sobota, 31 października 2009

Zwierzenia zmarźlaka

Od kilku dni termometr pokazuje wyniki jednocyfrowe. Wczoraj w nocy przyszedł mróz - nawet w centrum Warszawy rano widać było oszronione samochody, dachy, trawniki. W domu sprawdzam, czy działają kaloryfery, a przed wyjściem na trening odgrzebuję spod krótkich spodenek i koszulek bez rękawów kolejne warstwy zimowych ciuchów. I co ja mam na siebie włożyć?

Jeśli pogoda jest w miarę bezwietrzna i nie pada deszcz, ubieram się tak, jakby było 10 stopni więcej niż pokazuje termometr. Sprawa staje się nieco bardziej skomplikowana, gdy hula wiatr albo, co gorsza, pada. Mój zaczytany na amen egzemplarz książki "The competitive runner's handbook" (autorzy: Bob Glover i Shelly-lynn Florence Glover) podpowiada, że:

- wiatr o prędkości ok. 16 km/h (10 mph) obniża temperaturę o około 8C (15 F),
- wiatr o prędkości ok. 24 km/h (15 mph) obniża temperaturę o około 11C (20 F),
- wiatr o prędkości ok. 32 km /h (20 mph) obniża temperaturę o około 14C (25 F),
- wiatr o prędkości ok. 40 km/h (25 mph) obniża temperaturę o około 17C (30F).

I tak dalej.

Jak to się przekłada na to co mam na grzbiecie? Sprawdziłam, że najlepsze dla mnie jest ubieranie się według starej szkoły, to jest noszenie warstw. Najlepiej, jeśli żadna z warstw nie jest uszyta z bawełny. Dlaczego? Bawełna znakomicie nasiąka potem i bardzo wolno schnie. Mokra koszulka, przylepiona do pleców, po których ślizga się listopadowy wiatr? Nie przepadam.

Przy temperaturach powyżej 0, a poniżej 5-6 stopni, założę nieocieplane legginsy, koszulkę z długim rękawem i koszulkę z krótkim rękawem (któraś z nich zostanie starannie wciągnięta w legginsy, gdyż nerki raczej nie lubią być wietrzone). Jeśli będzie wiało, zestaw nr 1 (koszulka z długim i koszulka z krótkim) zostanie rozszerzony o goretexową wiatrówkę. Wiatrówka przyda się również, jeśli zacznie padać. Do każdej z tych konfiguracji dorzucę czapkę z cienkiego polaru (los zatokowca), prawdopodobnie rękawiczki, a w wietrzny dzień zastanowię się poważnie nad polarowym szalikiem. Jadąc na niedzielne wybieganie w lesie, do bagażnika schowam torbę z rzeczami na zmianę - koszulka, polar, czapka, skarpety - i termos z malinową herbatą.

Kiedy termometr zjedzie poniżej zera, zamienię nieocieplane legginsy na ocieplane. W wietrzny dzień pod legginsy założę sportowe majtki z nogawkami. Góra zostanie opatulona w cienki lub ciepły podkoszulek z długim rękawem i ocieplaną bluzę i, ewentualnie, w goretexową wiatrówkę. Stylowe dodatki: czapka, szalik, rękawiczki. Czasem trzeba naciągnąć kaptur, albo schować się pod kominiarką (przy naprawdę dotkliwym wietrze).

A gdy dotruchtamy do pięknych dni z temperaturami dobrze poniżej -10, wybiorę bieżnię na siłowni, choć czuję się na niej jak chomik. Lubię biegać, kiedy jest chłodno, a nawet zimno. Ale bez przesady :)

Brak komentarzy: