środa, 27 czerwca 2012

Kanapon

To już niezaprzeczalne - robi się ze mnie kanapon. Większość dnia spędzam leżąc na kanapie, z jedną nogą bardziej. W zasięgu rąk gromadzę takie dobra jak: picie, książki, telefon, laptop. Wstaję tylko, kiedy muszę albo, co zdarza się coraz częściej, kiedy od tego leżenia boli mnie wszystko i czuję narastającą irytację.

Cóż tu kryć - cierpię na syndrom odstawienia. Nie potrafię przywyknąć do bezruchu, do ograniczonej mobilności, do tego, że najprostsze czynności życiowe są teraz wyrafinowanymi operacjami logistyczno - gimnastycznymi. Z drugiej strony, cieszę się małymi sukcesami, np. tym, że potrafię w staniu na jednej nodze: wyciągnąć Ironmana z łóżeczka, zrobić skłon, włożyć Ironmana do wysokiego krzesełka, załadować i wstawić pralkę / zmywarkę, zaparzyć herbatę (gorzej z doniesieniem jej z kuchni do kanapy, ale opracowałam system przesuwania stołeczka z kubkiem przy pomocy kuli), itp. Mam czas na czytanie kryminałów, a nawet wciągnęłam się w oglądanie Euro (no dobra, nadal jednym okiem, ale od początku do końca).

Skoro o Euro mowa: jutro półfinałowy mecz Włochy - Niemcy. Oddałabym pół królestwa i rękę księżniczki za bilet na Stadion Narodowy, ale pozostanę przy kibicowaniu Squadra Azzurra z kanapy. Przy okazji przypomniałam sobie, jak 6 lat temu, podczas Mistrzostw Świata w RPA (tak? W RPA?), byliśmy z mężem w Bolonii. Tego wieczoru, kiedy Włochy grały ze Stanami Zjednoczonymi wybraliśmy się do pobliskiego baru na oglądanie meczu i kibicowanie z autochtonami. W barze zostaliśmy przy wejściu zapytani, komu kibicujemy, na co unisono odpowiedzieliśmy "Italia!". Znalazło się dla nas piwo, znalazło się miejsce na jakichś pufach, czy kanapie. Po chwili zorientowaliśmy się, że wszyscy Włosi siedzą na ustawionych w półokrąg pufach, fotelach, kanapach i krzesłach. A na wolnej przestrzeni przed nimi stoją dwa krzesła, na których, tyłem do Włochów, a przodem do gigantycznego telewizora, siedzi jasnowłosa para. Po chwili wydało się - to byli Amerykanie. Przy każdej akcji Amerykanów, gdy para trzymała kciuki i wołała "go, go!", Włosi wbijali w ich plecy ponure spojrzenia. Na szczęście Squadra Azzurra wygrała, więc gli Americani zostali puszczeni wolno. Nie wiem, do jakich scen mogłoby dojść, gdyby zwycięstwo przypadło ich drużynie.

Pamiętam również pierwszy pobyt na Sycylii (ten, podczas którego dziewczyna kolegi zdobywała Etnę w klapkach na obcasach). Wybraliśmy się z mężem do jakiejś knajpki na kolację. Knajpka składała się z dwóch sal i w rogu każdej z nich wisiał na wysięgniku telewizor, obowiązkowo włączony na wieczór z Serie A. Pokazywano fragmenty meczy, a pomiędzy nimi przebitki ze studia. Znawcy piłki nożnej (m.in. Zbigniew Boniek), komentowali pokazywane przebitki. Jeśli jakaś drużyna, np. Roma, strzeliła bramkę, pokazywano obecną w studio miss danego regionu (w tym przypadku Lazio), obowiązkowo ufarbowaną na blond, która wykonywała triumfalny taniec, głównie składający się z potrząsania biustem. Nie wiem, w jaki sposób kelnerzy dawali radę z roznoszeniem ryb i makaronów, ponieważ nie odlepiali wzroku od telewizorów. W pewnym momencie do sąsiedniego stolika podeszła para młodych ludzi. Wyraźnie na randce. Dziewczyna wybrała sobie krzesło, na którym chciała usiąść, chłopak odsunął jej szarmancko inne, po czym usiadł vis-a-vis. Dlaczego tak? Bo dzięki szarmanckim zabiegom dziewczyna siedziała plecami do telewizora, a on mógł połączyć kolację, z randką, meczem i oglądaniem blond miss.

Niezapomniany wieczór.

