Czyli, jeśli wierszowy tata nie wraca ranki, wieczory, to Ironmanowa mama w takim systemie trenuje.
Pierwszy raz w życiu mam treningi rano i wieczorem. Nie codziennie. Nienienienienie. Ale raz, dwa razy w tygodniu się zdarza.
Na początku byłam przerażona. Że co? Że rano I wieczorem?!
Subiektywne wrażenia, niepoparte badaniami naukowców:
Dla mojego organizmu łatwiejsze jest rozbicie dłuższego treningu na dwa, ponieważ pomiędzy jednym i drugim bieganiem zdążam parę razy zjeść, dużo wypić, wykąpać się, rozciągnąć, czasem nawet zdrzemnąć i normalnie pofunkcjonować. A kilometraż rośnie.
Logistycznie prościej jest nam ułożyć dzień, łącznie z opieką nad Ironmanem, gdy mamy obydwoje dwa krótsze wyjścia, niż, gdybyśmy mieli dwie kobyły. Wyobraźmy sobie dzień powszedni, w którym mąż idzie do pracy, a ja, z podniesieniem przez Ironmana powieki, rozpoczynam swój etat - gdybyśmy mieli przebiec pod 20 km jednorazowo, jedno z nas musiałoby wstać przed 5 rano (ble), a drugie biegać po ciemnej nocy. Tymczasem jedno wychodzi na kilka km, drugie w tym czasie szykuje śniadanie i siebie do wyjścia i, kiedy pierwsze wraca na śniadanie i rozrywki z Ironmanem, drugie rusza ze swoim treningiem. Wieczorem powtarzamy to samo, śniadanie zamieniając na kolację. Proste!
Minus? Jest, oczywiście! Głowa mówi "Ale po co znowu zakładasz te obciachowe buty i pulsometr? Przecież dopiero co wróciłyśmy z treningu. Połóż się z książką." Dzisiaj, na ten przykład, na widok butów biegowych robiło mi się słabo. A potem wyszłam i byłam bardzo zadowolona, bo trafiłam na piękny zachód słońca, odbijający się kolorowo od fasad wieżowców w centrum.
A Wam zdarza(ło) się biegać dwa razy dziennie?
niedziela, 15 września 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
12 komentarzy:
Słyszałam, że to bardzo dobra metoda treningowa, ale ja nie jestem do niej przekonana. Niezależnie od tego, czy wychodzę na 8 km, czy na 16, czy na 24 przed treningiem muszę założyć ciuchy biegowe, po porozciągać się, wykąpać, ogólnie dać sobie chwilę na dojście do siebie. I bardzo bym nie chciała powtarzać tej okołotrningowej otoczki dwa razy dziennie. Ale rozumiem, że w Waszym przypadku to rzeczywiście może dobrze się sprawdzać.
Ze względu na basen, rower i jeszcze siłowe ćwiczenia nie mam oczywiście możliwości wdrożenia takiego planu, ale wygląda ciekawie, szczególnie jak się ma szkraba pod opieką:)
Ja podobnie jak Emilia do wyjścia na trening doliczam jeszcze rozciąganie, prysznic etc. i trudno by mi było 2 razy w ciągu dnia się zmusić do wyjścia na trening. Dlatego podziwiam Was :)
@Emilia, no właśnie to są powody, dla których prowadzę dialogi z własną głową, która tłumaczy mi, że już wszystko było rano :)
@Krasus, proszę Cię, ja nie wiem, jak Wy, ludzie z żelaza, macie czas i siłę na wszystko? Czas - ok, kwestia organizacji. Ale, że dajecie radę psychicznie i fizycznie z takimi obciążeniami treningowymi? Ja bym chyba utopiła się we własnych łzach, idąc na basen o 6 rano ;) (albo raczej potknęła o własne nogi)
@Przemek, no ale prysznic i tak biorę dwa razy, więc co za różnica? ;) Rozciąganie 2 razy - sama przyjemność :) Tylko najgorsze jest zmobilizowanie się do wyjścia i do założenia po raz drugi ekwipunku biegowego. Po odpaleniu Garmina na ulicy, nogi już same ruszają ;)
No właśnie najgorzej wyjść - potem już się leci :) Powodzenia z nowym systemem treningowym Haniu, chyba będzisz niedługo bardzo rozbiegana :)
Wręcz marzą mi się dwa treningi dziennie (to nieprawda, że biegaczy myślą tylko o jednym - oni myślą o DWÓCH treningach dziennie). Ale obawiam się, że Moja Niebiegająca Żona zabiłaby mńie śmiechem...
Ja uważam dwa krótsze treningi dziennie za dobre rozwiązanie. Nie robię tak bo plan zakłada dłuższe jednostki ale z drugiej strony w fazie biegów spokojnych Daniels zaleca nawet żeby przy kilometrażu chyba powyżej 80km tygodniowo robić raczej dwa krótsze biegi niż jeden dziennie. To jest dobre ńie tylko organizacyjnie ale też mniej obciąża organizm...
Ciekawe podejście. Ja biegam albo rano albo po południu. Z rana to tak ciężko 20 km od razu. Wskoczenie w sprzęt biegowy i rozciąganie to tylko początek treningu a potem to już dużo lepiej, tylko jaki to ma wpływ na organizm? czy szybko można się przestawić?? albo może podzielić pół dystansu rano pół wieczorem?
Nie jest lekko, ale da się. Porcja endorfin z rana, porcja endorfin z wieczora - żyć nie umierać;)
@Ava, nie ukrywam, że na to liczę ;)
@DrProctor, wiesz, z porannego biegania można wrócić ze świeżym pieczywem albo kwiatkami... :)
@Leszek, tak, zdecydowanie jest łatwiejsze do zniesienia dla organizmu - mogę to potwierdzić.
@Napoleone, przestawiłam się z tygodnia na tydzień - po prostu dostałam plan, w którym tak zostały zorganizowane treningi, na następny tydzień znowu. Gdyby ktoś powiedział mi miesiąc temu, że będę biegać 2 razy dziennie, postukałabym się w głowę. Czasem dystans jest podzielony na dwie równe części, czasem poranna jednostka jest wyraźnie krótsza od wieczornej. Zawsze chodzi o bardzo spokojne biegi na niskim tętnie.
@Krasus, no właśnie! :D
nigdy nie wpadłam na taki pomysł, szczerze mówiąc (co innego rano ćwiczenia wzmacniające, a wieczorem beiganie), ale bardzo fajnie to brzmi, ale osobiście nie wiem, czy dałabym radę się "zmusić" do wyjścia dwa razy... zwłaszcza teraz, jesienią:)ale sam pomysł wydaje mi się świetny i być może spróbuję wdrożyć go w życie wraz z nadejściem wiosny:)
Prześlij komentarz