piątek, 6 lipca 2012

Dokręcić śrubę

No i po wszystkim - mam dwie śrubki w kości i pożegnałam się z gipsem.

W środę mąż zawiózł mnie spod podlaskich lip do rozżarzonej upałem Warszawy, prosto na wizytę do specjalisty od stóp. Podczas której dowiedziałam się że:

- mogę zostawić nogę w gipsie (czy w tylnej szynie), ale będę musiała nosić go jeszcze przez co najmniej 6 tygodni, a, ze względu na rodzaj złamania (spiralne), istnieje ryzyko, że kość po zrośnięciu będzie zrotowana.
- alternatywnym rozwiązaniem (a nie jedynie słusznym, jak twierdził dr Gbur) jest operacyjne zespolenie złamanej kości. Zrastanie od 4 do 6 tygodni, nie muszę mieć gipsu, dostaję tzw. sandał gejszy (brzmi bardzo atrakcyjnie, wygląda... emmm.... no tak) i mogę chodzić na obydwu nogach, opierając się na pięcie tej operowanej.

Decyzję musiałam podjąć szybko, bo kość nadawała się do operacji jeszcze dosłownie przez kilka dni, po upływie których, zacznie oblewać się chrząstką.

No to się zdecydowałam.

Wróciliśmy z mężem do Ironmana i mojej mamy, rano wsiedliśmy w samochód i mąż, po raz siódmy w ciągu 5 dni, pokonał trasę z naszego pensjonatu do Warszawy. Przynajmniej zjadł śniadanie, a ja musiałam być na czczo.

Zameldowałam się w klinice o 10, zostałam natychmiast skierowana na badania krwi. Zrobiłam m.in. morfologię, z której wyników jestem bardzo zadowolona. Jedyne co martwi, to niedobór witaminy D. Muszę się dokształcić na temat jej uzupełniania.

Po badaniach poszłam do "swojego" pokoju, w którym leżała już bardzo mocno obandażowana i cierpiąca pani po operacji, jak mniemam, żuchwy. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka z kryminałem. Gdyby nie to, że byłam potwornie głodna i chciało mi się pić (już nie mogłam), czułabym się jak na wczasach. Przyszedł do mnie pan anestezjolog, przyszła pani dietetyk, która delikatnie wybadała czy nie złamałam sobie tej kości z niedożywienia. Ponieważ od dzieciństwa jestem posądzana o anemię (czerwone krwinki zawsze dobrze powyżej 14 tys., nawet wtedy, kiedy nie jadłam mięsa) a od kilku lat o anoreksję i inne zaburzenia łaknienia, ze spokojem odpowiadałam na wszystkie pytania. Bardzo miła rozmowa.

Potem przyszła pielęgniarka i pokierowała mnie do sali operacyjnej. Zostałam podłączona do EKG, kroplówki i ciśnieniomierza. Na ekranie widziałam swoją połamaną stopę. Wiedziałam, że zostanę znieczulona miejscowo i lekko uśpiona. Przyszedł znów miły anestezjolog, który zaczął mnie zagadywać a propos zbieżności mojego nazwiska z nazwiskiem znanego mu alpinisty. I tak sobie gawędziliśmy miło o górach, opisałam panu dr cudnej urody trasę biegową ze Świeradowa do Szklarskiej Poręby i... to ostatnia rzecz, którą pamiętam. Następny kadr to widok mojej stopy na ekranie, tkwiących w niej dwóch śrubek i uśmiechniętej pielęgniarki, która mówi "No i już po wszystkim."

Zostałam zawieziona na łóżku do pokoju, z którego zniknęła zabandażowana pani, a pojawiła się młoda dziewczyna przygotowywana do operacji stopy (halluksy i implant wszczepiany w kostkę). Odczekałam pół godziny na leżąco, wysyłając w świat uspokajające smsy. A potem już był jeden wielki piknik: dostałam obiad, dzbanek wody, lód na zoperowaną stopę. Przyjechał mąż i czekaliśmy do wieczora, aż zejdzie mi znieczulenie, żebym już mogła wyjść. Przed wyjściem dostałam jeszcze kroplówkę przeciwbólową i słynny sandał gejszy, w którym wróciłam do domu.