A, a, a jeszcze pamiętam barek, do którego rano wstępowaliśmy na pyszną kawę (to akurat było na pograniczu Kampanii i Bazylikaty), prowadzony przez dziewczynę z Neapolu, która do "naszej" wioseczki przyjechała za swoim ragazzo. Cały bar udekorowany był szalikami i flagami Napoli, zdjęciami Maradony (jedno, za szkłem, z autografem), zdjęciami kolejnych składów drużyny. Do dziś pamiętam szalik wiszący nad samiutkim barem "Fieri di essere Napoletani" ("Dumni z bycia Neapolitańczykami").

Co prawda Maradona fotografował się z bossami Camorry (i, ponoć, nie tylko fotografował), a włoska piłka nożna przewinęła się przez wiele skandali, a sama za il calcio raczej nie przepadam, ale we wszelkich mistrzostwach kibicuję Włochom bardzo gorąco.

To tyle z życia i wspomnień kanapona.

Za 5 dni kontrola i, jeśli spełnią się moje najskrytsze marzenia, zdjęcie gipsu. Jeśli nie... Będę Wam opowiadać o życiu bocianów, krów, koni i pszczół.

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Życie fauny a zwłaszcza bocianów może być bardzo interesujące, ale przy takich pasjonujących wspomnieniach z podróży nie masz się co martwić o brak tematów :)

drproctor pisze...

Gwoli ścisłości - Mundial w RPA był dwa lata temu. Sześć lat temu Italia triumfowała na niemieckich stadionach :-)

tete pisze...

kanapon he,he... ale ksywka;) Z dwojga złego;) chciałbym wygranej Włoch:)

Unknown pisze...

Pamiętam ten Mundial w 2006 (jak pisał drproctor w Niemczech)! Ale ja wtedy podzieliłam los Amerykanów, o których pisałaś. Oglądałam mecz Polska - Niemcy w Niemczech w barze z dwiema Polkami, Niemcy roznieśli Polaków na boisku, cały pub szalał z radości, tylko my w trójkę wykazywałyśmy sporą niemrawość :-/

Trzymam kciuki za zdjęcie gipsu!

Ava pisze...

Oj Hania, ale historie opowiadasz :) nie mam nic przeciwko paru jeszcze takim, niekoniecznie związanym z bieganiem :) Ja za to pamiętam wieczór na hiszpańskiej wyspie w 2008 kiedy puchar zdobyła właśnie Hiszpania - oj działo się :)

www.3chani.blox.pl pisze...

Nie masz się co frustrować, twój stan jest przejściowy i wkrótce wróci do normy. Pociesz się tym, że inni tak "mają" normalnie.
Dwa lata temu jak był mundial byliśmy na wakacjach w Bułgarii. Też pamiętam śmieszną scenkę.Siedzieliśmy w ogródku hotelowym, wszyscy oczy wlepione w niemy telewizor z meczem, a obok przygrywał band na żywo.Gitarzysta i piosenkarz prawie stali do publiczności tyłem, a ich "dyskretne" zerkanie na telewizor było nader komiczne. Gdyby to ode mnie zależało dałabym chłopakom wolne a korzyścią dla wszystkich.

Hankaskakanka pisze...

@Ultrasetka, w zeszłym roku, w tym samym miejscu, miałam bocianią rodzinę w odległości 15 metrów od okna. Na początku nie mogłam spać, kiedy klekotały, a wtórowało im ćwierkanie innych ptaków, szczekanie psów i cykanie świerszczy ;)
@DrProctor, oczywiście, że Niemcy - dziękuję! Powinnam pamiętać, bo na początku mundialu leciałam służbowo do Moskwy przez Niemcy (bardzo logiczna trasa) i całe przesiadkowe lotnisko było tematycznie udekorowane.
@Tete, kanapon pochodzi z jakiejś bardzo starej książki dla dzieci, na której wychował się jeszcze mój tata. Były w niej różne stworzenia zamieszkujące sprzęty domowe, m.in. kanapony :)
@Emilia, ojej, to rzeczywiście przygoda :-/
@Ava, mogę się domyślać :) Opisywałam tu nawet na blogu kibicowanie Hiszpanii w Hiszpanii, kiedy walczyli z Holendrami o mistrzostwo świata 2 lata temu.
@3chani, to jakieś straszne okrucieństwo pracodawcy!

Ok, sprawdzam, czy mamy w domu melisę. Przyda się dziś wieczorem ;)

pokonacsiebie pisze...

Fajny blog!!! Będę zaglądał i trzymam za Ciebie kciuki.
Zapraszam też do siebie :)
www.pokonacsiebie.pl
pozdrawiam!

Hankaskakanka pisze...

@Pokonać Siebie, dziękuję - chętnie skorzystam z zaproszenia :)