Miałam dziś nieprzebrane zasoby energii do rozładowania. Tak to bywa po dwóch dniach bezruchu, siedzenia za biurkiem i nerwów. Ech.
Najważniejsze, że przyszła środa, wróciłam piorunem do domu, przebrałam się w biegowe ciuchy i pognałam na Agrykolę. Zgodnie z planem trening miał wyglądać tak: 3 km rozgrzewki, 4 x 12 minut po 5:06 min/km (2-minutowe przerwy) i 3 km schłodzenia. W rzeczywistości było tak: 3 km rozgrzewki 4 x 12 minut w tempie: 4:51 min/km (głupota skrajna, ale tak fajnie mnie nogi niosły), 4:58 min/km (wydawało mi się, że bardzo pilnuję tempa), 4:59 min/km (j.w., a poza tym miałam wrażenie, że się wlokę), 5:05 min/km (no, wreszcie wyczułam tempo treningowe). Schłodzenie: 2 km (ziiiiiimnooooooooo!), łącznie 15.2 km. Jak dobrze...
Przy okazji dowiedziałam się, że bardzo poprawiłam technikę. Już w zasadzie nie zamiatam nogami na boki, ładnie się wybijam i do pełni szczęścia brakuje tylko wydłużenia kroku. Można powiedzieć, że dzisiaj zrobiłam techniczną życiówkę.
Syta chwały idę spać.
środa, 2 marca 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
11 komentarzy:
ale energia "bije" z tego posta :) na początek dnia lepsza niż poranna kawa ;) pozdrowionka :)
Zgadza się... poczułam się zmęczona samym czytaniem :) Życzę wydłużenia kroku :)
No widzisz, i już nie za stara ;)
@Tete, obym miała taką energię 17 kwietnia :)
@Pinos, dziękuję :-*
@Midi, myślę, że ta grypa żołądkowa wyszła mi treningowo na dobre ;)
Suuuper! Oby forma trwała. A jak poprawiałaś technikę - pod czyimś okiem (spotkania klubowe) czy sama?
Ava, moim najgorszym grzechem technicznym było wywijanie nogami i stopami na boki oraz wykrzywianie stóp (pisałam o tym w wątkach o obozie w Szklarskiej). Najprostszą receptą na to wydawało się zrobienie wkładek albo zamiana butów z neutralnych na te dla pronatorów (przynajmniej na wykrzywianie stóp, bo nie wiem, jak miało to pomóc na wywijanie). Poszłam trochę dłuższą drogą: ćwiczenia na stabilizację, ćwiczenia tzw. krótkiej stopy i wzmacnianie pupy oraz nóg, pilnowanie ustawienia nóg podczas biegu, itp.
Hankaskakanka pisze...
@ Tete, obym miała taką energię 17 kwietnia :)
Damy Haniu radę ;)
Zawsze jak piszesz o tej Waszej Agrykoli, przypomina mi się ballada Andrusa: "Chodzili sobie w lato upalne na Agrykole zielone..." Tylko na lato upalne trzeba jeszcze chwilę zaczekać:)
Cieszę się, że powrót do treningów po grypce idzie Ci lepiej niż mnie:)
gratulacje! fajnie. Na jaki czas nastawiasz się w Krakowie?
No faktycznie, ładnie Cię nogi niosły, a że jeszcze miałaś rezerwę, to naprawdę podziwiam.
@DrProctor, z tego co piszesz wynika, że nieźle Cię zmogło. Życzę Ci szybkiego i długotrwałego efektu odbicia :)
@Ironwoman, dziękuję. W Krakowie nie nastawiam się na czas, bo nie startuję w Krakowie ;) Zmieniłam plany i tego samego dnia startujemy z mężem w maratonie w Annecy. Boję się pisać o nastawianiu na czas, bo jestem pod tym względem przesądna, no ale co tam: cały plan mam ustawiony pod zejście poniżej 3:50. Tempo maratonu 5:27 daje wynik 3:49:59 :)
@Zinow, takie treningi są niesamowite i nigdy nie wiadomo od czego zależą. A najzabawniejsze jest to, że w poprzednich sezonach najgorsze treningi miałam właśnie na Agrykoli. W tym roku - abrakadabra - wiele treningów z Agrykoli zaliczam do super udanych.
Prześlij komentarz