wtorek, 29 marca 2011

Obwód, statystyka i deser

Endorfiny powolutku opadają (z naciskiem na powolutku). Pozostało wyciągnięcie wniosku z jedynej słabej strony niedzielnego biegu - zagadki masła w nogach przy końcu ul. Sanguszki. Przecież dopiero co wróciłam z gór, z nart, na 3 treningach radziłam sobie bez płaskich odcinków - hmmm...

Autorka Planu słusznie odesłała mnie z powrotem do pieczarkarni, na dwie sesje ćwiczeń obwodowych, mających na celu wzmocnienie wytrzymałości siłowej. I tak, we wtorek, po zaliczeniu roboczogodzin, potulnie podreptałam na siłownię.

Niestety, chyba zaczęła się akcja "Piękniejemy na wiosnę", bo znowu było tłoczno. Rozgrzałam się na bieżni elektrycznej (1 km) i przystąpiłam do działań: 20 przysiadów ze sztangą 17.5 kg, 30 sekund przerwy, 30 naprzemiennych wykroków z 2-kilogramowymi hantlami, 30 sekund przerwy, 20 zasuwów na "suwnicy" (20 kg), 30 sek przerwy, 45 sekund podskoków na urządzeniu zwanym power plate (tych wyskoków nie znoszę, bo zawsze zasapię się jak mysz przy porodzie, a jeszcze dochodzi obawa, że spadnę albo się potknę albo w ogóle zepsuję cenne urządzenie). 2 minuty przerwy i jeszcze jedna poczwórna kolejka. 2 minuty przerwy i jeszcze raz. Bardzo solidne rozciąganie i do domu. Za tydzień znów mam sama sobie zgotować ten los.

Jeśli chodzi o statystykę, dziś rano przeczytałam sobie do śniadania artykuł w nowym numerze "Biegania". Artykuł dotyczył głównie uprawiania sportu przez polskie dzieci (tytuł "Młoda Polska", autor: Oskar Berezowski), ale dotknął również niezbyt optymistycznego wątku sportu wśród dorosłych Polaków. Gotowi? Jedziemy: "Tylko 9% z nas regularnie ćwiczy lub uprawia jakiś sport. Według badań CBOS ponad połowa w ogóle nie dba o utrzymanie sprawności fizycznej. 41% Polaków przynajmniej sporadycznie oddaje się jakiejś formie aktywności ruchowej, w tym 9% robi to regularnie, 12% dosyć często. Rzadko uprawia sport 21% badanych. 59% nie uprawia sportu w ogóle." Za to 3-4% dzieci jest na stałe zwolnionych z wuefu, a 12% spędza przed telewizorem i komputerem 4 godziny dziennie (!!!). Mam nadzieję, że artykuł ukaże się w wersji elektronicznej na stronie bieganie.pl, wówczas podlinkuję pełną wersję. Przyznam, że zrobił na mnie przygnębiające wrażenie, gdyż nie sądziłam, że jest aż tak źle.

Nawiasem mówiąc, w zeszłym tygodniu, przy okazji wizyty u internisty po zaświadczenie na maraton (Francuzi, tak jak Włosi, kochają urzędowe papierki), dostałam skierowanie na EKG i rozmaite badania krwi. Mam zamiar je wykonać jeszcze przed wyjazdem.

I na koniec deser, czyli bardzo ciekawy artykuł o tym, czy biegacz powinien chodzić (a raczej biegać) na siłownię. Polecam (i artykuł, i siłownię)!

8 komentarzy:

runblog pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
runblog pisze...

Dzięęęęęękuję za ten artykuł :D Bardzo mi się przyda :)

Midi pisze...

No statystyki smutne, ale znalazłam w tym pozytyw.

Zobacz, co by było, gdyby np. 50% Polaków uprawiało sport - jak wyglądałyby siłownie, baseny itp., jeśli już teraz bywa na nich tłoczno... Jak szybko wyczerpywałyby się limity miejsc na biegach... Polska chyba nie ma infrastruktury odpowiedniej do tego, żeby sport stał się masowy.

(To jest oczywiście z przymrużeniem oka pozytyw.)

Hankaskakanka pisze...

@Runblog, fajnie :)
@Midi, no, z dużym przymrużeniem ;)

Errata do wpisu: sztanga miała 20 kg. Nie wiem, dlaczego wpisałam 17.5??

Adam pisze...

Co do smutnych statystyk - moim zdaniem coś się rusza. Pomalutku, ale idzie ku dobremu. Na ulicach widzę dużo więcej biegających niż rok temu, a wtedy zwracałem na to uwagę, w końcu sam zaczynałem. Starty przyciągają coraz więcej osób. Coraz większa staje się świadomość tego, że warto 3-4 razy w tygodniu wyjść się poruszać i że nie jest to ani marnowanie czasu, ani obciach, ani zabójstwo dla organizmu. Wciąż daleko nam w kwestii aktywności fizycznej społeczeństwa do poprawności, nie mówiąc o ideale. Mam jednak nadzieję, że z każdym rokiem będzie coraz lepiej.

Hankaskakanka pisze...

Tak, ale dzieci w podstawówkach mają 1 godzinę lekcyjną wf w tygodniu. To jest kanał, jeśli o przyszłość chodzi :(

Anonimowy pisze...

A jak się do tego braku aktywności dzieci doda jeszcze informacje o tym co owe dzieci jedzą i co można kupić w sklepiku szkolnym, to faktycznie nie jest to różowa wizja przyszłości

Hankaskakanka pisze...

Ultrasetko, parę (kilka) tygodni temu czytałam, że odsetek otyłych nastolatków rośnie u nas szybciej niż w USA. Co prawda tam osiągnięto już taki stan, nomen omen, nasycenia otyłymi dzieciakami, że dalsze wzrosty grożą katastrofą, ale kiepskie to pocieszenie.