Po sobotniej ekstazie biegowej powstała mała komplikacja - odezwały się bóle w prawej nodze, które czułam po maratonie w Annecy, a które ustały w trakcie wymuszonej regeneracji. Bóle wędrują - raz zaboli Achilles, potem kolano, potem biodro, innym razem cała kostka. Powiedziałam o tym Autorce Planu, która orzekła, że nie ma co pracować na kontuzję i wymyśliła plan alternatywny.
Co będzie? Rower, orbitrek, wiosła, siłownia, rozciąganie. Jak tylko rozstanę się na dobre z duchem Ludwika Waryńskiego czyli potępieńczym kaszlem, dojdzie jeszcze basen. Będą też marszobiegi, delikatne przebieżki, maszerowanie pod górę. I tak do końca maja, a potem już coraz więcej biegania.
No i bardzo fajnie.
Dzisiaj uczyłam się wiązania chusty. Czy pisałam, że druga trója, jaką zwyczajowo dostawałam na półrocze (oprócz tej z wuefu), była z ZPT? Bozia poskąpiła mi talentu w dziedzinie rękodzielnictwa (koślawe wyszywanki, pogubione oczka w szaliku dzierganym na drutach, krzywo przyszyte guziki, latawce, które nie latały, itp.), więc chusty nie potrafię zawiązać tak, żebym bez obaw o uszkodzenie Ironmana mogła go w niej nosić. Wypożyczyłam na próbę tzw. nosidełka ergonomicznne - Ironman wyraźnie zachwycony, bo usnął po 2 minutach. A moja obręcz barkowa i kręgosłup wydają pomruki zadowolenia. Druga lekcja wiązania (jestem uparta!) za tydzień.
Dawno nie było o gotowaniu: pojawiło się już jedno z moich najukochańszych warzyw - szparagi. Wczoraj, po długiej wycieczce, zrobiłam pierwsze w tym roku risotto z zielonymi szparagami, a dzisiaj były białe szparagi z masłem, do którego wsiekam parę filecików anchois. No i aż dwa razy kupiłam sałatę, po której nie zrobiłam się w kropki bordo. Wiosna, wiosna, wiosna!
Mąż przyniósł mi RW z testami wózków biegowych, ale wiele nowego się nie dowiedziałam. Może tylko tyle, że Jogger, tak jak podejrzewałam, nadaje się na równy asfalt, a ja potrzebuję machiny do lasu, w góry, na krzywe chodniki. Najbardziej skłaniam się ku Chariotowi, zwłaszcza że kilkoro moich znajomych biega z tymi wózkami od lat i wszyscy mocno zachwalają. Fajne jest to, że można go przekształcić w przyczepę do roweru i że nadaje się nawet dla całkiem sporych dzieciaków. Jest dobrze resorowany i bardzo stabilny. No ale cena... Chyba sobie jeszcze pomyślę.
Miłego tygodnia!
poniedziałek, 9 maja 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
7 komentarzy:
wstępu nie czytałem hi hi żeby się znowu na zapatrzyć na Ciebie ;)Zawsze jak czytam na Twoim blogu o jedzeniu to robię się głodny ;)
wczoraj w Działoszynie biegł Gościu z dzieckiem w wózku :) a jak zasuwał :)pozdrowionka
Ps czytałem odpowiedź o fotce. Ale może zdradzisz nam imię Ironmana ?
To ja napiszę o chustowaniu:) Mnie niestety również brakowało cierpliwości by się zamotać więc nosiłem Małą w mei-taiu (ja mówię na niego "miętek") albo ergonomiku właśnie. Ale obiecałem sobie, że jeśli urodzi nam się druga pociecha, to się wreszcie nauczę motać.
A jeśli potrzebujesz wsparcia, to na Ekidena przyjeżdżają ze mną dwie doświadczone Chustomamy, z czego jedna jest certyfikowanym instruktorem. Zresztą przyjeżdżają, bo w Warszawie jest w tym czasie jakiś wykład o noszeniu w Chuście, więc możecie się nawet wybrać razem:) W każdym bądź razie cierpliwości życzę!
Ale mają swoje uroki takie plany alternatywne - niech organizm popracuje trochę inaczej.
P.S. Ja też zawsze miałam tróję z W-F-u :-)
@Tete, nie, nie - wstępu lepiej nie czytaj, żeby Ci Filipiades nie podstawił nogi ;)
@DrProctor, jestem potrójnie zmotywowana, żeby pokibicować Blogaczom na Ekidenie :)) Ironmana na razie noszę w Marsupi - nosidła zalecane nawet dla noworodków. Dzisiaj były dla mnie wybawieniem, bo dziecię stanowczo życzyło sobie noszenia w systemie ciągłym.
@Emilia, ha! To jest nas już dwie :)
Ja nosilam Najmlodszego po afrykansku, na plecach. Uwielbial to, ja do pewnego stopnia tez. Niestety sposob wiazania jest dosc traumatyczny dla plecow i ... cyckow, wiec gdy widze maluchy zamotane scisle w te paski, zazdroszcze. Wydaje mi sie, ze warto sprobowac raz jeszcze
Aniu, tak, spróbuję na pewno! Na razie nosidła sprawdzają się świetnie, choć dzisiaj pan w warzywniaku wyraził wątpliwość, czy "mały się nie zgniecie" ;-)
@Haniu na niejakim Chustoforum jest dłuugi wątek o przeróżnych reakcjach ludzi na dzieci w chustach. A najlepsze są reakcję ludzi na motanie się na ulicy. W wakacje jeden pan na plaży leżaki z wrażenia pogubił:)
Prześlij komentarz