poniedziałek, 26 listopada 2012

Zima nabiera rumieńców

Powoli, powoli wchodzę na coraz wyższe obroty i jest mi z tym naprawdę dobrze. Kilometraż biegowy budzi jeszcze uśmiech (ostatni tydzień treningowy zamknął się w PRAWIE 20 km), lecz przecież nie szarpnę się od razu na trzaskanie przełajowych trzydziestek (choć tęskno mi za nimi).

Tydzień miał znowu przeciągnął się o jeden dzień i wyglądał tak:

Poniedziałek: CrossFit! Mistrzostwo świata - spadłam z kozła oraz, z pomocą Olka i jego niewyczerpanej cierpliwości, stanęłam na rękach. Na ugiętych, co wzbudziło Olka zdumienie, bo przecież tak jest trudniej, ale: stanie na lekko ugiętych nogach daje większą stabilność, no więc stanie na ugiętych rękach - no? Na pewno też. Pobiłam osobisty rekord w ilości powtórzeń martwego ciągu (99 przez 4 minuty) i bardzo, bardzo mocno się zmęczyłam. Tego potrzebowałam.

Martwy ciąg (foto A. Senk)

Środa - clubbing i kolejny rekord. Po raz pierwszy od czerwca przebiegłam 10 km! Biegałam sobie najpierw po 8 minut z minutowymi przerwami w marszu, potem zrobiłam 6 x 100 m szybko z 300-metrowymi przerwami w truchcie, a potem 100-metrowe odcinki różnych ćwiczeń na koordynację ruchową, też przeplatane 300-metrowymi przerwami w truchcie. I wyszło równiutkie 10 kilometrów. Szczęście!

Sobota - miała być popołudniowa joga, ale po rodzinnym obiedzie raczej dostałabym na jodze trwałego skrętu kiszek, więc odczekałam jeszcze parę godzin i wczesnym wieczorem wybiegłam sobie na trening. Padał lekki deszczyk, za to było wręcz wiosennie ciepło, czego nie przewidziałam, ubierając się raczej na zimowo. Ufffff. 10 minut wolnego biegu, 3 minuty przerwy i 20 minut w tempie 5:30 min/km, które w praktyce wyszło 5:14 min/km.

Niedziela - poranna joga. Będę się starać, żeby na jogę docierać częściej niż raz w tygodniu, bo właśnie takiej formy ruchu mi teraz potrzeba. Było i wzmacnianie brzucha, i rozciąganie całych pleców (łącznie z rotacją, co na moje blokady w kręgosłupie jest po prostu zbawienne), i trochę stabilizacji, i rozciąganie czworogłowych, łydek, dwugłowych, itp. A na koniec przypomniałam sobie, jak robi się świecę. Wspaniałe 1,5 godziny.

Poniedziałek - powrót do pieczarkarni, bo bez tego nie dam rady zrealizować swoich planów na przyszły rok. Zrobiłam zaległy trening biegowy na bieżni (nieodmiennie duszno i gorąco) - 10 min biegu, 1 min przerwy, 15 min biegu, a potem trening rozpisany przez Agnieszkę. Znów byłam jedyną kobietą w zakątku testosteronu i słuchałam o męskich sposobach na podpompowanie bicepsów i klaty przed weekendem, dorzucając sobie cichutko ciężary na sztangę, aż w końcu doszłam do docelowych serii przysiadów z obciążeniem 35 kg. Były jeszcze wykroki chodzone z hantlami, pompki na odwróconym bosu, brzuchy i rozpiętki na piłce, ćwiczenia na plecy, "deska" i rozciąganie.

Jeszcze dochodzę do siebie.

Powoli układam plany na przyszły rok, zaczynając od nart, poprzez zimowy obóz biegowy i Półmaraton Warszawski. Dalej jest mniej konkretnie, ale parę pomysłów już mam: maraton górski latem (jeszcze na 100% nie zdecydowałam gdzie, choć faworytem jest Maraton Karkonoski) i maraton uliczny jesienią. Gdzie? Mam już faworyta i dwie opcje zapasowe. Na razie skupiam się na zwiększaniu obciążeń treningowych, wzmacnianiu i rozciąganiu. Bo najważniejsze hasło na nadchodzący sezon biegowy to: "0 kontuzji!". O.

Miłego tygodnia.

6 komentarzy:

Mauser pisze...

Jestem tego samego zdania :) Najważniejsze to nie mięć kontuzji i móc regularnie się ruszać :) Czego Tobie i sobie życzę.

Ava pisze...

Ale dobrze czytać że już wznowiłaś działania :) Pralka cross-fitowa to zresztą bardzo intensywne działanie. Oby już teraz było z górki i bez kontuzji :) Przysiad z 35 kg??? Ja chyba nie dałabym rady, a jesli nawet to bałabym rozrostu ud, bo moje nogi niestety najpierw puchną w udach

tete pisze...

Wow wzięłaś się Haniu ostro do roboty;)A kontuzje niech Cię omijają szerokim łukiem:) Pozdrowionka;

Leszek Deska pisze...

Fajnie to wygląda, chyba po pęknięciu nie ma już śladu :)

Adam pisze...

Miło czytać, jak Ci się treningi rozkręcają.
Czuję, że na Maraton Karkonoski może być w tym roku sporo chętnych - w moim kalendarzu to też faworyt :)

Hankaskakanka pisze...

@Mauser, święta prawda! :) Kto nie był na parę / kilka miesięcy wyłączony z obiegu, może się podśmiewać ;)
@Ava, przysiady robię w tzw. klatce, więc sztanga śmiga po szynach. Mój max sztangowy to chyba gryf + 50 kg, bo Agnieszka uważa, że kobieta powinna podnieść 100% swojej wagi, a mężczyzna chyba 120 :)
@Tete, oj wzięłam!! Najwyższy czas, bo plany na przyszły rok ambitne :)
@Leszek, okaże się 10 grudnia - idę na kontrolę. Pan dr będzie decydował, czy wyciągamy śrubki przed Świętami :)
@Adam, właśnie tego się boję, więc poczekam do terminu zapisów ;) W tym roku będą tam jeszcze mistrzostwa świata, więc nie wiem, jak to będzie z zapisami szaraczków.