wtorek, 24 września 2013

Będąc młodą maratonką, czyli kącik poradniczy

Mamy kalendarzową jesień, a wraz z nią - szczyt sezonu na maratony. Tylko w przyszły weekend około 50 tys. osób (a może więcej) zmierzy się z królewskim dystansem bądź w Warszawie, bądź w Berlinie. Wśród nich znajdą się debiutanci, a jedną z debiutantek będzie moja przyjaciółka, której kibicuję od początku przygotowań i dla której będę stała w Alejach Ujazdowskich, dopóki nie zobaczę jej całej i zdrowej. I właśnie jej dedykuję ten post.

Przydatny poradnik dotyczący ostatniego tygodnia przed maratonem i dnia startu, można znaleźć u Marcina <klik>. A ja napiszę coś od siebie a propos survivalu po maratonie.

Przebiegamy przez linię mety

To mój ukochany moment, który dopieszczam w myślach na najgorszych treningach, w najcięższym deszczu, w śniegu po kolana i w panice przedstartowej. Niezapomniany!

Pięknie i miło, ale za naszymi plecami pojawiają się kolejni biegacze i dobrze by było nie torować im przejścia, chyba, że za linią mety odetnie nam zasilanie, czego nikomu nie życzę. Ruszamy po medal, folię termiczną (jeśli jest, a raczej być powinna) i picie. Jeżeli trzeba, odczepiamy chip do pomiaru czasu i oddajemy wolontariuszom.

A teraz kurs do depozytu. Oczywiście fajnie byłoby wziąć prysznic, ale nie zawsze jest taka możliwość. W każdym razie, koniecznie trzeba zdjąć mokre ciuchy i przebrać się jak najszybciej w suche rzeczy. Odporność maratończyka po starcie spada o, uwaga, uwaga, 30-40%. Zatem zmieniamy wszystkie mokre ubrania (łącznie z bielizną i skarpetkami) na suche. Być może jest to kwestia indywidualna, ale po 20-30 minutach od zakończenia biegu, robi mi się zimno. Dlatego zawsze mam ze sobą przynajmniej jedną dodatkową warstwę oraz czapkę. Roztrenowanie, roztrenowaniem, ale wolałabym nie spędzać go z gilem do pasa i ćwiczeniem wypluwania płuc w kaszlu. Polecałabym wypicie czegoś ciepłego i zjedzenie takiej przekąski, na jaką pozwoli zmęczony biegiem żołądek. Sama robię się głodna w trakcie biegu (ach, niezliczone kilometry, w trakcie których wyobrażam sobie góry makaronu, zupy, lemoniady, ciasta, piwo i inne kulinarne rozkosze), a zaraz po ledwo wmuszam w siebie banana i picie. Musi upłynąć co najmniej godzina i wtedy włącza się wewnętrzny odkurzacz.

Godzina po biegu

Jeśli nie zjedliśmy jeszcze nic sycącego, może warto spróbować. W zimny dzień może być chociaż talerz zupy, aczkolwiek (choć wiem, że to kwestia gustu i możliwości trawiennych), może lepiej poprzestać na kremie z warzyw albo lekkim rosołku, niż rzucać się na fasolówkę z boczkiem i kiełbasą.

Już w domu? Świetnie. Bierzemy prysznic (wiem, że specjaliści zalecają zimny, ale mnie jest i tak zimno, więc biorę gorący) i wskakujemy do łóżka na drzemkę. Naprawdę. Dla mnie 1-2 godziny snu po maratonie to najlepszy sposób na rozpoczęcie regeneracji.

Czy zauważyliście, że nie piszę nic o rozciąganiu ani o masażach? W wielu źródłach czytałam, że z rozciąganiem po maratonie trzeba odczekać przynajmniej godzinę, a masaż zostawić sobie na następny dzień. Zarówno zbyt wczesne rozciąganie jak i masaż bezpośrednio po biegu przysporzy zmęczonym i dotkniętym różnymi mikrourazami mięśniom więcej szkody, niż pożytku. Rozciąganie zostawiam sobie zatem na pomaratoński wieczór i poświęcam mu jeszcze więcej czasu, niż zazwyczaj.

Dzień po

Sława i chwała oraz, najprawdopodobniej, ból mięśni. Mój sposób? Rower! Nie wiem, czy jest naukowo uzasadniony, ale godzinka spokojnej jazdy na rowerze działa na mnie jak czarodziejskie zaklęcie. Po rowerze uskuteczniamy kolejną turę rozciągania.

I chuchamy na siebie i dmuchamy.

Powodzenia!

Start z Krakowskiego Przedmieścia i 3164 osoby, które ukończyły MW 2009

3 komentarze:

Unknown pisze...

Na pewno z rad skorzystam :) pozdrawiam

drproctor pisze...

Nie wiem co na to fizjolodzy, fizjoterapeuci, filozofowie oraz konstruktorzy, ale mnie osobiście masaż po maratonie od razu stawia na nogi i jest to coś, czego bym sobie chyba nie potrafił odmówić. Ale może jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę...

Hankaskakanka pisze...

@Karolina, powodzenia :)
@DrProctor, nigdy nie próbowałam, bo najpierw nie miałam siły, żeby stać w kolejkach, a potem się naczytałam i tak wyszło :)