W domu prawie natychmiast poszłam spać, a dziś ruszyliśmy o 6 rano na końcówkę podlaskich wakacji. Znowu leżę pod lipami, bociania rodzina przygotowuje jedynego potomka do nauki latania, pszczoły się uwijają, kaczki prowadzają młode do stawu. A ja mam nowe zajęcie - pilnowanie grafiku brania prochów. Bo to i przeciwbólowe (tak, po zejściu znieczulenia noga zaczęła boleć i tak może być jeszcze parę dni), osłonowe, na zrastanie kości i witamina D w kroplach. Czuję się jak kosmonauta albo moja babcia.

W poniedziałek jadę na zmianę opatrunku, tydzień później czeka mnie kontrola i zdjęcie szwów. Nie znam jeszcze szczegółów fizjoterapii i rehabilitacji, ale to kolejny etap, do którego jakoś tam sobie powolutku dokuśtykam.

Uffff...

Jeszcze raz bardzo Wam wszystkim dziękuję za zdalne wsparcie, za propozycje namiarów na sprawdzonych lekarzy i wszystkie miłe słowa!

Pozdrawiam i życzę Wam spokojnego letniego weekendu.

10 komentarzy:

tete pisze...

Haniu zdrowiej szybko:) życzę zdrowia i miłego wypoczynku:)Ani się nie obejrzysz, a będziesz znów latać po biegowych ścieżkach:) pozdrówka;)

Ava pisze...

Uff, chyba sprawa wychodzi nareszcie na prostą :) Obyś jak najszybciej już mogła zacząć rehab i potem bieganie - pozdrówka!
ps. poproszę zdjęcie sandała gejszy ;-)

Leszek Deska pisze...

Zdrowia życzę, niech się szybko zrasta!

Anonimowy pisze...

Z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój wypadków. Oby ta rehabilotacja była krótka i skuteczna.

drproctor pisze...

Na witaminę D to najlepiej dużo na słońcu przebywać. Również domagam się zdjęcia śrubek ;-)
Zdrowiej!

Hankaskakanka pisze...

@Tete, biegowe ścieżki to może za 3 miesiące :( Pozdrawiam!
@Ava, będzie zdjęcie :)
@Leszek, dzięki :)
@Ultrasetka, będę zdawać relację na bieżąco!
@DrProctor, w tym upale ledwo daję radę w pół-cieniu ;) Liczę na pobyt nad Bałtykiem: rześkie temperatury i trochę słońca. Jeśli chodzi o zdjęcie śrubek, to dopiero po rentgenie kontrolnym ;)

kinga pisze...

Nareszcie dobre wieści, oby tak dalej. Trzymam kciuki żeby się wszystko dobrze zrosło bez komplikacji, rehabilitacja poszła sprawnie i żebyś szybko wróciła do aktywności sportowej.

www.3chani.blox.pl pisze...

To teraz nie pozostaje ci życzyć nic innego jak szybkiego powrotu do zdrowia, a potem do formy. I pisz dalej o tej bocianiej rodzinie :)

Krasus pisze...

Teraz to już będzie z górki:)

A na wit. D, jak na każdy niedobór, najlepsza odpowiednia dieta: http://pl.wikipedia.org/wiki/Witamina_D#.C5.B9r.C3.B3d.C5.82a_pokarmowe

Hankaskakanka pisze...

@Kinga, bardzo dziękuję! Na razie czuję się super aktywna, bo mogę opierać się na złamanej nodze :) To wielka odmiana po skikaniu o kulach.
@3chani, bociania rodzina zaczęła szkolenie młodego w zakresie latania :)
@Krasus, dzięki! Wystawiam się na słońce, wcinam jajka i łykam kropelki z wit D.