niedziela, 25 października 2009

Początek

Pierwszy post w nowym blogu. A pierwsze bieganie?

Kilka lat temu postanowiłam uprawiać regularnie jakikolwiek sport. Zaczęło się od namówienia męża na przebieżkę wokół naszego kwartału. Po 500 metrach truchtu, który wydawał mi się obłąkańczym galopem, miałam przed oczami kolorowe płatki. Nogi jak z waty, walące o żebra serce, zadyszka, kolka - sama radość i smutne świadectwo mojej własnej kondycji. Później zapisałam się na siłownię. Na rozgrzewkę miałam przez 15-20 minut truchtać na bieżni. A raczej maszerować przez minutę-dwie, a następnie przez minutę truchtać. Z minuty zrobiły się dwie, później trzy, później 5. Po kilku tygodniach okazało się, że mogę truchtać przez całe 20 minut. Wtedy też wyjechaliśmy na 2 tygodnie w kompletną głuszę. To był początek intensywnego urlopu naukowego, w trakcie którego, dla przewietrzenia głów i rozprostowania kości, sumiennie truchtaliśmy i ćwiczyliśmy na siłowni. 

Przebieżki były co raz dłuższe, choć nadal przeplatane marszem. Wreszcie, latem 2007 roku zapisaliśmy się na Run Warsaw na dystansie 5 km. Bieg odbywał się na początku października i we wrześniu, po raz pierwszy, przebiegłam treningowo 5 km. Wiedziałam już, że dam radę, ale na starcie towarzyszyły mi emocje, jakich nie doświadczyłam już nigdy później, nawet wtedy, gdy pierwszy raz startowałam w maratonie. Ze swojego wyniku (28 minut z groszami) byłam ogromnie dumna. Wtedy też postanowiłam, że będę biegać regularnie i że w następnym roku pobiegnę w maratonie.

I pobiegłam. Najpierw, jesienią 2008 r., w Maratonie Warszawskim, a w 2009 roku - w Vienna City Marathon i w Maratonie Poznańskim. Ten ostatni opiszę kiedy indziej. Na razie odpoczywam i przygotowuję się do wyjazdu kitesurfingowego oraz do VII Półmaratonu Św. Mikołajów, odbywającego się w Toruniu. A wiosną chciałabym pobiec gdzieś we Włoszech, wahając się pomiędzy Maratona di Roma a Maratona d'Europa (trasa z miejscowości Gradisca do Triestu). Zobaczymy!

4 komentarze:

Margarithes pisze...

Rozumiem, że to początek relacji, cieszę się, mój brat biega, ale od niego mogę dowiedzieć się tyle, co nic.

Cieszę się, że zajrzałam :)

Czego się życzy biegaczom?

Hankaskakanka pisze...

Połamania nóg ;-)

Dziękujuę za pierwszy komentarz!

Unknown pisze...

Haniu, jak już wiesz, do bieganie nie namówisz mnie nigdy... co nie zmienia faktu, że z wielkim zainteresowaniem poczytam sobie o Twoich zmaganiach :) Po za tym mam nadzieję, że Twoje doświadczenia treningowe pomogą nam wejść na wysokie szczyty :*

www.3chani.blox.pl pisze...

Ostatnio mam obsesję odszukiwania pierwszego posta na blogach biegaczy i porównywania ich początków do moich. Jak dobrze jest przeczytać, że nie jestem dziwacznym wyjątkiem z zadyszką i ledwotruchtaniem :)