Niniejszy wpis bierze udział w konkursie organizowanym przez portal CupoNation.pl oraz blog PrzebiecMaraton.pl.
DrProctor zorganizował fajny konkurs i przedłużył termin dla spóźnialskich. Jak tu nie wziąć udziału? Szczegóły konkursu tu <klik>.
Nie będę zanudzać wspomnieniami z podstawówki (nienawidziłam biegów na 60 m, w których byłam zawsze w ogonie, za to lubiłam te na 600 m - tu miewałam szansę na miejsce bliżej czołówki i poprawienie marnych ocen), ani z liceum (na wuefie najczęściej chodziłam na wagary, chyba że miałyśmy grać w koszykówkę).
Moje bardzo żywe wspomnienie biegowe pochodzi sprzed kilku lat, epoki przed pojawieniem się 3 z przodu w metryce oraz z czasów Wielkiej Smuty Bezsportowej.
Któregoś wieczoru postanowiliśmy z mężem zrobić coś sportowego. Mąż grywał regularnie w koszykówkę, czasem wychodził na squasha albo na piłkę nożną. Ja narzekałam na bolący kręgosłup i długie godziny przed komputerem. Była piękna wiosna lub wczesna jesień. Założyliśmy jakieś tam ciuchy sportowe, jakieś tam buty, które wydawały nam się odpowiednie do biegania i postanowiliśmy okrążyć najbliższy kwartał ulic. Zdradzę od razu, że w obwodzie ma on mniej niż 1,500 m. W połowie odniosłam wrażenie, że w bok wbijają mi się dziesiątki szpikulców, a na płuca ktoś założył żelazną obręcz. Przebiegłam jeszcze kawałek i zobaczyłam przed oczami kolorowe motylki. Przeszłam do marszu i ze spuszczoną głową wróciłam do domu.
Dochodząc do siebie powiedziałam mężowi, że kiedyś chciałabym biegać tak dobrze, żeby obiec cały kwartał, bez zatrzymywania. Dodając jednocześnie, że jednak nienawidzę biegania.
Los płata dziwne figle...
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarzy:
Piękne! A potem w końcu okazało się, że da się przebiec tę pętlę, następnie, że da się ją przebiec dwa razy i jakoś już poszło :-)
Ale to już było po tym, jak przebiegałam na bieżni elektrycznej ponad 20 minut BEZ PRZERWY ;)
Ha, ha niezłe - gdyby ktoś Ci wtedy powiedział "Haniu za parę lat przebiegniesz za jednym zamachem 42 kilometry" uznałabyś go pewnie za szaleńca :)
Myślę, że tak :)
marzenia się spełniają:) trzeba im tylko trochę pomóc;) pozdrowionka:)
Prześlij komentarz