem różnie bywa ;) Dziękuję za życzenia!
@Emilia, o, to, ciekawe, co piszesz o Kindlu.
@Tete, dziękuję i pozdrawiam!
Muszę przeczytać tę książkę o Miedziance. Tym bardziej, że mamy zamiar się z ekipą tam wybrać połazić po okolicach. Pozdrawiam!
@Magdum, bardzo gorąco polecam książkę i zazdroszczę łażenia po tamtych okolicach :)
Prześlij komentarz