A na pożegnanie 2012 roku przyszykowałam małą, sportową foto-story:
Styczeń 2012
Początek roku przywitaliśmy bieganiem po wiosennej Serolandii, z widokiem na ośnieżone szczyty Alp.
Parę tygodni później śmigaliśmy na nartach, dobijając relaksując się podczas popołudniowego biegania na wysokościach.
Luty 2012
Bez obrazków. Straszliwe mrozy i oczekiwanie na wiosnę.
Marzec 2012
Dear diary moment, czyli pudło w klasyfikacji branżowej na Półmaratonie Warszawskim oraz nowa półmaratońska życiówka - 1:44:56. O ile dobrze pamiętam, czas poprawiony o ponad 4 minuty i to na trudniejszej trasie. Odbieram nagrodę z rąk Ojca Dyrektora.
Kwiecień 2012
Na początku kwietnia trochę choruję, więc omija mnie start w Biegu Pamięci na 5 km. Zapisuję się na Maraton Karkonoski, grzecznie trenuję do maratonu w Sztokholmie.
Maj 2012
Ostatnie tygodnie przygotowań do maratonu. Odwiedzamy strony komisarza Montalbano, a ja hulam sobie poboczem mało uczęszczanej drogi, z widokiem na sycylijskie pierdolniki, gaje oliwne i błękitne morze. Decyduję się NIE wbiegać samotnie na Etnę. Na razie.
Startuję w Samsung Irena Run i, zupełnie nieoczekiwanie dla siebie, w upalne popołudnie, na dosyć trudnej, bo krętej i raczej przełajowej trasie (minimum asfaltu plus finisz po trawie!), poprawiam swój wynik na 5 km o minutę (może nawet parę sekund więcej) i melduję się siódma wśród kobiet. Nowa życiówka - 22:07 - zostawia apetyt na urywanie kolejnych sekund. Na zdjęciu mam ok 3 km w nogach i gotuję się w pełnym słońcu:
Tydzień później, w duszny i również gorący dzień, spotykamy się z Blogaczami na biegu sztafetowym - Accreo Ekiden. Biegnę o prawie minutę słabiej niż w Samsung Irena Run, ale bawię się fantastycznie.
Czerwiec 2012
Co to był za miesiąc...
Zaczęło się od maratonu w Sztokholmie. Czytelnicy bloga może pamiętają, że zeszliśmy z mężem z trasy po 18 km, ponieważ nie wytrzymaliśmy biegu w rekordowo złej pogodzie (3 stopnie Celsjusza, ulewny deszcz i wiatr o prędkości powyżej 60 km/h). Rano tak wyglądało wyjście z metra przy stadionie olimpijskim, spod którego startowaliśmy:
Po powrocie byłam przez kilka dni przeziębiona. W końcu wzięłam się ostro do treningów pod Maraton Karkonoski, m.in. 18 czerwca poszłam na pierwsze zajęcia z crossfitu pod chmurką. Wróciłam ze złamaną piątą kością śródstopia oraz koszmarną filcowo-gipsową bułą. Załamka.
C.D.N.


6 komentarzy:
Świetny pomysł na roczne podsumowanie! Bardzo mi się takie roczne fotostory podoba. Czekam na dalszy ciąg!
fajne podsumowanie:) a kontuzja okrutna....
ps. czy nie mozesz zmienic tego przepisywania kodow z obrazkow? pliz....
@Emilia, dziękuję :) Wybieranie zdjęć trochę trwa ;)
@Dota, musiałabym wyłączyć, a wtedy może się zacząć spamowanie :( Kontuzja, na szczęście, już przeszła do historii :))
Fajna foto-run-story! A jeszcze fajniej, że się załapałem.
Kody, rzeczywiście potrafią zirytować, ale zgadzam się, że lepsze to niż spam...
Super pomysł na takie podsumowanie. Jak widać rok był ciekawy, nawet ze wszystkimi jego ups and downs :) Zaraz sobie przeczytam/obejrzę drugą część :)
@DrProctor, mąż zawsze kręci nad tym zdjęciem głową, że tak niefachowo przejmuję pałeczkę ;)
@Ava, nie nudziłam się, to fakt ;)
Prześlij komentarz