Kiedy kolejne osoby pisały o tym, że skończyły sezon i zaczynają roztrenowanie, a potem dzieliły się swoją tęsknotą za treningowym reżimem, czytałam ich zwierzenia z daleko posuniętym niedowierzaniem. Marzyłam o tym, żeby już nie mieć treningów, nie wychodzić na dzielnię / stadion 5-6 razy w tygodniu, nie mierzyć tętna, nie wpisywać niczego do excela. Ci szczęśliwcy nie musieli już planować - "rano czy wieczorem". Mogli się wyspać, nie martwić tym, czy złapią katar. Ech...
I co?
Uwaga, zwierzam się: tęsknię. Chcę już znowu trenować!
Na szczęście i Maestro stwierdził, że warto powoli rozkręcać się z truchtaniem na dzielni i w tym tygodniu przewidział dwa szaleństwa: jedno truchtanie 45-minutowe, a drugie aż godzinne. Szał! Jestem też po przyjemnym treningu na Agrykoli (cała bieżnia dla nas) - z piłkami lekarskimi i płotkami. A może nawet kiedyś wreszcie dotrę na siłownię, zanim zapomnę jak wygląda sztanga, a jak bosu? Na razie wiem, że forma siłowa w lesie - w ramach Smashing Pąpkins wycisnęłam 5 serii po liche 15 pompek. Od czegoś trzeba zacząć, nespa?
Żeby z wpisu nie wyszło jojczenie nad niedolą roztrenowania, dodam coś pozytywnego. Laurkę dla moich butów biegowych, kupionych na 9 czy 10 tygodni przed maratonem, w których przebiegłam dobrze ponad 500 km, zatem czuję się uprawniona do małego podsumowania. Choć nienawidzę pisania recenzji obuwniczych, bo się na butach biegowych nie znam i jest mi naprawdę wszystko jedno, z czego są, jak są zbudowane, jakie innowacyjne rozwiązania zawierają, tak długo, jak długo są wygodne i dobrze mi się w nich biega.
No ale.
Saucony Cortana 2, kiedy są nowe, prezentują się tak:
Zdjęcie ze strony www.saucony.com
A kiedy mają kilkaset kilometrów pod bieżnikiem, są brudne i brakuje im 10 cm sznurówki w lewym bucie, które pożarł kot przyjaciół, zwany (nieoficjalnie) Gadziną.
To nie są łatwe buty, tzn. takie, które założyłam, przebiegłam 100 m i stwierdziłam - jacie, ale się w nich świetnie biega. Nienienie. Nasza miłość była trudna. Po 2-3 tygodniach, chciałam je odłożyć na półkę i wrócić do zajechanych na amen Asicsów, w oczekiwaniu na przyszłoroczne kolekcje, spośród których być może łatwiej będzie mi coś wybrać. Jednak w końcu, na każdy trening (poza tymi, na których testowałam Nike Zoom Kiger) zakładałam Cortany.
Byłam uprzedzana o tym, że, ze względu na zaledwie 4-milimetrowy "drop" mogą być męczące dla łydek i Achillesów. Z Achillesami nie było żadnych problemów, ale łydki, zwłaszcza lewa, z którą miewam różne drobne nieporozumienia, czasem ciągnęły po treningu. Nigdy nie były to poważne dolegliwości. Natomiast zaletą takiego wyprofilowania jest ułatwianie biegania ze śródstopia. Oczywiście, na maratonie czy cięższych treningach, łupałam z pięt, nie panując nad elegancją stylu. Niemniej jednak, miałam wrażenie, że łatwiej mi o poprawianie techniki i panowanie nad tym, co robię ze stopami, właśnie w Cortanach. Nie należą do miękkich butów typu "bambosz", a na pierwszych treningach wydawało mi się, że biegnę boso, dotykając stopą chodnika. Mają cieniutką, przewiewną siateczkę, zatem dobrze sprawdzały się w cieplejsze dni, których nie brakowało tej jesieni. Nie polecam ich na bieganie po lesie ani inne terenowe wycieczki - czuć każdą nierówność podłoża, co przy dłuższym treningu robi się mało przyjemne. Natomiast jeśli ktoś szuka lekkich, neutralnych butów na asfalt - są znakomite. Ich dodatkową zaletą jest to, że jako pierwsze buty, w których przebiegłam maraton, nie ściągnęły mi paznokci z palców. Pełen komfort od startu do mety.
Jestem ciekawa kolejnego modelu. Mam nadzieję, że Saucony nie wpadnie na pomysł dodania jakiegoś wsparcia lub wzmocnienia, które sprawi, że będę musiała znów długo szukać czegokolwiek na swoje dziwne stopy.

2 komentarze:
Zazdroszczę udanych poszukiwań, moje trwają i trwają i póki co nie mogę powiedzieć "to jest ten but". O Saucony myślę od jakiegoś czasu i może się skuszę, niewielka amortyzacja to duży atut. Ostatnio zauważyłam, że znacznie lepiej biegam w takich właśnie butach, do tej pory obawiałam się dystansu maratońskiego bez amortyzacji, ale może czas zaryzykować.
@Ala, właśnie trudno powiedzieć, czy to "ten but", ale nic lepszego w tym sezonie nie znalazłam. Na pewno są to bardzo przyzwoite buty, jednak trzeba się do nich przyzwyczaić. Dla takiej drobiny jak Ty, wydaje mi się, że nie trzeba wiele amortyzacji :)
Prześlij komentarz